ŻYCIA

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KOBIETY DO WŁADZY -

WTeesdale wszystko zaczęło się układać. Pracowała wNeST Gallery w zamku Barnard, miała wystawę swoich fotografii.

I wtedy razem z Mikiem znów postanowili coś zmienić, szukając swojego miejsca – bliżej morza i gór. Wybór padł na wyspę Skye, jeszcze dalej na północ.

– Dlaczego właśnie tu? – zastanawia się przez chwilę. – Przestrzeń, wiatr i poczucie wolności. Jest tu pięknie, są góry, amy uwielbiamy po nich chodzić.

Cuillin, skaliste górskie pasmo, zachwyca nie tylko wspinaczy, ale też zwolenników sportów ekstremalnych i filmowców. To na Skye nakręcono wersję „Makbeta” w reżyserii Justina Kurzela z Michaelem Fassbenderem i Marion Cotillard w rolach głównych. Eva i Mike pracowali na planie jako statyści.

– Pierwsza zima była ciężka, tym bardziej że byłam tu sama. Mike nie mógł się jeszcze przenieść – mówi Eva. – Były burze z piorunami, wiatr ok. 150 km na godz., ale jakoś to przetrzymałam. Szybko się przyzwyczajam i nie mam problemu ze zmianami. Chyba dopiero teraz zaczynam zauważać pewne ograniczenia, które narzuca życie na Skye – odległość od lądu, lotniska – ale nie przeszkadza mi to. Tu po prostu żyje się inaczej. I są też plusy! Szybko zauważasz, że wydajesz mniej, tylko na jedzenie i rachunki – dodaje ze śmiechem.

Gaśnie światło. Jest tak ciemno, jak bywa tylko daleko od miasta. – Dziś mocno wieje – w ciemności wyjaśnia spokojnie Eva. Cierpliwie czekamy, a po chwili znów zapala się światło. Do przerw w dostawie prądu dochodzi jeszcze tego wieczoru kilka razy. – Tutaj to się po prostu zdarza – mówi Eva. – Ale jeśli idziesz do łazienki, to weź ze sobą na wszelki wypadek latarnię.

Z wiatrem i pod wiatr

Zimą temperatura rzadko spada tu w okolice zera, latem na Skye jest kilkanaście stopni Celsjusza. Dość ciepło dla roślin, ale to wiatr jest ich największym wrogiem. – Wyciąga wilgoć z liści – tłumaczy Eva. Na wyspie niewiele jest miejsc zacisznych, gdzie rosną wysokie drzewa; większość jej powierzchni pokrywają wrzosy, porosty i niskie zarośla.

Dom Evy i Mike’awEllishadder stoi na płaskim, otwartym terenie. Eva obsadziła go dobrze przystosowanymi do tutejszego klimatu wierzbami, eskalonią i sosnami, żeby choć trochę przełamać powiewy wiatru. Rośliny są młode, ale już ukształtowane podmuchami – te, które mają trochę osłony, są dużo większe; te wystawione na działanie wiatru są skulone i małe. Każdy dzień to walka i wysiłek. – Pogoda jest tu nieprzewidywalna. Myślisz, że coś świetnie rośnie, cieszysz się, a potem przychodzi wiatr i jeśli nie masz dla roślin jakiejś osłony, wszystko tracisz – mówi Eva.

Ogrodnictwo w takim miejscu to wyzwanie, ale to właśnie tu, w tak niesprzyjających warunkach, Eva postanowiła spróbować uprawy roślin. – To nie było odkrycie, raczej rozwijało się powoli. Wcześniej się tym nie zajmowałam, ale tutaj pomyślałam, jak wspaniale byłoby mieć własne warzywa. Od tego się zaczęło i nawet nieźle mi poszło. Pierwsze były ziemniaki i jarmuż – wspomina. – Potem z innymi uprawami było gorzej, ale nie poddałam się. Np. w dalszym ciągu próbuję hodować borówki, choć za każdym razem, już od trzech lat, wiatr niszczy mi plony wczesnym latem.

Na Skye są ogrody. Niektóre znane, jak ten przy zamku Armadale, jest też centrum ogrodnicze, a sama Eva dwa lata temu założyła ogrodniczą firmę Delonix Designs. – Delonixregia, czyli wianowłostka królewska zwana płomieniem Afryki, to jedno z moich ulubionych drzew – wyjaśnia. Jednak ogród na wyspie to inne wyzwanie niż na południu Wielkiej Brytanii. – Cały czas się uczę. Widzę, która roślina będzie miała za mało słońca na Skye, a która da sobie radę. Eksperymentuję – opowiada. – To mi się przydało, bo kiedy w ubiegłym roku zapisałam się na kurs ogrodniczy Królewskiego

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.