ARMIA R SE

Jestem czarownicą. I ścigam tych, którzy czynią zło. W Hollywood, w rządzie, w biznesie. Przestańcie nas krzywdzić albo będą konsekwencje

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - TEKST KATARZYNA WĘŻYK

ose McGowan jest wściekła. Nie zła, zirytowana czy zdenerwowana. To jest ten stan, kiedy robi ci się czerwono przed oczami. Kiedy walisz na odlew i nie patrzysz, w co lub w kogo. Rzucasz przedmiotami i czujesz się nieco lepiej, gdy się z hukiem tłuką. Golisz głowę. Wciskasz czerwony guzik. Zioniesz ogniem. Do czego sama McGowan gorąco zresztą zachęca.

– Mężczyźni w ogóle i złe kobiety nienawidzą mnie na własną zgubę – deklaruje. – Bo dałam głos kobietom, pokazałam im, że bycie wściekłą jest OK. Ludzie się mnie boją. Czują się zagrożeni przez to, że kobieta jest wściekła. Wiesz dlaczego? Bo wy też jesteście wściekłe.

Była niegrzeczną dziewczynką Hollywood, skandalistką, która na rozdanie nagród MTV przyszła w sukience nadającej nowe znaczenie określeniu „nie pozostawia wiele dla wyobraźni”. Potem – przynajmniej według ludzi z branży – stała się zgorzkniałą niedoszłą gwiazdą, żałosną outsiderką, która spaliła za sobą mosty, a zawodową frustrację wylewała na Twitterze. Wreszcie – była jedną z pierwszych oskarżycielek Harveya Weinsteina, która z dnia na dzień awansowała na ikonę ruchu #MeToo, feministyczną superbohaterkę z mesjanistycznym przesłaniem i prawie milionem fanów na Twitterze, których mobilizuje hashtagiem #RoseArmy (Armia Rose).

Te trzy różne wersje Rose McGowan łączy jedno: każda z nich miała w głębokim poważaniu (ona sama powiedziałaby pewnie raczej: „totalnie wyjebane”; używanie słów średnio nadających się do druku to element jej marki) to, co ludzie o niej myślą. A przynajmniej usilnie stara się o tym przekonać zarówno innych, jak i – mam wrażenie – siebie.

RRose Arianna McGowan urodziła się 5 września 1973 roku w– jak pisze – „prowincjonalnym włoskim miasteczku Certaldo, w kamiennej stodole, z pomocą ślepej akuszerki”. Jej rodzice Terri i Danny byli członkami sekty Dzieci Boga, która zajmowała się głównie śpiewem, modlitwą oraz wykorzystywaniem kobiet. McGowan od dziecka była buntowniczką – pytana, czy już wpuściła Boga do swego serca, odpowiadała, że nie, mimo że była za to bita. Nikt jej nigdy nie słuchał, bo była tylko dziewczynką. „Kiedy dorastałam, nikt mi nigdy nie powiedział, że jestem inteligentna czy piękna. Nigdy nie usłyszałam, że mogę robić wszystko, co tylko zechcę, i mogę zostać, kim tylko zechcę. Wmawiano mi natomiast, że w oczach Boga jestem nic niewarta. Że stanę się dziwką, że jestem zbrukana. Choć wiedziałam, że nie mają racji, to te słowa utkwiły gdzieś głęboko we mnie” – wspomina wswojej autobiografii „Odważna”.

Rose miała dziesięć lat, kiedy jej ojciec postanowił uciec z sekty. Uznał, że nowa zasada tzw. życia w zgodzie z prawami miłości, czyli przyzwolenie na seks z dziećmi, to jednak za dużo. Zapakował drugą żonę i piątkę dzieci do samochodu i wrócił do ojczyzny. Terri musiała poradzić sobie sama.

Stany – „kraina, gdzie obowiązują hasła »Nie możesz tego robić, bo jesteś dziewczyną« oraz »Jesteś gorsza, bo jesteś dziewczyną«” – były dla Rose szokiem kulturowym. Ona ujęła to dosadniej: „Z kolebki cywilizacji zachodniej zostałam przeniesiona do krainy wieśniaków i prymitywnych kierowców wielkich trucków”. Ameryka była dla niej za głośna, jedzenie paskudne, a rodacy agresywni – i przy bliższym poznaniu bynajmniej nie zyskała. Wszyscy dookoła „dążyli do bylejakości” i uwzięli się, żeby stłamsić jej oryginalność.

Przez kolejne pięć lat Rose tułała się między członkami bliższej i dalszej rodziny. Kiedy relacje z ojcem stawały na ostrzu noża, przejmowała ją matka. Kiedy kolejny okropny chłopak matki ( jeden z nich molestował własną córkę) za bardzo dał jej w kość, trafiała do babki lub ciotki.

Miała 13 lat, gdy po imprezie, na której wzięła LSD, została wysłana na odwyk. Uciekła kilka tygodni później i wylądowała na ulicy. Nocowała kątem u przygodnych znajomych, głodowała, tańczyła do rana w gejowskich klubach, na spidzie lub kwasie, w zależności od tego, na co akurat było ją stać. Rodzice jej nie szukali. Raz, około Bożego Narodzenia, pojechała do domu matki („Pachniało świę-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.