DOBRY TROP

W lesie rządzą mężczyźni, drogi budują mężczyźni. W Bieszczadach kobiety nie miały nigdy wiele do powiedzenia

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KOBIETY DO WŁADZY - TEKST ANNA GORCZYCA ZDJĘCIE DAMIAN KRZANOWSKI

dy w 2001 roku weszła do polityki, na Podkarpaciu kobiety na stanowiskach wójtów czy starostów można było policzyć na palcach. Mężczyźni na spotkaniach i konwentach oceniali jej wygląd, po cichu komentowali. Mówi, że długo walczyła o uznanie. – Przez lata miałam poczucie, że wykluczają mnie ze swojego kręgu. Poklepali po plecach, ale niechętnie dzielili się doświadczeniami. Niewiele się zmieniło w ciągu tych lat, ale teraz to ja mogę młodszym kolegom udzielać rad, jak zdobywać pieniądze, bo obok wójta gminy Komańcza mam najdłuższy staż w naszym Bieszczadzkim Związku Gmin Pogranicza. Na początku mojej pracy mieliśmy budżet wwysokości 3,5 mln zł, teraz mamy 16 mln zł – mówi Renata Szczepańska.

Szlaki przetarła jej Elżbieta Łukacijewska, przyjaciółka i współpracowniczka z Zespołu Szkół w Cisnej. W 1998 roku Łukacijewska – młoda, ambitna – najpierw została wójtem, a potem posłanką na rok przed końcem kadencji. Gdy odeszła do Sejmu, rada gminy zatwierdziła Szczepańską na stanowisko wójta.

O Cisnej zrobiło się głośno. Dwie młode kobiety, trzydziestoparolatki, sięgnęły po władzę w biednym bieszczadzkim regionie.

Renata Szczepańska wie, że długo porównywano ją z poprzedniczką, oceniano. Po cichu zarzucano, że wiele spraw udało się jej załatwić dzięki pomocy Elżbiety Łukacijewskiej, która po ośmiu latach w Sejmie została eurodeputowaną.

– Nie mam kompleksów wobec Elżbiety. Jesteśmy przyjaciółkami. A jako posłanka bardzo nam pomogła – przyznaje Renata Szczepańska.

Gdy po roku pracy stanęła do wyborów, nie wiedziała, jaki będzie wynik.

– Odniosłam zwycięstwo! To dało mi ogromną energię – przyznaje. – Bieszczady to męska kraina. W lesie rządzą mężczyźni, drogi budują mężczyźni. Kobiety nie miały wiele do powiedzenia.

Potem poddawała się ocenie mieszkańców gminy w kolejnych latach. Wygrywała kolejne wybory. Rządzi od 17 lat.

GWakacyjna przygoda

Gmina Cisna znajduje się w środkowej części Bieszczad i zajmuje obszar blisko 287 km kw. 87 proc. to lasy, a 5 proc. – użytki rolne. Jest objęta siecią Natura 2000. Zamieszkuje ją blisko 1,7 tys. osób.

Większość z nich, tak jak Renata Szczepańska, nie pochodzi z Bieszczad. Jej rodzinna miejscowość to Blizne koło Brzozowa. WBieszczady przyjechała w 1985 roku.

– Nie dostałam się na studia, na historię. Miałam zamiar zdawać za rok, a chciałam popracować. Przyjechałam w Bieszczady z koleżanką. Na wakacje i żeby się rozejrzeć. Trop był dobry, okazało się, że brakuje nauczycieli. Dostałyśmy propozycję pracy: ja miałam uczyć historii w szkole wWetlinie, koleżanka – języka rosyjskiego. Ja zostałam, koleżanka uznała, że to jednak za trudne. Dostałam mieszkanie w szkole w Kalnicy, a potem poznałam męża, który był tu leśniczym, i zostałam. Mieliśmy dwupokojowe mieszkanie służbowe. W tamtych latach dla młodego małżeństwa to był luksus – wspomina.

Nadal mieszka w Kalnicy, w leśniczówce. Nie ma prawa jazdy. – Zaczęłam kurs, ale zabrakło czasu na dojazdy do Leska. Walczę o Cisną, chodząc na piechotę – żartuje.

Dojeżdża do pracy z koleżanką albo autobusem. Po pracy często odbiera ją mąż.

Ukończyła wymarzoną historię, ale już pracując w szkole. W roku 1997 gmina ogłosiła konkurs na stanowisko dyrektora szkoły w Cisnej, Szczepańska zaryzykowała i wygrała. Dwa lata później rozpoczęła się reforma oświaty, musiała zorganizować gimnazjum. Problemem, nie tylko Cisnej, był brak nauczycieli – języka angielskiego, matematyki.

– Mieliśmy sporo szczęścia. Języka angielskiego uczył mężczyzna, który mieszkał pod Leskiem, ale urodził się i mieszkał w Anglii. Słabo mówił po polsku, więc dzieci uczyły go poprawnej polszczyzny. Matematyka szukaliśmy od Rzeszowa po Przemyśl. Udało się ściągnąć świetnego fizyka, który uczył również matematyki. Został i wychował pokolenie inżynierów – mówi Szczepańska.

Trzeba było również wykończyć i wyposażyć budynek gimnazjum. Były gołe mury, okna i dach. Pomogli Holendrzy, którzy w latach 80. przyjeżdżali z pomocą humanitarną. Zaprzyjaźniła się z nimi. Pytali, jak mogą pomóc.

– Opowiedzieliśmy im o potrzebach szkoły. Ich fundacja przekazała nam 100 tys. marek. Potem przez 15 lat nasze dzieci jeździły do Holandii na wakacje. Spędzały trzy tygodnie u holenderskich rodzin – wspomina.

Pod koniec lat 90. szkoła w Cisnej stała się centrum życia politycznego i społecznego we wsi.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.