TATA ŁAPIE KONTAKT

Nasze matki uważały, że powinienem się rozwijać naukowo, a nie zajmować dzieckiem. Ale mieliśmy argument nie do przebicia: to Aneta zarabia więcej

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - WYMAZANE Z HISTORII - TEKST ANNA SULIŃSKA RYSUNEK MALWINA KUNA MIECZKOWSKA

okładnie pamiętam ten dzień – mówi Marek. Był pierwszym mężczyzną, który złożył wniosek o urlop tacierzyński w swojej firmie. – Puściłem dokument na drukarkę, która stała w korytarzu. Gdy wracałem z nim do biurka, spotkałem szefa. „Słuchaj, mam ten wniosek” – powiedziałem. „Wstrzymaj się jeszcze chwilę, musimy pogadać” – odpowiedział i zaprosił mnie na popołudniowe spotkanie do swojego gabinetu. W pokoju oprócz przełożonego czekało na mnie jeszcze dwóch kolegów. Szef wręczył mi wypowiedzenie.

Marek po ośmiu latach pracy został zwolniony z banku. Zaczynał jako koordynator sprzedaży, by po kilku latach zostać menedżerem w departamencie produktowo-sprzedażowym. Oficjalny powód zwolnienia – uzyskał 98 proc. rocznego planu sprzedaży. Biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą w Polsce i na świecie w tamtym czasie, to był bardzo dobry wynik.

– Jestem przekonany, że impulsem do zwolnienia był mój wniosek o urlop tacierzyński, a nie wynik sprzedażowy – mówi Marek. – W firmie wiedzieli, że staramy się o adopcję, że chcę spędzić kilka miesięcy w domu z dzieckiem. Gdy dostałem wypowiedzenie, pomyślałem, że kobiecie na pewno by tego nie zrobili, bo byłaby wielka awantura.

To było kilka lat temu. Do dziś się dziwi, dlaczego wtedy nie protestował. Zamiast walczyć o etat, wynegocjował odprawę, założył własną działalność gospodarczą i spędził w domu z synem półtora roku.

Przez kilka pierwszych miesięcy obowiązkami dzielił się z żoną Ewą, która najpierw wykorzystała urlop macierzyński, później – zaległy urlop wypoczynkowy. Mogli się wzajemnie odciążać w opiece nad synem.

Adopcja to proces – spotkania z psychologami i pracownikami ośrodka adopcyjnego, szkolenia, zbieranie i weryfikacja wymaganych dokumentów, a potem czekanie, które może trwać nawet kilka lat. Ale gdy znajduje się syn lub córka, sprawy toczą się zazwyczaj szybko. Od chwili gdy Marek i Ewa dowiedzieli się, że zostali rodzicami, do momentu kiedy przekroczyli próg mieszkania z synem na rękach, minęły dwa tygodnie. W tym czasie urządzili pokój dziecka, kupili wyprawkę i poinformowali pracodawców o swoim szczęściu. Żona Marka poszła na urlop macierzyński,

Dwynosił wtedy 26 tygodni. W firmie byli przygotowani, że może zniknąć z dnia na dzień. Kilka miesięcy wcześniej w specjalnej procedurze szczegółowo opisano, kto, kiedy i jakie jej obowiązki przejmuje. Wystarczyło ją teraz wdrożyć. Ewa zamierzała wykorzystać 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, które obligatoryjnie przysługują matce, pozostałych 12 chciała się zrzec na rzecz męża. Pracodawca miał obowiązek udzielić mu tej niewykorzystanej przez żonę części urlopu.

– Po latach dochodzę do wniosku, że w firmie patrzono na mnie jak na dziwoląga – dodaje Marek. – Facet, który jest na kierowniczym stanowisku, mówi, że najpierw chce się skupić na adopcji, a potem brać udział wwychowaniu dziecka. Udźwignięcie ciężaru stereotypowych spojrzeń nie było łatwe.

Wkońcu sam zaczął myśleć, że coś jest z nim nie tak, jak być powinno. Kilka miesięcy po zwolnieniu z pracy zachorował na depresję. Poszedł na terapię. Żona zarabiała na rodzinę. Potem zaczął rozwijać biznes. Jego pierwszy pomysł nie wypalił. Kolejny chwycił. Dziś Marek jest współwłaścicielem firmy, która wspiera liderów na różnych etapach rozwoju menedżerskiego, czyli szkoli, doradza, pomaga w przechodzeniu przez zmianę zawodową.

– Równie dużo nauczyłem się w domu od kilkulatka, co od bardzo ważnych menedżerów dużych korporacji. Dziecko uczy dojrzałości, uczciwości, pokazuje, że nabywanie nowych umiejętności powinno być frajdą – mówi. – Wiem, że gospodarka musi rosnąć, a ludzie pracować, ale obserwowanie, jak mały człowiek się rozwija, jest doświadczeniem nie do zastąpienia. Tych chwil się już nie odtworzy, a spotkań biznesowych będę miał jeszcze setki. Po tych doświadczeniach inaczej patrzę na swoich pracowników. Mamy na przykład taką zasadę w firmie, że na spotkaniach nie odbieramy absolutnie żadnych telefonów, chyba że dzwoni ktoś z rodziny.

Gdy w 2013 roku Jacek Kucharczyk, prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych, został ojcem bliźniąt, Instytut prowadził działania promujące partnerskie podejście do opieki nad dziećmi. Kucharczyk śmieje się, że byłby hipokrytą, gdyby nie poszedł na urlop tacierzyński, ale zaraz dodaje, że jego decyzja była niezależna od prowadzonej akcji. Wiedział, że chce zostać z dziećmi. Nie miał

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.