NIE GORSZY NIŻ MATKA

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - NA RODZICIELSKIM - To znaczy? Z Igą Magdą z Instytutu Badań Strukturalnych rozmawia Katarzyna Wężyk

ak wygląda dziś w Polsce sytuacja z urlopami dla ojców? Po pierwsze, mamy urlop ojcowski, popularnie zwany tacierzyńskim. Są to dwa tygodnie przysługujące ojcom zatrudnionym na umowę o pracę lub zlecenie, jeśli opłacali składki. Jest on pełnopłatny – mężczyzna dostaje 100 proc. pensji – i finansowany przez ZUS, nie pracodawcę. Jeśli nie zostanie wykorzystany w ciągu dwóch pierwszych lat od urodzenia dziecka, przepada. Mimo tak wielu zachęt wciąż tylko jedna trzecia ojców z niego korzysta. Jakiś odsetek pewnie nie ma świadomości, że taki urlop istnieje. Inni być może uważają, że po co mają brać wolne, skoro i tak partnerka jest zdzieckiem wdomu. Wreszcie mamy problem postrzegania korzystania z urlopów na dziecko przez mężczyznę.

JIstnieje presja społeczna na tradycyjnie rozumiane role rodzicielskie. Co powie teściowa, koledzy czy sąsiedzi, jeśli to ja będę chodził zwózkiem, a żona do pracy? Czasem same kobiety deklarują, że nie zostawią niemowlaka z partnerem, bo przecież nie da sobie rady. Wielu facetów z kolei uważa, że mężczyźnie nie przystoi zmieniać pieluch. Dla mnie to niesamowite, że w 2018 roku mamy ojców, którzy nigdy nie zmienili dziecku pampersa. W niektórych miejscach pracy, szczególnie tych bardziej zmaskulinizowanych, pracodawcy krzywo patrzą na pracowników, którzy chcieliby skorzystać z urlopu ojcowskiego. Ojcowie mogą zostać w domu z dzieckiem dłużej niż dwa tygodnie.

Tak. Urlop macierzyński trwa 20 tygodni, ale tylko pierwszych 14 jest przeznaczonych wyłącznie dla matki. Pozostałych sześć rodzice mogą podzielić dowolnie. Podobnie jest z urlopem rodzicielskim, który obejmuje kolejne 32 tygodnie życia dziecka. Jeśli chodzi o przysługujące w tym czasie wynagrodzenie, to są dwie kombinacje. Można wybrać opcję, że bierzemy tylko urlop macierzyński, wtedy dostajemy 100 proc. pensji przez 26 tygodni i 60 proc. przez kolejnych 26. Jeśli decydujemy się na wariant macierzyński plus rodzicielski, to przez rok dostajemy 80 proc. wynagrodzenia. Dane są bezlitosne: mniej niż 4 proc. ojców wykorzystuje jakąkolwiek część urlopu rodzicielskiego. Kto decyduje się wziąć taki urlop?

Można przypuszczać, bo kompleksowych badań brak, że to częściej są nowocześniejsi ojcowie, z większych miast. Ale z urlopów rodzicielskich korzystają też np. mężczyźni, którzy mają zagrożoną pozycję w firmie albo pracują na kończącą się umowę-zlecenie. Kiedy sytuacja materialna do tego zmusza, okazuje się, że ojcowie korzystają ze swoich uprawnień. Także w parach, w których kobieta zarabia więcej, częściej decydowano się na oddanie przynajmniej kawałka urlopu mężczyźnie. Często słyszy się argument, że wPolsce jest tradycyjne społeczeństwo, w którym rola kobiety jest zupełnie inna niż wSkandynawii, i nie ma co zmieniać tego na siłę. Ale my wcale nie jesteśmy tacy hiperkonserwatywni. W jednym zbadań (International Social Survey Programme z 2012 roku) zapytano Polaków i Polki o urlop rodzicielski i dużo osób, 31 proc., deklarowało, że powinno się go podzielić równo między matkę i ojca. Ale, że użyję sztandarowego konserwatywnego argumentu, ojciec przecież dziecka piersią nie wykarmi!

Ale pieluchę zmieni, ubierze, pobawi się, zabierze na spacer. Nawiązanie przez ojca więzi z dzieckiem w pierwszym okresie jest niezmiernie ważne i procentuje na przyszłość. A co do karmienia – odsetek kobiet karmiących piersią przez pół roku to ok. 40 proc., przez rok to raptem maksymalnie jedna czwarta. Poza tym można mleko odciągnąć i podać w butelce. To wyłącznie bezrefleksyjnie powtarzany stereotyp, że mężczyzna „z natury” nie umie się zająć dzieckiem. Gdy pozwoli się mu sprawdzić w roli ojca, okazuje się, że opieka wychodzi mu nie gorzej niż matce. A argument ekonomiczny? Dziś ZUS płaci kobiecie 80 proc. przez rok. Gdyby przez miesiąc czy nawet kilka miał płacić mężczyźnie, który statystyczne zarabia więcej, to czy system to udźwignie?

To nie byłaby drastyczna różnica wwysokości wypłacanych zasiłków – zakładając, że co czwarty mężczyzna wykorzystałby dwa miesiące urlopu, te wyższe zasiłki kosztowałyby ZUS około 1,5 proc. łącznych wydatków na same zasiłki z tytułu urlopu rodzicielskiego i mniej niż 0,5 proc. łącznych wydatków ZUS na absencję chorobową. Absolutnie możemy sobie na to pozwolić, dzięki temu ta kobieta wróci do pracy szybciej – a nawet w ogóle – i będzie płaciła składki. Obecny rząd podkreśla, jak ważna dla niego jest demografia. Tyle że ogromnym problemem wpodjęciu decyzji opowiększeniu rodziny, zwłaszcza o drugie dziecko, jest nierówne obłożenie obowiązkami rodzicielskimi. Młode Polki są coraz lepiej wykształcone, coraz więcej chce mieć swoje życie zawodowe i nie da się zamknąć w domu. Żonglowanie hasłem o „wyborze rodzin” to, niestety, ignorowanie zmian kulturowych i cywilizacyjnych, zamykanie oczu na rzeczywistość. A przecież polityka powinna na te zmiany adekwatnie odpowiadać.

Jak na przykład?

Poprzez wprowadzenie urlopu przeznaczonego wyłącznie dla ojca. Doświadczenia niemieckie wskazują, że stosowanie takich „wymuszonych” rozwiązań zmienia przekonania obojga rodziców co do ich roli w opiece nad dziećmi. Z opublikowanego kilka lat temu raportu Biura Rzecznika Praw Obywatelskich o godzeniu ról rodzinnych i zawodowych wynika, że często to sami mężczyźni bronią się przed takimi rozwiązaniami. Po pierwsze, jeśli już idą na ten urlop, to ze zdziwieniem stwierdzają, że tzw. siedzenie w domu z dzieckiem to tak naprawdę ciężka harówka. Po drugie, nawet ważniejsze, boją się o karierę. Ale jak to, mam zniknąć na miesiąc, przecież wypadnę z rynku, do czego ja wrócę, a jeśli szef mnie zwolni? Witamy wnaszym świecie, dla kobiet tak to właśnie wygląda. Gdyby to pani była ministrem pracy, jakie zaproponowałaby pani rozwiązania?

Pomanewrowałabym z systemem urlopów rodzicielskich i ojcowskich. Zachęciłabym ojców do skorzystania z części urlopu rodzicielskiego premiami finansowymi. System nie lubi gwałtownych zmian, więc nie ma co wszystkiego wywracać do góry nogami, ale zaproponowałabym ojcom, którzy biorą co najmniej miesiąc urlopu rodzicielskiego, że dostaną w tym czasie np. 120 proc. pensji. Trochę to nie fair, kobiet nikt w ten sposób nie zachęca.

Może trochę, ale na tym polega wspieranie zmian kulturowych i wdłuższym okresie kobiety też na tym rozwiązaniu skorzystają. Nie tylko kij, ale też marchewka. Wierzę, że nawet mężczyźni z patriarchalnym podejściem, gdyby sami spróbowali zająć się małym dzieckiem i dostrzegli, jakie to jest nie tylko męczące, ale także wspaniałe, inaczej patrzyliby na urlopy ojcowskie i zaangażowanie w opiekę w ogóle.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.