ŻYCIE NIE ZMIENIA SIĘ OD IMIENIA

Isaura, Kewin, Pipa, Psych... a ostatnio przyszedł na świat Jeronimo-Martin Tokarski. W Zawierciu.

Gazeta Wyborcza - - WITAMY W POLSCE - ANNA MALINOWSKA

Urodził się 22 sierpnia w szpitalu powiatowym, który ma w zwyczaju umieszczać na swoim Facebooku zdjęcia z danymi nowo narodzonych dzieci – o ile rodzice wyrażą zgodę. Tak było i w przypadku JeronimaMartina. Gdy zdjęcie malca znalazło się w sieci, wśród internautów zawrzało. Skojarzenia były jednoznaczne. Chodzi o portugalskie przedsiębiorstwo, właściciela sieci supermarketów Biedronka.

„I rośnie nam przyszły prezes Biedronki”.

„O rany... dużo zdrowia i szczęścia dla malucha, będzie mu potrzebne w życiu, bo już na starcie mu zrobili pod górkę”.

„Rodzicom powinny zostać odebrane prawa wyborcze. Biedne dziecko”.

To tylko bardziej parlamentarne komentarze. Po całej burzy zdjęcie zostało usunięte z profilu szpitala.

– Zdecydowaliśmy się je usunąć na prośbę mamy dziecka. Nic więcej w tej sprawie nie powiemy. To decyzja rodziców – mówią pracownicy.

Czyżby rodzice pod wpływem krytyki się rozmyślili? Agata Tokarska, mama chłopca, zapewnia, że nic bardziej mylnego.

– Nie interesuje mnie to, co mówią inni ludzie. Moi znajomi, rodzina dowiedzieli się, że tak nazwę dziecko, kiedy byłam jeszcze w ciąży. Oni nie mają z tym problemu – zaznacza. Jak dodaje, Jeronimo-Martin to jej czwarte dziecko. – Pozostałe mają tak zwane normalne imiona. Kacper, Natalia i Alan.

– Ale skąd w ogóle pomysł na Jeronima-Martina? – dopytuję.

– To długa i skomplikowana historia. Chcę, by pozostała tajemnicą. Mogę jedynie potwierdzić, że ma ona związek z Jeronimo Martinsem, założycielem dużej spółki – mówi Tokarska.

Jak czytam na stronie grupy – właściciela sieci Biedronka – „początki Grupy Jeronimo Martins sięgają 1792 roku. Wtedy to młody Jeronimo Martins otworzył w Lizbonie swój pierwszy sklep z towarami importowanymi zza oceanu i w ciągu zaledwie pięciu lat został oficjalnym dostawcą portugalskiej rodziny królewskiej. Renoma sklepu umacniała się przez kolejnych sto lat, aż na początku XX wieku stał się on częścią sieci handlowej z Porto, która jako nazwę przyjęła nazwisko jego założyciela”. – W skrócie będziemy nazywać synka Jeremi – dodaje Agata Tokarska.

Kewiny już wyszły

Jolanta Bujak, kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego w Zawierciu, na razie nie chce komentować sprawy.

– Rodzice nie zgłosili się jeszcze do rejestracji. Od dwóch lat mamy dość liberalne przepisy, jeśli chodzi o nadawanie imion. Kierownik USC może odmówić w czterech konkretnych przypadkach: gdy zapis imienia ma być w formie zdrobniałej, gdy imię nie sugeruje płci, jeśli jest ośmieszające i jeśli jest nieprzyzwoite. Przy okazji warto przypomnieć, że dziesięć lat temu Naczelny Sąd Administracyjny uznał, iż dopuszczalne jest imię Dąb – przypomina kierowniczka.

Mirosław Kańtor, kierownik USC w Katowicach, uznaje, że z prawnego punktu widzenia Jeronimo-Martin jest do przyjęcia. – Przecież to tak naprawdę dwa imiona. Mają swoje odpowiedniki w języku polskim i szczerze mówiąc, nakłaniałbym rodziców do zamiany. Hieronim Marcin w Polsce brzmi dużo lepiej. Ale jedyne, co mogę robić, to przekonywać, bo i tak decydują rodzice. Wyjaśniam ludziom, że Aniela jest lepsza od Angeli, a Franciszka od Françoise, lecz często trafiam w próżnię – przyznaje Kańtor.

Ks. Andrzej Stępień, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Będzinie, mówi, że zdarzyło mu się chrzcić Isaurę i Dżesikę.

– Chrztu się nie odmawia, chyba że wybrane imię byłoby urągające. Gdy imię jest bardzo udziwnione, staram się rodziców przekonywać, żeby jeszcze raz się zastanowili. Nie bardzo chcą słuchać – mówi proboszcz.

Ze statystyk katowickiego USC wynika, że od dwudziestu lat najpopularniejszym imieniem męskim jest Jakub. W zeszłym roku w pierwszej piątce znaleźli się jeszcze Szymon, Franciszek, Antoni, Filip i Jan. Najpopularniejsze imiona kobiece to Hanna, Zuzanna, Alicja, Julia i Maja. Ale trafiają się rodzice, którzy chcą, by ich dziecko jednak od razu się wyróżniało.

– Dobór imion to moda falowa. Wystarczy popatrzeć wstecz – twierdzi Kańtor.

Gdy Janusz Laskowski śpiewał o Beacie z Albatrosa, w latach 70. pojawił się wysyp Beat. Po emisji brazylijskiego serialu „Niewolnica Isaura” w latach 80. rodziły się Isaury. Lata 90. to zalew Kewinów w związku z filmem „Kevin sam w domu” i kolejnymi. – Kewiny nam się z końcem lat 90. definitywnie skończyły – zaznacza Kańtor.

Pipa to jednak nie Pippa

Kańtor przypomina sobie, że ostatnio raz tylko musiał odmówić rejestracji imienia. – Rodzice chcieli nazwać córkę Pipa. Domyślam się, że inspiracją była Pippa Middleton, siostra księżnej Cambridge. W języku angielskim imię Pippa nie oznacza tego co w polskim. Uznałem, że w naszych warunkach będzie ośmieszające.

Wcześniej kierownik odmówił rejestracji chłopców o imionach Barca i Messi. – Oczywiście ojcowie kierowali się miłością do futbolu. Nie wiemy natomiast, jakimi pobudkami kierują się rodzice z Zawiercia. Może znalazł się sponsor fundujący stypendium dla dziecka o imieniu Jeronimo-Martin?

Biuro prasowe Jeronimo Martins nabrało wody w usta.

– Nie komentujemy tej sytuacji – usłyszałam.

Ks. Stępień zauważa, że zapożyczenia zagranicznych imion mają związek z pracą Polaków za granicą. – Jakiś czas temu chrzciłem Giulię-Margheritę. Pytałem, czy naprawdę nie może być Julia Małgorzata. Ale mama wyjaśniała, że dziewczynka urodziła się, gdy ona mieszkała i pracowała we Włoszech, że ma sentyment do tego kraju i tak dalej. Nie pomógł argument, że z pisownią tych imion może być u nas problem.

Jak przypominają urzędnicy, imię można zawsze zmienić. Dzieje się to na podobnych zasadach jak zmiana nazwiska.

– Jeśli kiedyś dorosła Dżesika czy Kewin będą mieli dość swojego imienia, mogą wszcząć odpowiednie postępowanie.

Wszystko dobrze, panie Psychu?

Imię można zmienić na bardziej swojskie, ale zasada działa też w drugą stronę.

– Zgłosił się do nas mieszkaniec, który chciał zmienić swoje imię Krzych na Psych. Odmówiłem, bo wydźwięk takiego imienia w mojej ocenie jest zdecydowanie pejoratywny – ocenia Kańtor.

Owym mieszkańcem jest katowicki aktywista Zielonych Maciej Psych Smykowski. Psych, bo okazało się, że w innym USC udało mu się imię zmienić. – Nazywałem się Maciej Krzysztof Smykowski. Walka ze zmianą imienia zajęła mi siedem lat. Kiedy dwa lata temu zniesiono rejonizację, zgłosiłem się do USC we Wrocławiu. Okazało się, że tamtejsi urzędnicy są dużo bardziej otwarci. – Ale po co? – dopytuję. – Imieniem Psych od lat posługiwałem się w kontaktach prywatnych, to był mój pseudonim. Postanowiłem go zalegalizować. W tym kraju to imię adekwatne do tego, co robię, czyli dbania o demokrację, równość, ochronę środowiska i rozwój nauki. Walczę też ze smogiem i bronię Puszczy Białowieskiej przed wycinką – uzasadnia.

– Jak częściej zwracają się ludzie: „panie Macieju” czy „panie Psychu”?

– Więcej ludzi mówi mi Psych. Ale rodzina używa Maciej. Rodzice nie bardzo przekonali się do drugiego imienia – przyznaje Smykowski.

Ks. Stępień: – Dla chrześcijanina wybór imienia to poważna sprawa, bo oznacza też wybór patrona. Nadanie sobie pewnych cech, zalet. Moje imię, Andrzej, wiąże się z mądrością i odwagą. Nie oznacza to, że ja taki jestem, ale przypomina, że powinienem się starać być. Tymczasem w mojej parafii, od kiedy jestem proboszczem, ochrzciłem tylko jednego Andrzeja. Ma dziś sześć lat. Zauważam jednak renesans innych starych polskich imion. Jak Antoni, Maria czy Zofia.

Samanta sukcesu nie czyni

Rodzice, którzy szukają odmienności w imieniu dziecka, zwykle rekompensują sobie własne deficyty

Prof. Adam Bartoszek, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, przypomina, że imię określa naszą tożsamość.

– Niesie za sobą skojarzenia. One mogą się wiązać z napiętnowaniem i frustracją. Dotyczy to przede wszystkim środowiska dzieci – przestrzega naukowiec. Jak zauważa, umiłowanie indywidualności w imieniu zwiększone jest zwłaszcza w niższych warstwach społecznych. – Jeśli do tego nazwisko dziecka brzmi pospolicie, to problem takiego dziecka staje się większy. Nie każda, dajmy na to, Samanta Kiełbasa poradzi sobie z grupą rówieśniczą. I samo imię Samanta wśród Zoś, Kaś czy Natalek nie sprzyja akceptacji. Na indywidualność, wyróżnienie w grupie trzeba sobie zapracować osiągnięciami. Imię niczego nie załatwi. Rodzice, którzy szukają odmienności, rekompensują sobie jakiś deficyt. Kultura w Polsce jest tymczasem konwencjonalna i stadna. Próba wyróżnienia się w taki sposób nie wyjdzie. Będzie skutkowała jedynie pokazaniem kompleksów i pretensjonalności.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.