EuroBasket. Czas wygrywania, choćby brzydkiego

Jak zwykle z nadziejami, jak zwykle z obawami – reprezentacja koszykarzy zaczyna dziś EuroBasket. W pierwszym meczu rywalem będzie silna Słowenia – początek o 12.45, transmisja w TVP Sport.

Gazeta Wyborcza - - SPORT - ŁUKASZ CEGLIŃSKI POLSKIKOSZ.PL

Jak nie teraz, to kiedy? Czołowi gracze zrobili krok do przodu: Mateusz Ponitka, Adam Waczyński, Przemysław Karnowski, Damian Kulig czy A.J. Slaughter mieli bardzo dobry sezon w ligach zagranicznych, cała drużyna trenera Mike’a Taylora jest razem od trzech lat, ma już doświadczenie z EuroBasketu, dwa lata temu grała w 1/8 finału. Myślenie o postępie, co najmniej o ćwierćfinale, jest uprawnione.

Ale na mistrzostwach w Finlandii Polska zagra w najtrudniejszej grupie, nawet koszykarze nie dziwią się, że większość fachowców ustawia ich za Francją, Grecją, Słowenią i gospodarzami. Z sześc io zespołowej grupy A, w której jest także Islandia, wyjdą cztery drużyny, a Polska jednak nie ma takich gwiazd jak rywale (z występów w kadrze zrezygnował Marcin Gortat, po kontuzji nie zdążył się wyleczyć Maciej Lampe), nie pomogą ściany, nikt się Biało-Czerwonych nie przestraszy.

O co zatem idzie gra? Ponitka, lider i największy walczak, z ogniem w oczach mówi, że chciałby medalu, ale też szybko zaznacza, że zdaje sobie sprawę z miejsca w szeregu. Najstarszy w zespole, jadący już na swój szósty EuroBasket 33-letni Łukasz Koszarek, mówi o ćwierćfinale. Prezes PZKosz Grzegorz Bachański dodaje, że osiągnięciem będzie już awans z grupy, za to są pierwsze drobne premie. A trener Mike Taylor powtarza, że w każdym meczu chce po prostu wycisnąć z zespołu jak najwięcej.

Boiskowe argumenty są, trzon zespołu wygląda dobrze. A na dodatek, co w poprzednich latach było rzadkie w koszykarskiej reprezentacji, jest zgrany, otrzaskuje się razem od 2014 roku. Ponitka po udanym sezonie w Pinarze Karsiyaka Izmir właśnie przeszedł do Iberostaru Teneryfa, czyli świetną ligę turecką zamienił na najlepszą w Europie hiszpańską. W niej od trzech lat gra Waczyński, zdobywca EuroCup z Unicają Malaga, od roku w Badalonie przebija się rezerwowy w kadrze Tomasz Gielo, a kontrakt z Morabankiem Andora podpisał właśnie Karnowski.

Ponitka, Waczyński i Karnowski – każdy z nich, choć w różnym stopniu, zabłysnął już na EuroBaskecie dwa lata temu. Ponitka jest przebojowym skrzydłowym, który może kończyć akcje wsadami, ale też zaskoczyć niebanalną asystą. Waczyński to snajper, który w Maladze nauczył się agresywności. Karnowski, mierzący 214 cm wzrostu zwalisty brodacz, ma braki kondycyjne, ale technika i boiskowa inteligencja są u niego na najwyższym poziomie.

Do nich dorzućmy naturalizowanego Slaughtera, doświadczonych Aarona Cela i Koszarka, twardych Adama Hrycaniuka i Michała Sokołowskiego i mamy… No właśnie, wciąż przeciętny zespół ze środka drugiej europejskiej dziesiątki, który zerka w górę i liczy, że uda mu się zaskoczyć któregoś z mocarzy.

– Mamy argumenty, równą drużynę i wiarę. Nie mamy nic do stracenia. Nie chcemy już tylko ładnie przegrywać, chcemy wygrywać, choćby brzydko. Na EuroBasketach gorsze drużyny niż my sprawiają niespodzianki – mówi Koszarek. Tymi niespodziankami byłyby już wygrane ze Słowenią (ma kilku mocnych zawodników, z 18-letnim fenomenem Luką Donciciem z Realu na czele), z Francją (nawet bez Tony’ego Parkera jest silną ekipą) czy Grecją (brakuje zjawiskowego Giannisa Antetokounmpo, ale to również mocna drużyna). Finlandia? Gdyby nie była gospodarzem ze wsparciem 10 tys. głośnych kibiców w Helsinkach…

Zespół Taylora musi czuć presję, tę wewnętrzną – dwa lata temu, po porażce z Hiszpanią w 1/8 finału, Polacy mieli duży niedosyt, który tylko nieznacznie zmniejszyło to, że nasz przeciwnik w świetnym stylu sięgnął po mistrzostwo Europy. Już wtedy nasi koszykarze powtarzali, że ten zespół stać na lepszy wynik, że będzie tylko lepiej.

No i ten czas właśnie nadszedł. Na dodatek w ostatnich latach nie zmieniło się nic, jeśli chodzi o popularność koszykówki w kraju, niektórzy właśnie w sukcesie kadry upatrują szans na odrodzenie dyscypliny. Tylko że przeciętnego kibica sportu, który od lat oklaskuje siatkarzy, ostatnio piłkarzy nożnych, a wcześniej także ręcznych, nie zadowoli żadne wyjście z grupy czy awans do ćwierćfinału. Półfinał, gra o medale – tylko to przypomni o koszykówce. Ale też jest to cel szalenie odległy.

Na razie jednak najważniejsza jest Słowenia. – Pierwszy mecz zawsze jest niewiadomą i nawet największy faworyt może się trochę denerwować – mówi Koszarek. – Nam ten mecz nerwów nie wyszedł w 2013 roku, gdy przegraliśmy z Gruzją, ale wyszedł dwa lata temu, gdy wygraliśmy z Bośnią. Myślę, że na Słowenię będziemy bardzo, bardzo dobrze przygotowani. Oczywiście, oni mają Dragicia, Doncicia, Randolpha czy Vidmara i nie muszą się nas bać. Ale my też nie będziemy się ich bać – dodaje weteran.

Przemysław Karnowski

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.