Fałszywe CBŚ zamiast wnuczka

Starsza pani z Gdańska wyrzuciła przez okno oszczędności życia – prosto w ręce oszusta. Tylko jednego dnia funkcjonariusze w tym mieście mieli dziewięć zgłoszeń o telefonach od fałszywych śledczych.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ANNA DOBIEGAŁA *Imiona poszkodowanych zmienione

Starsza pani wyrzuciła przez okno oszczędności życia - wprost w ręce oszusta. Wyłudzenia metodą „na wnuczka” są coraz bardziej wymyślne

– Pani Schaffer? Agent Calloway i agent Call zFederalnej Komisji Handlu. Chcemy zadać pani kilka pytań – mówi Nicolas Cage wfilmie „Naciągacze” Ridleya Scotta z 2003 roku. – Co ten człowiek powiedział pani przez telefon?

– Mówił, że mam wygrać chevroleta albo wycieczkę, a jeśli kupię ich filtry, nie zapłacę podatku od nagrody.

– Przykro mi, ale jest pani ofiarą oszustwa.

– To numer stary jak świat. Mamią cię nagrodą, a potem wciskają bubel – włącza się wspólnik Cage’a grany przez Sama Rochwella. – Ile im pani dała? – 700 dolarów. – Wypisała pani czek? – Kurier go odebrał. – Zaczniemy działać, tylko prosimy o upoważnienie do realizacji czeku.

– Dobrze, dorwijcie skurwysynów – mówi pani Schaffer grana przez Jenny O’Harę i wypisuje upoważnienie.

Proste oszustwo? Można jeszcze prościej.

Rzut reklamówką

Wponiedziałek 18 września do Zofii*, 88-letniej mieszkanki Orunii Dolnej w Gdańsku, zadzwonił telefon. Odebrała.

– Dzień dobry. Jestem funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego – usłyszała w słuchawce. – W dniu dzisiejszym planowany jest napad na pani mieszkanie. Proszę mnie teraz uważnie posłuchać – musi pani spakować do torby wszystkie oszczędności, jakie ma pani wmieszkaniu. Na dole, pod blokiem, czeka policjant, który weźmie od pani pieniądze i się nimi zaopiekuje.

Zofia odłożyła słuchawkę i zaczęła gorączkowo szukać poupychanych po kątach oszczędności. Zebrało się ponad 10 tys. zł. Kobieta czym prędzej włożyła pieniądze do plastikowej reklamówki – nic innego nie miała akurat pod ręką – i rzuciła przez okno, prosto wręce rzekomego policjanta. Otym, że jest oszustem, a nie funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego, dowiedziała się po kilku godzinach, gdy zawiadomiła policję.

Oszusta zgubiła chciwość

Innego dnia telefon zadzwonił wmieszkaniu Krystyny, 68-latki z Gdańska. Tym razem po drugiej stronie słuchawki odezwała się prokuratorka:

– Na pani konto bankowe próbują włamać się hakerzy, a pani mieszkanie jest obserwowane. Za chwilę ktoś się do niego włamie. Proszę zebrać wszystkie oszczędności, jakie ma pani wmieszkaniu, i przekazać je policjantom. Za kilka minut zadzwoni do pani funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego i poinstruuje panią, w jaki sposób dalej działać.

Krystyna, tak samo jak Zofia, zebrała wszystko, co miała w domu, spakowała do torby i w umówionym miejscu przekazała kasę policjantowi oszustowi. Było tego sporo: ponad 35 tys. zł. Złodzieja zgubiła jednak chciwość. Kazał pani Krystynie dodatkowo wypłacić wszystkie pieniądze z banku i zaciągnąć szybki kredyt. Wtedy kobieta – dzięki przytomnemu kasjerowi – zorientowała się, że jest okradana. Pracownik banku wezwał kryminalnych.

Wnuczek już jest passé

Metoda kradzieży „na policjanta” jest ostatnio coraz popularniejsza – zastąpiła metodę „na wnuczka”, która już przestała działać. Wobu przypadkach naciągacze szukają swoich ofiar wksiążkach telefonicznych – wybierają popularne 80 lat temu polskie imiona, np. Józefina, Genowefa czy Władysława, i dzwonią, licząc, że odbierze starsza osoba. Jak podaje Komenda Miejska wGdańsku, tylko jednego dnia funkcjonariusze otrzymali dziewięć zgłoszeń od gdańszczan, którzy odebrali telefony od naciąga- czy podających się za policjantów albo funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego.

Scenariusz za każdym razem jest podobny: oszust dzwoni i informuje, że konto bankowe jest zagrożone albo będzie włamanie, i prosi o przekazanie oszczędności. Wszystko odbywa się waurze tajemnicy – oszukani są przekonani, że biorą udział w tajnej akcji, której celem jest pojmanie przestępców finansowych.

Akcje w Łodzi i Warszawie

Opierwszych tego typu kradzieżach prasa pisała przed dwoma laty. 50-letnia łodzianka pod ławką wparku Reymonta zostawiła 50 tys. zł, ajeszcze tego samego dnia 20 tys. na skwerze przy Dąbrowskiego i 30 tys. wrejonie alei Jana Pawła II. Przepadło wszystko.

29 tys. zł stracił inny łodzianin – 68-letni mieszkaniec osiedla Zdrowie. Wypłacił pieniądze z konta, by pomóc policjantom schwytać nieuczciwych pracowników banku. Pieniądze zostawił przy parkomacie na ul. Wólczańskiej. Straciłby może więcej, gdyby miał naładowany telefon. Naciągacze zadzwonili do niego bowiem jeszcze raz i namówili, by wziął kredyt na 50 tys. zł. Rozładowany telefon sprawił, że złodzieje stracili kontakt z ofiarą i odpuścili.

18-letni Patryk K. z Warszawy ( już wpadł) wyłudził od trzech starszych osób 180 tys. zł oraz 1100 dolarów. Dzwonił do Józef in i Władysław z książki i podawał się za policjanta, który rozpracowuje szajkę oszustów okradających konta seniorów. Mężczyzna wpadł, gdy odbierał pieniądze od kolejnej oszukanej staruszki. Teraz grozi mu osiem lat więzienia.

Policjanci z Komendy Miejskiej wGdańsku ostrzegają: policja NIGDY telefonicznie nie informuje o prowadzonych przez siebie sprawach, NIGDY nie prosi oprzekazanie pieniędzy nieznanej osobie, NIGDY też nie prosi o zaangażowanie prywatnych pieniędzy do jakiejkolwiek akcji.

Z policyjnych statystyk wynika, że naciągnąć dają się częściej kobiety niż mężczyźni. Do oszustw dochodzi w dużych miastach – tylko w Gdańsku od początku roku do września było 90 takich spraw. Ofiarami fałszywych policjantów padają najczęściej osoby powyżej 70 lat

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.