DRUGA MŁODOŚĆ UNII

Gazeta Wyborcza - - OPINIE -

wpokoju i rozstrzygać konflikty, posługując się regułą solidarności i nadrzędnego wspólnego interesu: stabilnej, demokratycznej Europy.

Gorąco pragnęły tego Niemcy, wiedząc, że w oczach innych przestaną być fabryką agresji i strachu tylko wtedy, jeśli trwale złączą swe aspiracje i tożsamości z nowym, wspólnym porządkiem. Niemal wszyscy mieli też świadomość, że nie będzie demokracji bez bogacenia się państw i równomiernego rozkładu bogactwa wspołeczeństwach. Los Republiki Weimarskiej, zatopionej w dużej mierze przez kryzys ekonomiczny i nędzę, umacniał to przekonanie.

Właśnie z obaw przed skutkami biedy, życiowej marginalizacji licznych warstw społecznych i upokorzeń obywateli narodził się europejski model państwa opiekuńczego, który miał łagodzić nierówności i zapewniać każdemu godziwą egzystencję oraz szanse na awans życiowy. Najlepsza zapora przeciw brunatnym i czerwonym skrajnościom.

Toteż społeczeństwa demokratycznego Zachodu, widząc ponadto w sąsiedztwie totalitaryzmy i dyktatury, miały powody do optymizmu. Ludzie żyli coraz lepiej, zdrowiej i wygodniej. Mieli też jasną przyszłość, bez czego dla wielu demokracja przestaje być atrakcyjna: wiedzieli, że ich dzieci będą miały coraz lepsze życie.

Ten piękny ład i jego wartości załamały się na naszych oczach. Wskutek kolejnych kryzysów, globalizacji oraz zwycięstwa twardej ideologii, zgodnie z którą prawa rynku najlepiej uregulują społeczeństwa, państwo opiekuńcze popadło w kryzys. Znów rozszalały się nierówności, także klasowe. Znikła z demokracji pewność godziwego życia, wyparowała obietnica dobrej przyszłości. Brutalna prekaryzacja, potężny przyrost bezrobocia wśród młodych – to nasza teraźniejszość i upowszechniona czarna wizja przyszłości.

Agdy brakuje takich stabilizatorów życia, jakie dawała demokracja, społeczeństwa opanowuje strach. Przed tym, co może to i tak niepewne życie pogorszyć. Imigranci, inne narody, otwarte granice, wielokulturowość – we wszystkim tym, co do niedawna stanowiło dla Europejczyków powód do chluby, dziś coraz więcej z nas widzi słabość i groźbę. Ale dzisiejszą Europą rządzą nie tylko strach i rozczarowania, lecz także demokratyczne aspiracje, zwłaszcza wśród młodych. A to oni rozstrzygną ostatecznie, kto wygra tę wielką wojnę o oblicze narodów.

Jak pokazują badania, młodzi cenią wartości demokracji, natomiast najchętniej wyrzuciliby na śmietnik jej instytucje: partie, biurokracje, media. Sądzą bowiem, że to one uczyniły z nich stracone pokolenie bez przyszłości. Nie ufają również starszym – sprawcom tej sytuacji – pragną więc wymyślić świat inaczej. Słowem – chcą się angażować, ale na swoich warunkach, zwłaszcza wochronę środowiska i pomoc humanitarną.

Rzadziej też niż starsze pokolenia są rasistami i homofobami. Tak, nierzadko głosują na rasistów i nacjonalistów – ale skłaniają ich do tego zablokowane aspiracje, upadek marzenia o godziwym życiu. Głosują wbrew własnym poglądom, byle upokorzyć system, który, jak sądzą, ich upokarza.

Ta anarchistyczna zemsta na instytucjach z jednoczesnym przy- wiązaniem do demokracji pokazuje, jak Europa może się zmieniać pod rządami dzisiejszych młodych w następnych dekadach.

Przede wszystkim jesz cze mniej politycznej stabilności i – zapewne – więcej tolerancji dla odmiennych stylów życia i mniejszości. Uformowana niechęć do instytucji oraz uwaga skierowana na pielęgnowanie własnych tożsamości i emocji zakończą erę w miarę trwałych partii i elektoratów. O polityce będą przesądzać doraźne i zmienne mniejszościowe koalicje wyborców. Znacznie silniej będą też na nią oddziaływać media społecznościowe i zgromadzenia uliczne.

Znajdziemy się pod presją kapryśnej polityki bezpośredniej, dotychczasowy model demokracji reprezentatywnej sczeźnie. Na dobre i złe. Więcej obywateli zyska poczucie wpływu na rzeczywistość, ale łatwiej przyjdzie różnym chętnym – od polityków po megakorporacje – tym systemem manipulować. Bo osłabnie zdolność demokracji do samokontroli.

Przybędzie zapewne dobrego życia, bo młodzi wiedzą, jak bolesna jest permanentna niestabilność. Podstawowy dochód obywatelski gwarantujący każdemu przyzwoitą egzystencję, zrównoważony rozwój społeczeństw i jednostek wspomagany nadchodzącą rewolucją robotyczną, słowem, mało pracy i dużo czasu na własne zainteresowania.

Ale to, że dzisiejsze mrzonki staną się oczywistością, oznacza groźbę, że nowe europejskie mocarstwo, twierdza dobrobytu, będzie, jak kilka innych potęg, zamykać się przed bied niej szy mi i utrzymywać swą siłę również przez ich wyzysk. A więc gorące konflikty, strach i widmo katastrofy nie znikną.

Mimo wszystko to optymistyczny scenariusz. Ma szansę, jeśli tylko przez następnych kilkadziesiąt miesięcy nie uczynimy z naszej Europy kupy gruzów.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.