Merkel w ogniu krytyki

Chadecy szukają winnych słabego wyborczego wyniku i chcą rozliczyć premierów Bawarii, Saksonii, a nawet samą kanclerz Angelę Merkel.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - BARTOSZ T. WIELIŃSKI

W CDU rozliczenia po słabym wyniku wyborczym. Chadecy chcą rozliczyć premierów Bawarii, Saksonii, a nawet samą kanclerz Angelę Merkel. Czy szefem MSZ zostanie lider Zielonych o tureckich korzeniach?

– Byłoby dobrze, gdyby teraz wysłano nowe sygnały. Przede wszystkim partia nie powinna być rządzona z urzędu kanclerskiego. W CDU w drugim szeregu jest mnóstwo dobrych ludzi, którzy byliby w stanie przejąć stery w partii – mówił we wtorek w radiu SWR Alexander Mitsch, szef Zjednoczenia Wolnościowo-Konserwatywnego, frakcji na prawym skrzydle chadecji, której członkowie od dawna próbowali podgryzać Merkel. Dopiero jednak teraz, po wyborach, w których CDU i jej bawarska siostra CSU dostały 33 proc. głosów, osiągając najgorszy wynik chadeków w historii, mają szansę Merkel zranić.

Żądanie rozdzielenia funkcji szefa rządu i partii w niemieckiej polityce nie jest niczym nowym. Wobec topniejącego poparcia SPD w marcu 2004 r. zmusiła do takiego kroku ówczesnego kanclerza Gerharda Schrödera. Półtora roku później, po porażce w przyspieszonych wyborach, nie był już nawet szefem rządu.

Merkel w wyborczy wieczór w pierwszych słowach przyznała, że wynik jej partii nieco ją rozczarował. Zaraz jednak dodała, że osiągnięcie takiego wyniku po 12 latach rządów wcale nie jest oczywistością. Kanclerz i jej otoczenie koncentrują się teraz na kleceniu nowego rządu. Ponieważ SPD odrzuciło możliwość wejścia z chadecją w koalicję, jedyną opcją wchodzącą w tej chwili w grę jest koalicja jamajska z liberałami z FDP oraz Zielonymi.

Taki alians to w zasadzie łączenie ognia i wody. I jeśli Merkel nie uda się stworzyć rządu, będą nowe wybory. A dyskusja o jej zastąpieniu na czele partii, a może nawet i rządu, wróci z jeszcze większą siłą.

Bawarska CSU boi się klęski za rok

Partyjna baza chce jednak rozliczenia innych winnych wyborczego wyniku. Ich pierwszą ofiarą może paść Horst Seehofer, który od 2008 r. rządzi Bawarią i stoi na czele CSU. To wynik w Bawarii najbardziej zaciążył na rezultacie chadecji w całym kraju. W stosunku do poprzednich wyborów straciła tam aż 10,5 pkt proc., zdobywając tylko 38,5 proc. Tylko, bo CSU w Bawarii od zarania RFN jest nie główną, ale wręcz dominującą siłą polityczną, która w skali landu tylko raz musiała zawrzeć koalicję.

Głosy chadekom odebrali politycy populistycznej, antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD), którzy podsycali lęki Niemców przed uchodźcami i muzułmanami. Bawaria w 2015 r., gdy Merkel otworzyła granice dla przybyszy, była dla nich bramą do Niemiec, na jej granicy z Austrią kończył się bowiem tzw. bałkański szlak.

Odpowiedź wyborców była tym boleśniejsza, że mandatu nie dostał Joachim Herrmann, polityk CSU desygnowany na tzw. spitzenkandidata, czyli lokomotywę wyborczą partii. – Seehofer musi za to zapłacić – mówi „Süddeutsche Zeitung” jeden z polityków bawarskiej chadecji.

Za rok w Bawarii odbędą się wybory do landtagu, CSU klęski w nich już nie zniesie.

Gdy tylko w CSU pojawiły się pierwsze sygnały, że Seehofera należy wysłać na emeryturę, bawarski premier od razu przeszedł do kontrataku. Na zamkniętym spotkaniu klubu CSU w bawarskim landtagu miał rugać z imienia i nazwiska tych posłów i członków rządu, którzy życzyli mu źle. – CSU w ten sposób naraża się na śmieszność. O personaliach powinien dyskutować zjazd partii. Partia jest na rozdrożu, nie wiadomo, czy będzie w stanie rządzić krajem – mówił Seehofer. I podobno dostał aplauz.

Ale Seehofer wychodził obronną ręką nie z takich problemów. W 2007 r. musiał usunąć się w cień, gdy media ujawniły, że za pomocą SMS-a rozstał się z kochanką, która urodziła mu dziecko. A już rok później został bawarskim premierem.

Jak walczyć z AfD w Saksonii

Problemy ma też Stanislaw Tillich, premier Saksonii. CDU do tej pory była największą polityczną siłą w tym landzie. Po wyborach okazało się, że wyprzedziła ją jednak AfD, która w skali landu zdobyła 27 proc. głosów, o 0,1 pkt proc. więcej niż chadecja, która w porównaniu z zeszłym rokiem straciła prawie 16 proc. poparcia. Media pisały o trzęsieniu ziemi w Saksonii.

To, że partia straci na rzecz populistów, było jasne. Saksonia to land, w którym w ogóle narodził się zorganizowany opór wobec imigracji z Bliskiego Wschodu. To na ulicach Drezna od 2014 r. demonstruje PEGIDA, stowarzyszenie samozwańczych obrońców Zachodu przed islamizacją, to w saksońskich miastach i wioskach najczęściej podpalano ośrodki dla uchodźców. Ale przegrana, nawet o ułamek procentu, z AfD to dla chadeków bolesny policzek.

Po ogłoszeniu wyników Tillich szczerze przyznał, że jest bezsilny. – Być może nie wzięliśmy dostatecznie pod uwagę obaw ludzi, jeśli chodzi o bezpieczeństwo – mówił.

Saksoński premier planuje ostrą konfrontację z AfD, chce rozmawiać z ludźmi, przekonywać, że populiści potrafią tylko gwizdać na wiecach, ale nie rozwiązywać problemy kraju. Seehofer z kolei chce przesunąć partię na prawo, by odebrać AfD elektorat. Od tego, czy te manewry się powiodą, zależą ich polityczne kariery.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel i premier Bawarii Horst Seehofer na przedwyborczym wiecu w Monachium, 22 września 2017 r.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.