Walczą o pociąg

– Brak dostępu do transportu publicznego marginalizuje wszystkich. Dlaczego w domu mają siedzieć ludzie bez prawa jazdy, dzieci, osoby starsze czy chore? – mówi Jakub Majewski, prezes fundacji ProKolej.

Gazeta Wyborcza - - GOSPODARKA - EDYTA BRYŁA

„Według danych PAN do 20 proc. sołectw w Polsce nie dociera jakikolwiek transport publiczny, a do wielu pozostałych tylko dwa autobusy dziennie. Od wstąpienia Polski do UE wielkość realizowanych usług w komunikacji publicznej poza miastami spadła o około 40 proc.” – pisze w manifeście „My, Pasażerowie” Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) popierany m.in. przez federację Kongres Ruchów Miejskich i fundację ProKolej. I domaga się likwidacji białych plam transportowych, powszechnej dostępności do transportu, wspólnych biletów, narzędzi finansowania przez samorządy.

W Polsce cały czas nie ma też dofinansowania dla międzymiastowej komunikacji autobusowej. Firmy popadają w długi i są likwidowane. A jednym z problemów braku dostępu mieszkańców do kolei jest to, że w przeciwieństwie do dróg asfaltowych jest ona postrzegana jako biznes, który musi sam na siebie zarabiać. W efekcie mniej dochodowe połączenia są kasowane. – Rząd walczy z wykluczeniem cyfrowym, zapewniając internet dla jak największej liczby mieszkańców. Nikt nie zajmuje się natomiast wykluczeniem komunikacyjnym, a dostęp do kolei, tak jak do internetu, powinien być częścią standardu – mówi Jakub Majewski.

Radny powiatu sanockiego Jerzy Zuba walczy o przywrócenie kolejowych połączeń Bieszczad, najbardziej wykluczonego komunikacyjnie w Polsce regionu. Rapuje o tym, nagrał piosenkę i teledysk „Kolej była, jest i będzie”, a także klip „Przychodzi bieszczadzki transport do lekarza”. W sierpniu, na razie tylko na jeden miesiąc, doprowadził do przywrócenia po latach codziennych połączeń między Łupkowem, Zagórzem a Sanokiem.

Od poniedziałku do piątku jeździł tam szynobus firmy SKPL ze Zbierska (woj. wielkopolskie). Przewozy Regionalne tłumaczyły bowiem, że nie czują się na siłach, by uruchomić własne pociągi w Bieszczady podczas remontu linii z Rzeszowa do Jasła. – Kursy miały być dla turystów, ale jeździli też lokalni mieszkańcy. Szybko przyzwyczaili się, że pociąg znowu jeździ, upominali się o wcześniejsze godziny połączeń, żeby mogli nim jeździć do pracy – mówi Zuba.

Bieszczady mają utrudniony dojazd chociażby do Rzeszowa. Urzędnicy tłumaczą, że problemem są zdegradowane linie kolejowe albo ich remonty. Ale Zuba chce, żeby sierpniowe połączenia przywrócić na stałe. – Pociąg nam się należy. Płacimy takie same podatki jak inne województwa – mówi Zuba.

Podkarpacki marszałek województwa zgodził się sfinansować połowę kosztów połączeń pomiędzy Sanokiem i przyległymi gminami szacowanych na kwotę do 1,6 mln rocznie. Ale resztę pieniędzy muszą dołożyć lokalne samorządy. – Odwiedzający nas nie mogą uwierzyć, że przez całą Polskę do Rzeszowa docierają w kilka godzin, a potem tyle czasu zajmuje dojazd 80 km do Bieszczad. A obok biegną puste tory i aż proszą się, żeby je wykorzystać – mówi Zuba. Brak kolei czy autobusów jest uciążliwy. Dorośli korzystają z własnych aut, ale dzieci, młodzież czy emeryci mają największy problem. Rodzice starszych uczniów muszą opłacać im stancje na przykład w Sanoku, bo z małych miejscowości nie ma jak dojeżdżać.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.