Światła (nie tylko) wielkiego miasta

W weekend po centrum Łodzi trzeba będzie chodzić gęsiego, z powodu tłumów oglądających Light Move Festival. Iluminacje kamienic, mappingi i instalacje świetlne to dzieła sztuki czy tylko trochę bardziej zaawansowane latarki? Zwiedzający tłumnie oglądają f

Gazeta Wyborcza - - KULTURA - KAROL SAKOSIK

Pod koniec sierpnia na dziewiątej edycji Bella Skyway Festivalu padł frekwencyjny rekord. – 380 tys. osób w ciągu sześciu dni trwania toruńskiej imprezy. To prawie dwa razy więcej widzów niż mieszkańców Torunia. Największą popularnością cieszyła się iluminacja Mariano Light nawiązująca do rozpowszechnionej na południu Europy tradycji świątecznego oświetlania ulic. Włoska grupa przygotowała gigantyczny portal wykonany z tysięcy światełek LED.

Rekordu spodziewają się także twórcy rozpoczynającego się w piątek w Łodzi Light Move Festivalu. W zeszłym roku doliczono się blisko 600 tys. uczestników. Te tysiące będą przez trzy wieczory pielgrzymować trasą prowadzącą m.in. przez reprezentacyjną ul. Piotrkowską, plac Wolności i centrum Manufaktura. To dziś największa tego typu impreza w Polsce. Ale na Łodzi i Toruniu świecenie się nie kończy. Sąsiedztwo pałacu w warszawskim Wilanowie jesienią i zimą przeobraża się w Królewski Ogród Światła, widowisko Alchemia Światła można już było podziwiać we Wrocławiu, Krakowie i Katowicach, a na Śląsku mamy jeszcze Tychy Light & Sound Festival.

XIX-wieczna tradycja

Inspiracją założycieli fundacji Lux Pro Monumentis, która organizuje łódzki festiwal, było święto światła w Lyonie, które uchodzi za najstarszą taką imprezę na świecie. Tradycja Fête des Lumières sięga połowy XIX w. Zgodnie z legendą 8 września 1852 r. mieszkańcy Lyonu przygotowywali się do procesji maryjnej. Święto przerwał wylew rzeki Saony. Przekładana na kolejne miesiące uroczystość nie dochodziła do skutku – przeszkadzał silny wiatr. Gdy 8 grudnia w końcu ucichł, mieszkańcy spontanicznie oświetlili domy świecami i ogniami bengalskimi (rodzaj sztucznych ogni). Od tamtej pory powtarzają ten zwyczaj co roku.

Festiwale światła organizowane są też w m.in. w Berlinie, Sydney czy japońskiej Kuwanie (Zimowy Festiwal Światła trwa pięć miesięcy). Uczestników największych imprez można liczyć w milionach.

Awangardziści na łódzkich kamienicach

Twórcy Light Move Festivalu postanowili zorganizować go w Łodzi, bo to jedno z nielicznych dużych polskich miast, które zachowały przedwojenną tkankę miejską. W centrum przetrwał oryginalny XIX-wieczny, „amerykański” układ ulic, a przy nich stoją budynki z kunsztownymi zdobieniami. Aż się prosi, by rzucić na nie trochę kolorowych świateł (to zadanie iluminatorów) albo użyć ich jako ekranów do wyświetlania animacji, wykorzystując przy tym architektoniczne detale (tak robią autorzy mappingów).

Motywem przewodnim tegorocznych prac jest awangarda. – Przybliżymy dorobek m.in. Władysława Strzemińskiego, Wassilego Kandinsky’ego czy Salvadora Dalego – zapowiada Beata Konieczniak z Lux Pro Monumentis. Co jeszcze? Żelaznym hitem będą animacje rzucane na korony drzew w parku Sienkiewicza. A na cukierkowej cerkwi św. Aleksandra Newskiego w rytm muzyki elektronicznej „ożyje” 15 tys. kamieni. Nowością będzie muzyka. Grupa Kamp! zagra w świetle dwóch monumentalnych rzeźb, a na Piotrkowskiej kilkaset kulek LED będzie się mienić milionem kolorów do muzyki zmiksowanej przez producenta Wojtka Urbańskiego z duetu Rysy.

Bez barier

Skąd właściwie taka popularność festiwali światła? – Światło przyciąga magnetyczną siłą, podświadomie kojarzy nam się z bezpieczeństwem – uważa Beata Konieczniak.

– Zaletą festiwali światła jest ich niezobowiązujący charakter. Można od początku do końca obejrzeć wszystkie atrakcje, a można też podpatrywać te, które akurat znajdują się na rozrywkowo-imprezowej trasie. Ważne, że te festiwale nie stawiają przed odbiorcami barier kompetencyjnych. Z podobnym zaangażowaniem mogą wziąć w nich udział dzieci i dorośli – dodaje prof. dr hab. Ryszard Kluszczyński, kulturoznawca, specjalista od sztuki nowych mediów Uniwersytetu Łódzkiego.

Łodzianie głosują za Light Move nogami (a hotelarze i restauratorzy cieszą się z nawet kilkunastokrotnie wyższych obrotów), ale nie wszyscy podzielają zachwyty. Część środowiska artystycznego kpi z „festiwalu latarek” i ma za złe, że miejskie Łódzkie Centrum Wydarzeń tak hojnie go wspiera (1,25 mln zł, druga najwyższa dotacja „kulturalna” w mieście). Przeciwnicy twierdzą też, że w porównaniu z pierwszą, „artystyczną” edycją stawiającą na ambitnych młodych twórców kolejne ukierunkowane są już tylko na bicie frekwencyjnych rekordów.

– Osoby, które uczestniczą w festiwalach światła, w przeważającej większości nie przychodzą na imprezy teatralne i muzyczne – zauważa prof. Kluszczyński. – Przyciągając setki tysięcy ludzi do centrum, zwraca się ich uwagę na miasto, a to duża wartość. A co do wprowadzenia bardziej wyrafinowanych doświadczeń, w tym roku mamy edycję „awangardową”. Z odczytywaniem awangardy bywa różnie, ale może tym razem się uda – dodaje.

Organizatorzy łódzkiego Light Move Festivalu spodziewają się 650 tys. uczestników. Sierpniowy Bella Skyway w Toruniu oglądało 380 tys. osób

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.