Monopol na jedzenie

Bayer i Monsanto liczą, że do stycznia uzyskają pozwolenia urzędów antymonopolowych na fuzję. O światowym rynku ziaren i środków chemicznych dla rolnictwa, a także o losie głodujących decydować będą zaledwie trzy gigantyczne konsorcja.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - EDYTA BRYŁA

Bayer i Monsanto liczą, że do stycznia uzyskają pozwolenia urzędów antymonopolowych na fuzję. O światowym rynku ziaren i chemii dla rolnictwa, a także o losie głodujących decydować będą tylko trzy gigantyczne konsorcja

W ostatnich latach największe firmy na rynku rolniczym konsolidują się na nieznaną dotąd skalę. Na rynku pestycydów połączyły się już szwajcarska Syngenta z chińskim Chinachem i Dow Chemical Company z DuPont.

A w styczniu ma dojść do skutku największa fuzja w historii tego przemysłu – połączą się dwaj najpotężniejsi gracze: firma Bayer, lider branży substancji chemicznych używanych w rolnictwie, w tym pestycydów, a także szczepionek dla zwierząt, oraz Monsanto, największy na świecie producent nasion.

Oligopol dużych firm

Dominacja tych firm oznacza, że już dzisiaj najbardziej prawdopodobne jest, że rolnik w Ameryce Południowej czy w Indiach kupi ziarno właśnie od Monsanto, a środki chemiczne – od Bayera, ewentualnie od jego konkurenta, firmy DuPont.

By transakcja mogła dojść do skutku, muszą ją zaakceptować instytucje antymonopolowe w 30 krajach (z których jedna trzecia już zgodę wyraziła), a także Unia Europejska. Jeśli się uda, umowa weszłaby w życie od 2018 r.

Tak powstały koncern i kupiona przez Chińczyków Syngenta kontrolować będą światowy rynek żywności: będzie do nich należało 75 proc. firm związanych z produkcją zbóż.

Entuzjaści przekonują, że to dobrze, bo koncerny mają więcej pieniędzy na badania, stać ich na wprowadzanie innowacji. Bayer przeznacza na badania więcej niż cała polska nauka.

Pod znakiem zapytania będzie też stała różnorodność. – Firma może zdecydować, że rozwija trzy gatunki kukurydzy, cztery gatunki pszenicy – i to wszystko. Rolnicy będą skazani na niedużą ofertę i silnie uzależnieni od dostawców środków produkcji – mówi prof. Jerzy Wilkin z Polskiej Akademii Nauk. Dodaje, że w przyszłości taki Bayer – Monsanto może przejąć też kolejne firmy, np. specjalizujące się w przechowywaniu żywności i jej transporcie. W efekcie kontrolować będzie cały łańcuch dostaw, czyli drogę, jaką pokonuje ona od rolnika przez przetwórców aż do naszych domów. W ten sposób uzależni od siebie wszystkie 500 mln gospodarstw rolnych na świecie.

– To będzie gigant o niebywałej sile. Będzie mógł dyktować światu warunki. Wolny rynek miał być antytezą komunizmu, a to w jego ramach gospodarka się scentralizowała i skoncentrowała, przynajmniej w niektórych jej częściach, w większym stopniu niż w gospodarce planowej – mówi Wilkin.

Większy niepokój budzi to, że po fuzji Bayer – Monsanto od decyzji zaledwie kilku firm zależeć będzie los głodujących ludzi. A monopol korporacji może wpłynąć na wyższe ceny produktów sprzedawanych rolnikom w sytuacji, kiedy to bieda, a nie ilość żywności, jest obecnie największą przyczyną głodu.

Nie jest też tajemnicą, że korporacje agrarne przyczyniają się do plagi głodu tam, gdzie nie zareagowało na ten problem państwo. Opisywał to m.in. Martin Caparrós w książce „Głód”: w miejsce państwa wchodzili „nowi władcy”, w tym korporacje niechętnie dzielące się patentami na wydajne zboża, monopolizujące sprzedaż ziaren na zasiew, a nawet środków, które skutecznie ratują życie chorym z niedożywienia dzieciom.

Według FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Żywności i Rolnictwa) liczba głodujących wynosi na świecie ponad 800 mln, co oznacza, że po raz pierwszy od 20 lat wzrosła. Spowodowała to wojna w południowym Sudanie i w kilku innych rejonach świata, a także zmiany klimatyczne.

Głodowy eksport

Zgodnie ze statystykami produkujemy tyle żywności, że powinno wystarczyć dla wszystkich. Ale jak wiadomo, jej rozdział jest nierówny. W biednych krajach mieszkańcy muszą się wyżywić za około dolara dziennie, a w rozwiniętych krajach Europy czy Ameryki Północnej mają więcej, niż potrzebują. W bogatszych regionach ludzi otyłych jest ponad 600 mln, niewiele mniej niż głodujących w krajach trzeciego świata! Bogatsza część świata nie tylko spożywa więcej kalorii, niż potrzebuje, ale też sporo wyrzuca (1,3 mld ton w 2013 r.). W Europie marnuje się 16 proc. jedzenia, w USA 12 proc., głównie w gospodarstwach domowych.

Czy marnowanie żywności przez bogate kraje to ich sprawa i ich pieniądze? Nie jest w końcu tak, że niezjedzoną żywność można wysłać do biednych krajów. W wielu przypadkach to one produkują dla nas żywność, wykorzystując własne grunty i wodę, bo nieraz eksport, czasami wręcz „eksport głodowy”, to jedno z niewielu źródeł utrzymania tych krajów. Problemów jest więcej. – Jeśli możemy kupić kilogram bananów wyprodukowanych na drugim końcu świata za 3 zł, to znaczy, że producent musiał dostać za nie grosze. Do tego, by zarobić, być może wykarczował albo spalił kawał lasu, żeby zyskać teren pod uprawę. To jeden z przykładów na to, jak produkcja żywności wywiera coraz większą presję na środowisko – mówi profesor Jerzy Wilkin.

Jak dodaje, potrzebna jest druga od lat 70. tzw. zielona rewolucja. Wtedy wynaleziono wydajniejsze odmiany pszenicy i kukurydzy, które choć wspierane były pestycydami i nawozami, na lata zamknęły wśród ekonomistów dyskusję o braku żywności. Zostały inne – brak pieniędzy na jedzenie i pozostałe potrzeby rodzin. Dostęp do żywności był rozpatrywany głównie przez pryzmat dostępu do dochodów decydujących o popycie na żywność.

Wraca strach o żywność

Teraz wracamy do rozmów o braku żywności. ONZ podaje, że ludzi przybywa, zwłaszcza w krajach rozwijających się, i do 2050 r. ma być nas prawie 10 mld, czyli 2 mld więcej niż teraz. Prawdopodobnie nie nadążymy z produkcją żywności dla wszystkich. Do tej pory się to udawało, bo efektywniej wykorzystywaliśmy grunty rolne, a dzięki modyfikowanym genetycznie gatunkom roślin zbieraliśmy plony częściej i były one wyższe.

Ale według FAO do 2030 r. możliwości intensyfikacji produkcji się wyczerpią. Wtedy dojdziemy do momentu, gdy produkcja za bardzo obciąży środowisko naturalne – jej zwiększanie wymagać będzie m.in. wycinki lasów do pozyskania nowych gruntów rolnych.

Zaczyna też brakować innych surowców, takich jak woda. Do 2050 r. będziemy potrzebować 50 proc. więcej jedzenia, paszy i paliw, a kraje rozwijające się – 70 proc. więcej mięsa. FAO podaje, że w kolejnych dziesięcioleciach żywności może więc zabraknąć. W efekcie kto może, już chroni rynek i ogranicza eksport, jak Egipt, który ze strachu przed głodem i inf lacją zredukował eksport ryżu, cukru i pasz.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.