Przegięta polityka historyczna

Bohaterami wystawy „Dziedzictwo” są Bolesław Śmiały, Emilia Plater, Karol Szymanowski czy Maria Konopnicka. O queer, historii i „wyklętych” opowiada jeden z kuratorów Karol Radziszewski.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - EMILIA DŁUŻEWSKA

Bohaterami wystawy „Dziedzictwo” w warszawskim Pałacu Kultury są: Bolesław Śmiały, Emilia Plater, Karol Szymanowski czy Maria Konopnicka. O queer, historii i „wyklętych” opowiada jeden z kuratorów Karol Radziszewski

Pomada to festiwal poświęcony kulturze queer, czyli nieheteronormatywnej. Dotąd poruszał m.in. tematy seksualności, ciała i rodziny, miejsca queer w przestrzeni publicznej i mediach czy duchowości. Siódma edycja potrwa w Warszawie do niedzieli pod hasłem „Sex, kłamstwa i kasety wideo”.

Festiwal zacznie w piątek wernisaż wystawy „Dziedzictwo” w Pałacu Kultury. Kuratorzy Michał Grzegorzek, Karol Radziszewski i Wojciech Szymański przyglądają się polskiej historii i współczesności przez pryzmat doświadczeń społeczności LGBTQ. W sobotę i niedzielę po wystawie będą oprowadzać artyści i performerzy.

W programie festiwalu m.in. koncert „Szymanowski & The Boyfriends”, pokaz filmów Carlosa Motty, performatywne spotkanie z pornografią i sztuką „Noc z kasetami”. Cały program na www.pomadapomada.pl. Nie wszędzie tak jest?

– To dość specyficznie polska cecha. Jesteśmy zanurzeni w historii. W Brazylii, gdzie też pracowałem z archiwami queerowymi, słyszałem: „OK, ale może potem, bo mamy tu teraz ważne sprawy polityczne”. To ogromny kraj z bardzo rozwiniętą kulturą queerową, dużo się tam dzieje. Jednak wszyscy poza mną wyszli z założenia, że archiwa poczekają. Pomada krytykuje instytucje kultury za to, że nie pamiętają o queerowej historii. Naprawdę żadna się tym nie zajmuje?

– Na naszej wystawie są Iwaszkiewicz, Konopnicka, Szymanowski. Niby wszyscy wiedzą, że z ich seksualnością było coś „nie tak”, ale nawet dziś wiele osób pyta, czy na pewno Szymanowski był gejem. Poważny kompozytor, uznana postać i nagle – pedał. W dodatku taki, który o tym otwarcie mówił.

„Dziedzictwo” cofa się właściwie do średniowiecza. Wątków jest mnóstwo, od Bolesława Śmiałego i Henryka Walezego, przez Emilię Plater i jej przyjaciółkę, po Marię Dąbrowską, Marię Konopnicką. Szukamy też mniej znanych postaci, pokazujemy sztukę współczesną. Przez pozorne marginalia chcemy w inny sposób pokazać mainstream. Takiego podejścia brakuje mi w instytucjach. Nie chodzi o to, by raz na jakiś czas wesprzeć coś gejowskiego czy lesbijskiego. Owszem, to się zdarza, ale queerowanie kultury czy historii polega na tym, że pewne wątki są obecne na stałe jako element szerszej historii.

„Dziedzictwo” to szkic, na podstawie którego można zrobić 20 innych wystaw. Będzie na nim ok. 140 obiektów. Część zostanie przywołana tylko na poziomie reprodukcji, bo chodzi o punkt wyjścia do dyskusji. Właściwie każde muzeum w Polsce ma w zbiorach coś queerowego. Obiekty wzięliście właśnie od nich?

– Część pochodzi z powołanego przeze mnie Queer Archives Institute. Niektóre będą pokazane po raz pierwszy, jak zdjęcia chłopaków z klubu gejowskiego przekazane QAI przez Kaśkę Górną. Zrobiła je przy okazji pracy nad filmem „Barbie Bar” w 2005 r. Większość wypożyczyliśmy bezpośrednio od artystów, m.in. Kaśki Kozyry, Natalii LL, Grupy Sędzia Główny. Inne faktycznie z instytucji kultury.

Nie mają z tym problemów. Chcieliśmy np. pokazać maskę pośmiertną Szymanowskiego ze zbiorów Muzeum Narodowego. Muzeum jest przychylne, ale maskę mają w depozycie Łazienki Królewskie, do tego to delikatny obiekt, wymagający nadzoru konserwatora. Pokażemy więc obraz Marcina Maciejowskiego, który namalował Szymanowskiego. To dobre wyjście – znany heterycki malarz maluje wielkiego kompozytora, jeden i drugi robi dobrą sztukę, a my mówimy: to nasze dziedzictwo!

Na równych prawach pokazujemy dzieła sztuki i pamiątki: obok książek Iwaszkiewicza będzie jego krawat, obok pracy Kozyry – fiut, który przyklejała sobie, by dostać się do męskiej łaźni, kaseta porno z kolekcji Krzysztofa Junga obok jego rysunku. Opowiadamy o pisarstwie Jacka Dehnela i pokazujemy jego laskę. Czy polskie dziedzictwo queerowe ma swoje kamienie milowe, odpowiednik zamieszek w Stonewall w 1969 r., od których zaczęła się walka o prawa LGBTQ?

– Stonewall jest symbolem politycznym. Jego polskim odpowiednikiem była milicyjna akcja „Hiacynt” przeciw środowiskom gejowskim w latach 1985-87. W połączeniu z początkami epidemii AIDS spowodowała wykształcenie się politycznej świadomości homoseksualistów. Później doprowadziła do założenia Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego i Lambdy. Dziś mamy w Polsce KpH, Stonewall w Poznaniu, Tolerado w Gdańsku.

Natomiast queerowość jest szerszą kategorią. Ludzie mówią, że Konopnicka nie mogła być lesbijką, bo miała męża i dzieci, a poza tym wtedy takiego czegoś nie było. Mnie ciekawi najbardziej właśnie „queer before gay” – nienormatywność, która istniała przed takimi pojęciami jak gej czy lesbijka. Dla niej kluczowe są nie punkty, lecz pewna ciągłość, szukanie queerowych praprzodków i praprzodkiń. Dziwaków, odmieńców, innych. Nie chodzi o outowanie postaci historycznych, tylko pokazanie, że seksualność i orientacja to zjawiska złożone. Nie interesują mnie szuf ladki: gej, lesbijka, czy była monogamia, ile lat stażu, co kto komu włożył. Nie o to chodzi. Twierdzicie, że dziedzictwo jest potrzebne polskiej queerowej przyszłości. Dlaczego?

– Bo nie chodzi o nostalgię, przeglądanie archiwów i wzruszanie się, tylko wykorzystanie rewolucyjnego potencjału tego, co wiemy o przeszłości. Konopnicka – radykalna, feministyczna autorka „Roty” – czy kosmopolityczny, otwarty Szymanowski mogą być inspiracją.

Nie liczę na to, że za dziesięć lat queer wyląduje w podręczniku do klas I-III, ale coś udało się zmienić. To spytam ministrem Glińskim: czy w wystawie podkreślacie specyficzne polskie doświadczenie queerowe?

– Pokażemy książkę o polskim więźniu obozów koncentracyjnych w Niemczech. Z różowym trójkątem, czyli aresztowanym za bycie homoseksualistą. Miał romans z nazistą. To bardzo specyficzne polskie queerowe doświadczenie. Z PiS u władzy o tę pamięć walczy się trudniej niż za poprzednich rządów?

– Ta edycja Pomady jest m.in. reakcją na to, co dzieje się w polityce. Poprzedni rząd też nie miał dość jaj, by uwzględniać wątki ważne dla nas. Teraz minister kultury oficjalnie stwierdził, że wydarzenia związane z feminizmem, queer czy genderem nie będą wspierane przez podatników. A my mówimy, że będą.

Od początku chcemy być niezależni od dotacji. Pracuje z nami partnersko kilka instytucji publicznych i miejskich, ale na zasadzie wypożyczania sprzętu czy gablot. Gros wsparcia mamy od prywatnych osób.

Politykę historyczną ministerstwa można sprowadzić do absurdu. To za rządów PiS Polska kupiła obraz najdroższego i jednego z najbardziej znanych pedałów w historii sztuki, czyli „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci. Bardzo dziękujemy. Na wystawie pokażemy jej reprodukcję. Może na dłuższą metę polityka historyczna doprowadzi do czegoś dobrego? Jeśli do społeczeństwa dotrze, że historia nie jest dana raz na zawsze, może obok „żołnierzy wyklętych” znajdzie się miejsce dla queeru?

– Mit „żołnierzy wyklętych” jest współtworzony z pozycji władzy, za którą idą ogromne pieniądze. My takich środków nie mamy. Ale faktycznie polityka historyczna zaczyna przypominać drag show, performance, w którym pewne cechy są tak przerysowane, że obnaża to ich sztuczność. Może im bardziej będzie przegięta, z tym większą rezerwą ludzie będą podchodzić do tego, co się akurat lansuje.

Karol Radziszewski, „Emilia Plater”, 2017

Marcin Maciejowski, „(Biała plama) Szymanowski”, 2008

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.