WCZEŚNIEJSZE EMERYTURY. DAMY RADĘ?

Gazeta Wyborcza - - Z DRUGIEJ STRONY - LESZEK KOSTRZEWSKI GAZETA WYBORCZA

Wniedzielę 1 października premier Beata Szydło pochwali się przed kamerami, jak pięknie dotrzymała obietnic wyborczych. Oto ofiarowuje obywatelom prezent w postaci niższego wieku emerytalnego. Nie dopowie, kto tak naprawdę za to zapłaci.

Nowy, niższy wiek emerytalny – 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn – zacznie obowiązywać już od poniedziałku. Wielu ludzi nie może się doczekać wcześniejszego odejścia z pracy. Można to zrozumieć – zdrowie już nie to, sił do pracy mniej, a w domu często wnuk albo wnuczka, którą można by się zaopiekować, gdy rodzice pracują.

Niestety, entuzjastycznie planując emeryturę, nie chcemy pamiętać, że wczesne odejście z pracy często oznacza poważne kłopoty finansowe na starość.

I to nie będzie krótki epizod – według danych GUS 60-letni Polak będzie żył jeszcze średnio prawie 22 lata. Czyli tyle czasu większość z nas będzie musiała wiązać koniec z końcem za około 850 zł miesięcznie na rękę.

Pocieszamy się, że przecież na emeryturze można dorabiać. Ale zdrowie na starość często zaczyna szwankować. Za co wtedy kupimy leki? Z czego opłacimy czynsz? Zostanie albo zasiłek z pomocy społecznej, albo trzeba się będzie zdać na łaskę dzieci.

Cała Europa zdaje sobie z tego sprawę i próbując uchronić swoich obywateli przed takimi scenariuszami, wiek emerytalny podwyższa. O obniżeniu wieku nie myśli nawet zasobna w ropę Norwegia, która ma największy na świecie państwowy fundusz emerytalny. Na każdego Norwega wypada po ok. 200 tys. dolarów.

My realnie z odłożonych pieniędzy w ZUS nie mamy ani złotówki. Bo Zakład wszystko wydaje na bieżąco. Każdy pracujący Polak ma tylko zapis księgowy na koncie emerytalnym, kwota tych zapisów przekracza 2,2 bln zł! A przecież te pieniądze za 10-15 lat trzeba będzie wypłacić ludziom przechodzącym na emeryturę.

Państwo wypłacić nie będzie miało z czego, bo co roku dopłaca do emerytur 50 mld zł. Obniżenie wieku emerytalnego będzie kosztować budżet (czyli nas wszystkich) kolejne 55 mld zł w ciągu pięciu lat. To rozsadzi finanse publiczne i spowolni tempo wzrostu gospodarki oraz naszych dochodów jak hamulec ręczny w samochodzie.

Teraz, żeby znaleźć pieniądze na emerytury, trzeba będzie sięgnąć głębiej do kieszeni młodych. Już widzę ich entuzjazm na myśl o odprowadzaniu na rzecz państwa kolejnych danin, jawnych lub ukrytych w coraz to nowych opłatach.

Starsi na biedaemeryturach, młodsi dobici podatkami. Dwa lata temu Beata Szydło kandydowała na premiera pod hasłem „Damy radę”. Teraz już wiemy, o co chodziło.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.