MIASTA PRZECIWKO AIRBNB

Gazeta Wyborcza - - GOSPODARKA -

Dzień z Sarah Jessicą Parker: najpierw zakupy w dziale z butami w nowojorskim Bloomingdale – buty sygnowane nazwiskiem gwiazdy „Seksu w wielkim mieście”, oczywiście wliczone w cenę. Potem mrożony jogurt w Forty Carrots zjedzony w towarzystwie aktorki, a na koniec wieczór w New York City Ballet. Koszt takiej wycieczki to jedyne 400 dol. Z takich atrakcji już za chwilę korzystać będą klienci Airbnb – popularnego na całym świecie amerykańskiego serwisu pośredniczącego w krótkoterminowym wynajmie mieszkań i apartamentów głównie dla turystów.

Nowa biznesowa odnoga amerykańskiej firmy? Raczej nie, bo dochód nie zasili jej konta. To wycieczki charytatywne, z których zysk zostanie przekazany na konto New York City Ballet, w zarządzie którego zasiada aktorka. Nie ona jedna zresztą oprowadza po mieście te niecodzienne wycieczki. Znacznie mniej znany Polakom aktor Ansel Elgort oprowadzi turystów, by wspomóc ofiary huraganów.

Po co Airbnb taki marketing? Najwyraźniej firma pracuje nad wizerunkiem. Czy ma z nim problem? Na pewno nie tak wielki jak Uber oskarżany o manipulacje trasami przejazdów czy pobłażliwość wobec molestowania pracownic. Jednak Airbnb podobnie jak Uber ma coraz więcej kłopotów z kolejnymi miastami na świecie, które starają się ograniczyć jego działalność.

Paryż. Koniec samowolki

Stolica Francji ma problem ze zbyt małą liczbą mieszkań – twierdzą władze miasta. Ponieważ nie wystarcza ich dla mieszkańców Paryża, ratusz postanowił ograniczyć możliwość wynajmu lokali turystom za pośrednictwem takich portali jak Airbnb.

Ta wojna zaczęła się już w maju br. Wówczas władze Paryża wprowadziły podatek turystyczny i ograniczenia uderzające przede wszystkim we właścicieli więcej niż jednej nieruchomości. Mogą oni udostępniać swoje mieszkania turystom maksymalnie na 120 dni w roku, i to pod warunkiem, że przez osiem miesięcy korzystają z nich stali lokatorzy. Jak pisze dziennik „Le Figaro”, w planach jest dalsze ograniczenie tego okresu do 90, a być może nawet 60 dni.

Od czasu wprowadzenia nowych ograniczeń posypały się kary dla właścicieli nieruchomości, jednak kontrola nad wszystkimi była niemożliwa. Do teraz.

2 października władze Paryża uruchomią specjalną stronę internetową, na której zarejestrować się będzie musiał każdy, kto chce wynajmować mieszkania, domy czy pokoje za pośrednictwem takich platform jak Airbnb. Na zarejestrowanie swoich lokali właściciele będą mieli dwa miesiące. Dzięki temu władze miasta będą miały pełną kontrolę nad wynajmowanymi kwaterami.

Helsinki. Sanepid i policja

Cios wymierzony Airbnb przez Paryż nie jest ani pierwszy, ani jedyny.

Zaledwie kilka dni temu okazało się, że również Helsinki nie ułatwią biznesu Airbnb. Lokale wynajmowane za pośrednictwem tego serwisu zostaną bowiem skontrolowane przez tamtejszy sanepid, jak informował niedawno dziennik „Helsingin Sanomat”. Klienci serwisu Airbnb będą mogli spędzić dzień w Nowym Jorku z Sarah Jessicą Parker za 400 dol. Urzędnicy będą kontrolować warunki higieniczne.

Właściciele kwater muszą przestrzegać przepisów o zakwaterowaniu, gastronomii i ochronie zdrowia. W związku z tym, wynajmując swoje lokale, muszą zgłosić działalność służbom sanitarnym i prowadzić księgę gości. Tę ostatnią kwestię nadzorować będzie policja, bo to do jej obowiązków należą kwestie meldunkowe.

Helsińscy urzędnicy będą wkrótce sami przeczesywać oferty w serwisie Airbnb, żeby wytypować te do kontroli.

Berlin, Barcelona, Nowy Jork…

Najcięższe dotąd działa wytoczył Berlin. 1 maja 2016 roku zupełnie zabronił prywatnym właścicielom wynajmowania całych nieruchomości. To poważnie podkopało Airbnb biznes, mimo że nadal dozwolony jest najem pokoi.

Skąd tak radykalne kroki Berlina? Władze obwiniają Airbnb o wzrost cen wynajmu mieszkań i w ten sposób chcą go ograniczyć. I na dowód pokazały statystyki – od roku 2009 do 2014 ceny wynajmu wzrosły o 56 proc.

Kara za wynajem całego mieszkania przez Airbnb wynosi 100 tys. euro.

Wojnę z serwisem toczy również Barcelona. Tam każdy wynajmujący musi uzyskać licencję. Co więcej, jeden wynajmujący może za pośrednictwem serwisu wynająć tylko jedno mieszkanie w centrum miasta. A jeśli ma więcej? Jego strata.

Na dodatek najemca, który skorzysta z oferty, musi zapłacić podatek turystyczny. Po co to wszystko? Miastu przeszkadza zalew turystów. Na stałe mieszka w nim ok. 1,6 mln osób. Jednocześnie rocznie odwiedza je ok. 8 mln turystów.

Wynajmujący mieszkania w Barcelonie niechętnie stosują się do przepisów i nie rejestrują swoich nieruchomości. Według portalu The Local w serwisie są prawie 4 tys. niezarejestrowanych ofert. To właśnie z tego powodu władze Barcelony już raz w 2016 roku ukarały amerykańską firmę karą w wysokości 600 tys. euro. Dlaczego firmę, skoro to wynajmujący łamią prawo? Bo zdaniem urzędników Airbnb promuje ten nielegalny najem.

Airbnb ma kłopoty również na rodzimym rynku – w USA. Przykład? Pod koniec ub.r. Nowy Jork zakazał najmu mieszkań za pośrednictwem serwisów podobnych do Airbnb na krócej niż 30 dni. Złamanie tego prawa grozi karą 7,5 tys. dol.

Jedynym głośnym frontem, na którym Airbnb wygrało batalię z władzami miasta, było San Francisco (w którym firma ma siedzibę). Tam rada miasta chciała ograniczenia wynajmu do 75 dni w roku. Za serwisem wstawili się jednak mieszkańcy i ostatecznie uchwałę udało się obalić.

Japonia – raj utracony?

Problem z Airbnb wypłynął także w Japonii. To kraj, który stał się dla firmy rajem. W ciągu roku liczba dostępnych mieszkań w serwisie wzrosła czterokrotnie – do 35 tys. Korzystało z nich 1,38 mln turystów rocznie. Wartość transakcji wynajmu za pośrednictwem Airbnb sięgnęła 2,2 mld dol.

Problem w tym, że te pieniądze krążyły w szarej strefie, bo Japonia dotąd nie uregulowała prawnie kwestii krótkoterminowego wynajmu mieszkań przez internet. To oznacza, że wynajmujący nie musieli odprowadzać podatku od zysków.

I wtedy właśnie sprawą zainteresował się parlament. Pojawił się pomysł, by ci, którzy wynajmują swoje lokale do 90 dni w roku, czyli amatorzy, zostali opodatkowani. Ci zaś, którzy wynajmują przez 180 dni w roku, staną się zawodowcami i będą musieli uzyskać licencję hotelową.

To może spowodować, że Japonia przestanie być rajem dla wynajmujących. Szczególnie że władze rozważają dalsze ograniczenia – aby najem przez Airbnb trwał minimum siedem nocy.

Po wolność do Polski

Wojnę podobną do tej, jaką miasta rozkręcają przeciwko Airbnb, od kilku lat prowadzi Uber. Jego usługi zostały już zakazane we Włoszech, w Niemczech, Danii, Finlandii, Holandii, na Węgrzech czy w Czechach.

W Polsce wojnę przeciwko usługom współdzielenia też znamy głównie z konf liktu taksówkarze – uberowcy. Ale prawnych ograniczeń dla tego typu serwisów jeszcze u nas nie ma. Uber jest nadal legalny w naszym kraju, podobnie jak wynajem mieszkań i pokoi za pośrednictwem Airbnb – trzeba tylko zapłacić podatek od przychodu.

Jednak ta sytuacja nie musi trwać wiecznie.

Coraz częściej deweloperzy i profesjonalni inwestorzy kupują całe budynki w centrach miast właśnie po to, by wynajmować je krótkoterminowo za pośrednictwem serwisów podobnych do Airbnb. I robi się kłopot, bo jeden czy dwóch turystów w sąsiedztwie, nawet pijących i hałasujących, jeszcze da się znieść. Ale kiedy jest ich cała kamienica, to robi się już wielka impreza, z którą za ścianą trudno żyć stałym mieszkańcom. Już dziś ma z tym problem przede wszystkim Kraków jako najbardziej turystyczne miasto w Polsce, podobnie Gdańsk.

Efekt może być taki, że centra turystycznych miast staną się jedną wielką imprezownią dla turystów, z której zaczną wyprowadzać się rodzimi mieszkańcy. W efekcie stare dzielnice zaczną obumierać.

Kraków już ma pierwsze pomysły, jak sobie z tym poradzić. Jeden z krakowskich radnych zaproponował tego lata, by właściciele apartamentów wynajmowanych na krótki okres mieli obowiązek montowania czujników hałasu. Jeśli będzie za głośno, alarm poinformuje właściciela albo nawet policję.

Ekonomia współdzielenia dobrze wygląda na papierze, ale w praktyce coraz częściej przegrywa z usługami w tradycyjnym modelu. Niestety, zasad tej walki nie reguluje jednak wolny rynek, lecz władze miast.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.