Oba zespoły znów przegrały, sprzedaż wyhamowała.

Bilety na niedzielny mecz Lecha z Legią w Poznaniu jak zwykle szły jak woda. Gdy w weekend Kibice mają dość? Zdaniem bukmacherów faworytem niedzielnego meczu jest Lech. Na zdjęciu: Maciej Makuszewski i Dominik Nagy

Gazeta Wyborcza - - SPORT - RADOSŁAW NAWROT

Z jednej strony mecz Lecha z Legią obejrzy na trybunach ok. 40 tys. ludzi, czyli miasto wielkości Ciechanowa, Sochaczewa, Sieradza czy Świnoujścia. Z drugiej – dawno nie doszło do sytuacji, w której trzy dni przed takim meczem wciąż można było kupić bilet. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystkie wejściówki rozchodziły się w kilkanaście godzin. W piątek wciąż w kasach znajdowało się 3 tys. biletów, wiadomo też, że przyznanej puli nie wykorzystają w pełni kibice Legii.

Teoretycznie jest to mecz na szczycie. Lech przez pewien czas przewodził lidze, teraz do pierwszego Górnika Zabrze traci punkt. Legię dzielą od lidera trzy. Wnioskując z tabeli, mamy zatem do czynienia z meczem topowych ekip. Co więcej, jest to także starcie drużyn uchodzących za faworytów do mistrzostwa.

Kibice Lecha i Legii są jednak bardzo rozczarowani postawą piłkarzy. Kolejorz z dziesięciu rozegranych meczów przegrał dwa (z Wisłą Płock i Śląskiem), Legia – aż cztery (z Górnikiem, Termalicą, Śląskiem i Jagiellonią). Rzecz jednak nie w liczbie porażek i zdobyczy punktowej, najbardziej rozczarowujący jest fatalny styl gry obu zespołów. I to mimo że obie ekipy znajdują się w zupełnie innej sytuacji.

Legia od miesięcy jest klubem stanu wyjątkowego. Niedawno zwolnieni zostali trener Jacek Magiera i dyrektor sportowy Michał Żewłakow. Wcześniej Warszawę opuścili kluczowi piłkarze: Vadis Odjidja-Ofoe, Nemanja Nikolić, Aleksandar Prijović. W dodatku zmienił się właściciel – Bogusława Leśnodorskiego, któremu zdarzało się ryzykować i dokonywać dużych transferów, zastąpił Dariusz Mioduski, wyznający zasadę racjonalnego wydawania pieniędzy. Legia wciąż nie może się pozbierać po tylu zmianach. Zatrudniony niedawno trener Romeo Jozak zespołu nie odmienił.

Patrząc na transfery, jakich Kolejorz dokonał już w czerwcu, ktoś mógłby powiedzieć, że zaryzykował. Nie do końca, bowiem sprowadzenie ośmiu graczy było przede wszystkim odpowiedzią na straty. Za Tomasza Kędziorę, Jana Bednarka (rekordowy pod względem wysokości transfer z polskiej ligi – 6 mln euro) i Dawida Kownackiego poznański klub skasował rekordowe 11,5 mln euro. Stał się beneficjentem nadmiaru gotówki, jaki znajduje się na europejskim rynku piłkarskim. Nie tylko w Anglii, ale też w pozostałych czołowych ligach kontynentu. Konsekwencją była jednak całkowita przebudowa drużyny. Odeszli przecież również Marcin Robak i Maciej Wilusz.

Lech nie zmienił jednak trenera, w ogóle nie rozważa takiego rozwiązania, nawet mimo słabszych wyników. Choć Nenad Bjelica de facto przegrał poprzedni sezon (trzecie miejsce w lidze, porażka w finale Pucharu Polski), choć nie poradził sobie nawet na początku obecnego (odpadnięcie z Pucharu Polski już w pierwszym meczu, brak awansu do fazy grupowej Ligi Europy), jego pozycja nie jest zagrożona. Pracuje, apelując o cierpliwość i mniej emocjonalne podejście do wyników. – Aż do sierpnia musieliśmy improwizować – mówi i podaje przykład: gdyby Lech przeszedł w III rundzie eliminacji LE holenderski Utrecht, nie byłoby to efektem wykonanej pracy, ale czystej improwizacji, ambicji, zaangażowania. Niczego więcej.

Gruntowna praca przynosząca efekty miała się zacząć dopiero teraz, bo po odpadnięciu z pucharów Lech ma więcej czasu na przygotowania, treningi, ćwiczenia automatyzmów, od których Bjelica uzależnia grę zespołu. Paradoks polega na tym, że właśnie teraz Lech zaczął grać bardzo źle. Ekipa z Poznania ma za sobą trzy koszmarne mecze, może mówić o szczęściu, że przegrała tylko jeden – ze Śląskiem Wrocław, który tydzień temu robił z kandydatem do mistrzostwa, co chciał.

Rozbita i targana niestabilnością Legia oraz miotający się w poszukiwaniu formy Lech staną w niedzielę do meczu okrzykniętego hitem ekstraklasy. Wątpliwości, czy pod względem poziomu ten mecz sprosta wymaganiom hitu, są jednak ogromne. Merytorycznie nic na to nie wskazuje – ani forma warszawiaków, ani dyspozycja zespołu z Poznania.

Żeby odnaleźć ostatni naprawdę dobry mecz Lecha z Legią, trzeba by się pewnie cofnąć do wiosny 2015 r. Wówczas oba zespoły grały kilka elektryzujących spotkań, np. 2:2 w Warszawie (Lech prowadził 2:0, Legia wyrównała) czy też mecz w rundzie finałowej, który poznaniacy wygrali 2:1. Od tamtej pory poziom tych meczów rozczarowuje.

Teraz oba zespoły wyjdą na boisko po kilku słabych meczach, ale jednocześnie wciąż mierząc w mistrzostwo kraju. Niedziela: 1. Górnik Zabrze 2. Zagłębie 3. Lech 4. Jagiellonia 5. Śląsk 6. Legia 7. Wisła Kraków 8. Sandecja 9. Korona 10. Arka 11. Wisła Płock 12. Lechia 13. Pogoń 14. Nieciecza 15. Piast 16. Cracovia

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.