Śmierć i polityka

Wobliczu tragedii Piotra S., który podpalił się pod Pałacem Kultury, zamarliśmy. Nie wiedzieliśmy, co zrobić, jak się zachować. Wywiad z psycholożką Joanną Chmurą

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ROZMAWIAŁA KRYSTYNA ROMANOWSKA

KRYSTYNA ROMANOWSKA: Jaka była pani pierwsza reakcja na informację osamospaleniu się człowieka wcentrum Warszawy?

JOANNA CHMURA: Pomyślałam, że musiał bardzo cierpieć, skoro zdecydował się na takie wyjście. Wszyscy skamienieliśmy.

– Akt Piotra S. wymyka się łatwemu ubraniu wprzyczynę i skutek. Sparaliżowało nas, bo nie mogliśmy zrozumieć. Zbiegło się tu kilka bardzo trudnych tematów: śmierć, poczucie bezradności, polityka, wewnętrzna i zewnętrzna wolność, religia, depresja, żałoba, samotność. Wolimy proste i jednoznaczne przyczyny tragicznych wydarzeń. Wtedy łatwo nam się od nich oddzielić i zamknąć sprawę.

Wkontekście społecznym łatwo skończyć dyskusję na stwierdzeniu: „oni – źli, my – dobrzy”. Udowodnimy sobie, że wina leży po „ich” stronie. W perspektywie indywidualnej można sięgnąć po stwierdzenia: „mnie by się to nie przydarzyło, bo nie choruję na depresję”, „mnie to nie grozi, bo nie angażuję się wpolitykę” albo „ja bym tak nie zrobiła, bo mam rodzinę”.

To zgrabny mechanizm, który zamyka możliwość przeżywania emocji wkontakcie z tragicznymi zdarzeniami. Odkładamy je na bok i nie konfrontujemy się z niewygodnymi emocjami, których nie nauczyliśmy się oswajać. Próbujemy jak najszybciej zrobić objazd i ominąć ból.

Tak się nie da. Ból wróci, bo jest nieodłącznym elementem życia. Ale nie lubimy cierpieć, więc wszelkimi możliwymi sposobami próbujemy się znieczulać. Na poziomie jednostki, rodziny i społeczeństwa. Przykładamy plaster do rany, która wymaga oczyszczenia i zszycia. Za plaster mogą nam posłużyć jedzenie, alkohol, zakupy, pracoholizm, Facebook, perfekcjonizm. Zrobimy wiele, byle tylko nie czuć.

Rozmowa o samospaleniu wymagałaby od nas empatii, czyli psychologicznego zjawiska służącego do odczytywania i bycia z emocjami innych. Tyle tylko że były to emocje ekstremalne, więc próbowaliśmy się od nich odgrodzić.

Jednym z pierwszych, który odważył się zabrać głos, był poeta Jarosław Mikołajewski. Napisał: „pragnę powiedzieć ale/ czy pan słyszy że czuję każde/ słowo pańskiego przesłania/ od protestuję/ i przeciw/ po/ natomiast chciałbym (...)”. Dlaczego nie radzimy sobie z bólem drugiego człowieka?

– Kiedy widzimy cierpienie drugiej osoby, nie wiemy, jak się zachować, co powiedzieć i co czuć. Gubimy się, ponieważ emocje są niezwykle złożonym zjawiskiem. Trudno je zmierzyć czy zbadać. Są jak dym – widać, że jest, czuć go, ale nie można go dotknąć, bo kiedy próbujemy przyłożyć rękę, przepływa nam przez palce. Amy wolimy mieć do czynienia ze światem wyraźnym, mierzalnym, zero-jedynkowym. Najlepiej, żeby dał się układać jak klocki Lego. Wtedy zwyczajnie łatwiej nam się po nim poruszać. Tylko że w przyrodzie nie ma i nie będzie prostych przyczyn zjawisk, bo to zawsze jest system złożony.

Wakcie Piotra S. nie ma prostej zależności typu „ jeśli, to”. Tutaj prawdopodobnie mamy do czynienia z serią zdarzeń rozłożonych w czasie, które prowadzą do tego jednego. Skupiono się na motywacji politycznej Piotra S., chętnie używano pojęć „desperacja” i „depresja”. Nie padało słowo „wrażliwość”.

– Bo wrażliwość często traktujemy jako słabość i nie zawsze dobrze ją rozumiemy. Zresztą o depresji bardzo długo też się niewiele mówiło. Łatwiej było dać łatkę „szaleniec”.

Jako społeczeństwo uczymy się odkrywać swój wewnętrzny świat dopiero od kilku lat, uczymy się go czuć i o nim mówić. Uczymy się kontaktować ze swoją wrażliwością. Używam tego słowa jako odpowiednika stosowanego w psychologii angielskiego pojęcia „vulnerability”, które zawiera też takie znaczenia, jak „tkliwość”, „czuły punkt”, „odsłanianie siebie”. To są pojęcia, z którymi dopiero się oswajamy.

Uczymy się, że pokazywanie tego, co trudne i bolesne, to siła, anie słabość. Uczy-

my się, że noszenie zbroi oddala nas od autentyczności i od budowania bliskości. Jest też w cierpieniu Piotra S., wymiar wspólnotowy.

– Poczucie przynależności i bycia częścią tworu większego niż my sami mamy wDNA jako gatunek. Potrzebujemy wiedzieć, że przynależymy. Bycie częścią plemienia przez tysiące lat gwarantowało nam możliwość przeżycia. Aktualnie taką funkcję plemienną pełnią rodziny, grupy rówieśnicze, Kościół, szkoły, miejsca pracy. Psychologia ewolucyjna jasno mówi: jednostka samodzielnie nie przetrwa.

Są jednak takie momenty w życiu, wktórych czujemy się samotni, odrzuceni, niezrozumiani i zagubieni. W poczuciu odrzucenia nie wiemy, jak, kogo i kiedy poprosić o wsparcie. Niestety, to nieme wołanie o pomoc słychać często dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś tragicznego. Choć nie wiemy, jak było wprzypadku Piotra S., to wiemy, że brak poczucia przynależności do grupy gwarantującej bezpieczeństwo i przetrwanie może prowadzić do radykalnych zachowań.

Wpsychologii istnieją nurty, wktórych mówi się, że takie jednostki to głos systemu. Że taki człowiek jest reprezentantem naszego wewnętrznego krzyku, niezgody na tu i teraz, że wnaszym imieniu wołał ozmianę. Jeśli popatrzymy na to od tej strony, to Piotr S. jest jednym z nas.

Każdy znas ma wrażliwość, tak jak każdy ma płuca i serce. Największym mitem, jaki nam się wpaja od małego, jest to, że wrażliwość jest słabością. Odsłanianie się to słabość. Sięganie po pomoc to słabość. Wrażliwość nie ma dobrej opinii – musimy to zmienić. Gdyby tylko przez jeden dzień na całym świecie każdy skontaktował się ze swoją wrażliwością, to mielibyśmy 24 godziny wolne od konfliktów, wojen, konsumpcjonizmu i nałogów. Czy Piotr S. to człowiek wrażliwy, czy nadwrażliwy?

– Trudno powiedzieć. Można przypuszczać, że to człowiek, który poczuł, że nie jest wstanie dłużej funkcjonować wtakiej konfiguracji życiowej, wjakiej był. Być może wierzył, że to jedyna metoda, by zwrócić uwagę wszystkich na to, co złego według niego się dzieje.

Jedno wiemy na pewno: w obliczu jego tragedii zamarliśmy. Jako ludzie, społeczeństwo, media. Trudno nam o tym myśleć i mówić, bo nie umiemy poruszać się po rzeczywistości, której nie da się zmierzyć i zbadać. Zdarzenia takie jak to to mieszanka wielu przyczyn, całego arsenału emocji i na dokładkę licznych interpretacji.

Często media, które tworzą zwykli ludzie, tacy jak inni, nie wiedzą, co napisać i jak się zachować. Brakuje wskazówek do poruszania się po świecie emocji; każdy sam musi podjąć wysiłek, żeby zrozumieć drugiego człowieka, a i tak zostanie mnóstwo niewiadomych.

Jako gatunek nie lubimy nie wiedzieć, dlaczego coś się stało. Niepewność dla naszego umysłu jest nie do zniesienia. Próbujemy uzupełnić puste pola tym, co mamy pod ręką. Dlatego część osób powie: „Bóg tak chciał”, część, że to choroba, ainni stwierdzą, że to szalona i dramatyczna wskutkach próba zwrócenia uwagi na aktualne wydarzenia wPolsce. Jest cała lista przekonań, które by tu pasowały. Czego nas uczy to zdarzenie?

– Tego, że milczenie jest znakomitą przykrywą dla emocji. Ich tłumienie wykańcza nas powoli. Brak rozmowy oemocjach zabija naszą wrażliwość. I sprawia, że nie umiemy świadomie ich odczuwać, nazywać i reagować na nie. Społeczne przyzwolenie na przeżywanie emocji nie obejmuje tych trudnych, dlatego paraliżuje nas sama myśl o nich. Nie wiemy, co zrobić, jak się zachować, co powiedzieć.

Pracuję z osobami dorosłymi i często sporo czasu muszę poświęcać nauce rozpoznawania emocji. Okazuje się, że wiele osób dość sprawnie rozróżnia trzy: złość, radość, smutek. Ale nie odróżnia złości od frustracji, smutku od rozczarowania, radości od spokoju. Żeby móc świadomie zarządzać emocjami, trzeba je najpierw poznać.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.