TO MY MAMY SIĘ OBUDZIĆ

Gazeta Wyborcza - - Z DRUGIEJ STRONY - JAROSŁAW KURSKI GAZETA WYBORCZA

Dziś minie tydzień od dnia, w którym mężczyzna podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki wWarszawie. Od tygodnia nie mogę przestać o nim myśleć.

Człowiek ten nie pozostawił miejsca na niedomówienia i wątpliwości co do motywów swego desperackiego czynu. Na chodniku leżał list. Chłodny i do bólu logiczny, pod którym większość spośród czytelników „Wyborczej” zapewne się podpisuje. Protest przeciw naruszaniu praworządności, gwałceniu konstytucji oraz praw i wolności obywatelskich w Polsce. To list przejętego sprawami publicznymi obywatela, który z bezsilną rozpaczą patrzy, jak w jego kraju depcze się wolność. Z rozpaczą, bo – jak napisał – „ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje, i trzeba je z tego snu obudzić”.

Gdy Jego żona, syn i córka skontaktowali się z redakcją OKO.press i opowiedzieli o mężu i ojcu, anonimowa postać mężczyzny spod Pałacu Kultury zmie- niła się w prawdziwego człowieka. Pana Piotra z Niepołomic. Inteligentnego, wykształconego, czułego dla bliskich i wrażliwego pięćdziesięcioczterolatka. I co dla mnie akurat uderzające – mojego rówieśnika. Naznaczonego tym samym pokoleniowym doświadczeniem, naładowanego tymi samymi obrazami: karnawał „Solidarności”, ruchy szkolne, stan wojenny, NZS, strajki studenckie, drugoobiegowa literatura, poezja, ulotki, świeczki w oknach, ZOMO, podziemie, Okrągły Stół, demonstracje i Kaczmarski: „Atu całkiem kadr jak z Wajdy, człowiek, sztandar dymu chmury”. Krótko mówiąc, łączy nas wolność. Ta niegdyś utracona i potem odzyskana, bo „Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”.

Gdy Piotr pisze: „Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo co polski rząd. Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia »nomenklatura« i sformułowania »partia i rząd« tak jak w czasach PRL”, to czuję, że wzbierała wnim taka sama rozpacz i desperacja, jaka wzbiera w każdym z nas z rocznika 1963 i nie tylko.

Piotr jest taki sam jak my wszyscy, a jedyna jego „wina” – że jest od nas bardziej wrażliwy, że próg jego odporności leży niżej.

Kiedyś może powstanie o nim film, taki jak Agnieszki Holland o Janie Palachu, którego czyn stał się symbolem końca marzeń i nadziei Praskiej Wiosny. Jan Palach apelował do swoich rodaków. Podobnie Piotr. W jego czynie nie o „nich” chodzi. Po „nich” – prócz najgorszego – niczego się już nie spodziewamy. Piotr woła do nas: – Ludzie, kradną nam wolność, ograbiają z sensu tamtych lat, zabierają nam życie. Awy co? Gapicie się tępym wzrokiem. Oddajecie wolność w zamian za bezpieczeństwo. Tkwicie w minimalistycznym komforcie, że wprawdzie kłamią i dewastują demokrację, ale przecież jeszcze nie pałują i nie zamykają. Śmierdzi, ale wytrzymać można. To my mamy się obudzić. Jeśli zapomnimy o Piotrze, pozwolimy plugawić jego imię ludziom o formacie i mentalności obecnego ministra spraw wewnętrznych. Jeśli zostawimy Go i jego rodzinę samym sobie, to tak, jakbyśmy pozwolili Mu spłonąć ponownie, w palącym ogniu naszego zapomnienia i obojętności.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.