Koniec śmieciówek

W projekcie nowego kodeksu pracy są tylko dwie formy zatrudnienia: etatowe i nieetatowe (do 16 godzin w tygodniu, z gwarancją płacy i urlopu). Zatrudnianie na umowie-zleceniu będzie niemożliwe.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ADRIANA ROZWADOWSKA

W projekcie nowego kodeksu pracy są tylko dwie formy zatrudnienia: etatowe i nieetatowe (do 16 godzin w tygodniu, z gwarancją płacy i urlopu). Zatrudnianie na umowę-zlecenie będzie niemożliwe

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy działa od września 2016 r. 14 ekspertów – przedstawicieli rządu, związków zawodowych i organizacji pracodawców – dostało 18 miesięcy na napisanie nowego kodeksu pracy (właściwie dwóch, bo po raz pierwszy osobno spisane zostaną indywidualne i zbiorowe prawo pracy). Pierwszy z kodeksów przygotowuje zespół pod kierunkiem prof. Arkadiusza Sobczyka, z którym rozmawiamy o zmianach w prawie pracy, jakie rządowi będzie rekomendować komisja.

W moim przekonaniu nie. Po prostu staramy się nazywać rzeczy po imieniu, co wymaga wielu zmian. Nowy kodeks koryguje, doprecyzowuje i rozwija to, co mamy w obecnym. Nasza propozycja powinna spodobać się rządowi.

– Proponujemy coś, co realizuje w praktyce pojęcie społecznej gospodarki rynkowej. Zespół się zgodził, żeby kodeks zaczynał się od stwierdzenia: „Kodeks pracy reguluje prawa człowieka związane z wykonywaniem pracy”. To nowa jakość. Akcentujemy, że z samego faktu, że się żyje i pracuje lub prowadzi działalność gospodarczą, wynikają pewne prawa.

– Proponujemy kategoryczny zapis w tej sprawie. Praca zarobkowa będzie wykonywana wyłącznie albo jako zatrudnienie pracownicze, albo jako samozatrudnienie. Umowy-zlecenia pozostaną w kodeksie cywilnym, ale wyłącznie do celów, do których zostały stworzone, czyli do świadczenia usług, a nie do wykonywania pracy. Zatrudnianie na umowach cywilnoprawnych to karykatura, która – niestety – się utrwaliła. W kilku przepisach, np. w ustawie o promocji zatrudnienia, pada sformułowanie „zatrudnienie na umowie-zleceniu”. To jest fałszywa narracja budowana od kilkunastu lat. Nie można zatrudniać na umowach cywilnoprawnych. Kropka.

– To, że zlecenia są stosowane, pokazuje nam potrzebę elastyczności. Dlatego w projekcie kodeksu pracy proponujemy dwie formy zatrudnienia: etatowe i (nową) nieetatowe. Będzie je można stosować np. w pracy okazjonalnej czy niezbyt intensywnej pracy w tygodniu. Proponujemy maksymalnie do 16 godzin.

Tworzymy coś, co w Wielkiej Brytanii nazywa się kontraktem zero godzin. Pracownik pracujący od czasu do czasu zostanie zatrudniony na umowę o pracę, ale pracodawca zyska elastyczność, bo nie będzie miał obowiązku mu tej pracy zapewnić. Pracownik nie musi się też stawić do pracy na wezwanie, chyba że się na to w konkretnym przypadku zgodzi. Obrazowo: jeżeli pracuję w restauracji i szef mnie wezwie, nie muszę się zgodzić na przyjście, ale jeśli przyjdę, będę pracował pod kierownictwem, z prawem do urlopu, chronionym wynagrodzeniem i innymi prawami pracowniczymi – proporcjonalnie do przepracowanego czasu pracy. Elastyczna konstrukcja z prawami pracowniczymi pozwoli na zamknięcie ery umówzleceń, ale przy zachowaniu elastyczności. To sprawiedliwe rozwiązanie.

– Tak, ale nam chodzi tylko o margines rynku pracy. Ograniczenie stosowania tej umowy do maksimum 16 godzin w każdym konkretnym tygodniu, a nie średnio do 16 godzin w okresie rozliczeniowym oznacza, że takie zatrudnienie może być stosowane wyłącznie w przypadku zatrudnienia dodatkowego. Celujemy w dorabiających młodych ludzi w gastronomii inne umowy umowa o dzieło nieprzygotowanie do pracy* czas pracy maszyny i urządzenia techniczne nieprzygotowanie stanowiska pracy legalność zatrudnienia czynniki szkodliwe stosunek pracy 0 i uciążliwe w pracy i handlu. Proponujemy także zapis, który zakazuje ponoszenia negatywnych konsekwencji w przypadku odmowy stawienia się do pracy. Doprecyzujemy to podrozdziałem, w którym szczegółowo zostaną opisane relacje prawne między stronami. To bardzo istotnie ograniczy ryzyko wystąpienia podobnych nadużyć co w Wielkiej Brytanii. Praca powyżej 16 godzin będzie pracą etatową.

– To, że w Polsce w ogóle dopuściliśmy do zatrudniania na umowachzleceniach jest porażką. Usługa to nie praca. Praca polega na tym, że oddaję się do dyspozycji pracodawcy, a ten kieruje moją pracą. Jeśli ktoś wykonuje usługi zarobkowo, powinien prowadzić działalność gospodarczą. Tak jest na całym świecie.

Dlatego proponujemy, aby kodeks pracy zawierał zdanie, że „wykonywanie pracy zarobkowej jest dopuszczalne w ramach zatrudnienia pracowniczego bądź działalności gospodarczej”. Umowy-zlecenie oczywiście zostają, ale nie dotyczą pracy. W efekcie: jeśli inspektor pracy przyjdzie do restauracji i zastanie w niej studenta pracującego na umowie-zleceniu, od razu ma możliwość działania. Nie musi iść do sądu pracy jak teraz.

– Nie mam cienia wątpliwości, że samozatrudnienie wciąż będzie nadużywane – tak jest zresztą w całej Europie. Możemy co najwyżej mówić o minimalizacji nadużyć. Ale próbujemy rozwiązać ten problem na dwa sposoby. Po pierwsze, jednoosobowym firmom uzależnionym od jednego podmiotu zaproponujemy elementy ochrony – czy to stawkę godzinową, jak jest dzisiaj, czy minimalne okresy wypowiedzenia.

Po drugie, zaproponujemy domniemanie zatrudnienia. Samo prowadzenie działalności nie wystarczy. Trzeba będzie wykazać, że działalność jest kluczowa dla wykonania usługi. Jeśli samozatrudniony kierowca autobusu bierze mój autobus i jeździ nim po mieście, jego firma nie wnosi do wykonania usługi transportowej żadnego dodatkowego elementu. Osoba taka jest po prostu pracownikiem. Dopiero jeśli wykaże, że jeździ własnym autobusem – w porządku.

– To nie tak. Działalność PIP oceniam bardzo wysoko. Problem leży w interpretacji prawa. Wiele wskazuje na to, że popełniliśmy błąd na poziomie wykładni. Praca to nie usługa wykonywana pod kierownictwem. Dlatego kiedy sądy badają zasadność zawarcia umowy-zlecenia, zasadnicze pytanie nie powinno brzmieć „Na co strony się umówiły”, lecz: „Czy ten człowiek wykonuje pracę czy usługę?”. Jeśli redakcja „Gazety Wyborczej” poprosi o napisanie artykułu o prawie pracy, a pani go napisze, to jest to usługa, a być może nawet dzieło. Ale kiedy umawia się pani: „Będę wam pisała na temat prawa pracy, a wy wskażcie, na jaki konkretnie temat”, to jest już praca. Kiedy sądy mówią, że wszystko jest płynne, wysyłają niejasne i sprzeczne komunikaty, trudno winić inspektora pracy. Jeśli zostaną przyjęte propozycje komisji, zakres uznaniowości istotnie się zmniejszy.

jest prawnikiem kancelarii Sobczyk i Współpracownicy, profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczącym Zespołu ds. Opracowania Kodeksu Pracy Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.