Dyplomacja Uzi

Wśród klientów izraelskiego przemysłu zbrojeniowego są potępiane rządy w Mjanmie i Sudanie Południowym. Izrael handluje z nimi nie tylko dla pieniędzy.

Gazeta Wyborcza - - ŚWIAT - ROBERT STEFANICKI

Utrzymywana w tajemnicy sprzedaż patrolowców Super-Dvora MK III do Mjanmy (Birmy) wyszła na jaw, kiedy birmańska marynarka pochwaliła się nimi na Facebooku. Na zdjęciach widać zamontowane na pokładzie działo i karabiny, również izraelskiej produkcji. Według doniesień mediów w tym roku firma Israel Aerospace Industries ma wybudować dla armii birmańskiej jeszcze dwa takie okręty. To część kontraktu o wartości szacowanej na dziesiątki milionów dolarów.

Broń dla każdego

Handel trwa w czasie, gdy w Mjanmie trwają czystki etniczne. Armia próbuje wygnać muzułmańskich Rohingya z kraju, paląc ich domy, mordując, gwałcąc. Od sierpnia ok. 600 tys. Rohingya uciekło do Bangladeszu. Ambasador USA przy ONZ Nikki Haley powiedziała, że „ktokolwiek aktualnie sprzedaje broń birmańskiej armii, powinien zawiesić handel”.

Izrael puścił tę sugestię mimo uszu. Pod koniec września izraelski sąd odrzucił petycję Eitaya Macka, adwokata specjalizującego się w prawach człowieka, by ministerstwo obrony ujawniło szczegóły transakcji z Mjanmą i innymi reżimami. Sędziowie uznali, że jawność mogłaby niekorzystnie wpłynąć na pozycję międzynarodową Izraela.

W 2016 r. sąd odrzucił podobną petycję ws. ujawnienia roli Izraela w zbrojeniu Serbów, którzy w latach 90. masakrowali Bośniaków. W przyszłym tygodniu ma zostać rozpatrzony – zapewne również negatywnie – wniosek o ujawnienie dokumentów na temat sprzedaży izraelskiej broni do Rwandy w czasie, gdy trwało tam ludobójstwo.

– Wiele krajów zachodnich handluje bronią, ale Izrael jest wyjątkowy: wchodzi wszędzie, gdzie popełniane są zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości – zauważa Eitay Mack. – Gdziekolwiek USA wprowadzają embargo na sprzedaż broni, Izrael wypełnia tę przestrzeń.

Zrobił tak w Sudanie Południowym, gdzie toczy się wojna domowa, w której zginęło 300 tys. ludzi. USA i UE przestały tam sprzedawać uzbrojenie, ale Izrael wciąż to robi. Podczas apartheidu handlował z RPA. W latach 70., podczas wojny w Salwadorze, podpisał kontrakt na unowocześnienie lotnictwa reżimu.

Rozmówcy dziennika „Jerusalem Post” wyliczają też kontrakty zawarte z Chile, Argentyną, Nikaraguą, Angolą, Azerbejdżanem – albo w czasach, gdy obowiązywało embargo na sprzedaż broni do tych państw, albo kiedy głośno mówiło się o popełnianych tam zbrodniach.

Izrael nie chwali się tymi umowami. Zawarty w 2015 r. kontrakt z Hondurasem – reżimem skorumpowanym i oskarżanym o przeprowadzanie pozasądowych egzekucji – na unowocześnienie myśliwców i helikopterów wyszedł na jaw, bo ujawnił go w parlamencie rząd honduraski. Najtrudniej jest wyśledzić małe kontrakty na dostawy drobnego sprzętu, np. podsłuchowego.

Izrael, warto podkreślić, nie ma oporów przed sprzedażą broni do krajów muzułmańskich. Na liście kontrahentów izraelskiego przemysłu zbrojeniowego w latach 2008-12, umieszczonej w raporcie brytyjskiego rządu, widnieje m.in. Egipt, Pakistan, Maroko. Formalnie izraelski rząd pozwala sprzedawać uzbrojenie do 130 krajów, choć prawdopodobne, że istnieją także kontrahenci spoza oficjalnej listy. Autoryzacją pozwoleń (aż 400 tys. rocznie) zajmuje się garstka urzędników w ministerstwie obrony.

– To oznacza, że w praktyce nie ma nadzoru – twierdzi Mack.

Kompleks izolacji

Izrael jest szóstym eksporterem broni na świecie i największym, gdy policzyć obrót na głowę mieszkańca. Przemysł zbrojeniowy tworzy 8 proc. PKB. W 2016 r. izraelskie firmy sprzedały sprzęt wojskowy za 6,5 mld dol. – głównie dzięki ogromnemu, 70-proc. skokowi sprzedaży do Afryki.

Najważniejsze rynki dla izraelskiego sprzętu znajdują się w UE, USA i Indiach. Cytowany w „Jerusalem Post” ekspert Pieter Wezeman powiedział, że dziwi się, iż Izrael handluje z reżimami, ryzykując dobre relacje z najlepszymi klientami.

– W niektórych krajach Izrael ma interes wojskowy, w innych polityczny – tłumaczy Mack.

Eksport do małych krajów – Togo, Burundi, Lesotho – nie ma znaczenia gospodarczego, lecz jest wymieniany na głosy w ONZ, gdzie Izrael jest nader często na cenzurowanym za pogwałcenia praw Palestyńczyków.

Ponadto otoczony przez Arabów i „nierozumiany” przez bliską mu Europę Izrael ma naturalny kompleks izolacji, czuje więc bliskość z innymi izolowanymi państwami. Mack opowiada, że gdy rząd w Jerozolimie znajduje kraj, który chce z nim utrzymywać dobre stosunki, to w to wchodzi, choćby miało to oznaczać wizerunkową katastrofę. Mówi klientom: będziemy z wami, choćby nie wiem co. To cementuje stosunki.

Dziennikarz śledczy piszący w „Haarec” pod pseudonimem John Brown nazywa to „dyplomacją Uzi”, od nazwy sławnego izraelskiego karabinu. – Jeśli jakiś kraj chce najlepszego uzbrojenia, zwraca się do USA i Europy. Jak mu odmówią, to idzie do Izraela. A handel bronią cementuje sojusze dyplomatyczne i strategiczne – powiedział Brown stacji Al-Dżazira.

Inny rozmówca katarskiej telewizji, Yair Auron, badacz Holocaustu na izraelskim Open University, porównuje sprzedaż broni Mjanmie do wysyłania jej nazistom podczas wojny: – Ten handel robi ze mnie i wszystkich Izraelczyków kryminalistów.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.