Można pytać, dlaczego

Cztery lata po zatrudnienia selekcjonera

Gazeta Wyborcza - - SPORT -

nek do związku, pobierał od niego pieniądze, ale uważał za dodatek.

Teraz selekcjoner, związek i kadra robią to, co do nich należy. Ponad oczekiwania były 2:0 i 0:0 z Niemcami, na Euro 2016 stworzyliśmy dwa zakończone karnymi thrillery. Gdy poznaliśmy rywali w kwalifikacjach mundialu, popatrzyliśmy na siebie: „Głośno tego nie powiemy, ale jeśli nie wyjdziemy z tej grupy, będzie katastrofa”. Przegraliśmy niedawno z Danią 0:4, ale nie wiem, jakby się skończył mecz w Kopenhadze, gdyby oba zespoły miały wówczas tyle samo punktów. Bylibyśmy inaczej przygotowani mentalnie, byłoby inne napięcie. W eliminacjach graliśmy dwa mecze, w których zwycięstwo było konieczne – w Rumunii i Czarnogórze. Oba wygraliśmy.

– My mamy drużynę, która może się rozwijać. Wciąż słyszę, że nie mamy piłkarzy. G... prawda. Bereszyński gra znakomicie w Sampdorii, Kędziora ma miejsce w Dynamie Kijów, a tam ogórki nie grają. W Wiśle Płock objawia się szybki Michalak, którego w Legii nie zauważono. O Kownackim we Włoszech słyszę, że wielki talent. Tylko musi trochę brzucha zgubić. U nas mógł z nim grać, w Sampdorii się nie da. Już dziś wygląda fizycznie inaczej niż pół roku temu. I to mnie najbardziej denerwuje – we Włoszech, żeby grać, trzeba dobrze wyglądać, a w Polsce – nie. To znaczy, że źle trenujemy, pozwalamy zawodnikom, by szybko się nasycili.

Adam ze wszystkich wyciska najwięcej. W Górniku miał tylko Préjuce’a Nakoulmę i Krzysztofa Mączyńskiego, ale dobrze grali wszyscy. Jeśli ten ostatni zadebiutował w kadrze dopiero u Adama, to znaczy, że inni się nie znają. Gdy Nawałka zaczynał, w środku pola mogli grać Krychowiak i Jodłowiec, nie było Linettego i Zielińskiego. A Mączyński umie dokładnie podać, jest wydolny.

– Na tym to polega, że jedni widzą, dopiero gdy ktoś coś zrobi, a inni – wcześniej. We wrześniu 2014 r. Arek Milik nie pojechał na mecz młodzieżówki, która grała decydujące spotkanie z Grecją, tylko z seniorami do Gibraltaru. Krytykowano nas, a ja nie wiem, czy Milik strzeliłby miesiąc później gola Niemcom, gdyby nie zagrał z Gibraltarem. On musiał do drużyny wejść, rozejrzeć się, usłyszeć od selekcjonera, że jeśli chce w niej grać, musi robić to, to i to. Pamiętam, że przed swoim debiutem z Argentyną mówiłem sobie: podawaj wewnętrzną częścią stopy do najbliższego, by nie podpaść. A w drugim meczu już chciałem gole strzelać. Mieliśmy na Milika plan, on musiał jechać do Gibraltaru.

– Z zatrudnianiem trenera jest jak ze ślubem. Inaczej wszystko wygląda nazajutrz, a inaczej po czterech latach. Nikt nie zagwarantuje ci wyników. Wiedziałem, że nie będę musiał się tego wyboru wstydzić, ale nie mogłem być pewny sukcesu. Tym bardziej że trzeba było zacząć od początku, poprawić atmosferę. Eugen Polański po pierwszym zgrupowaniu mówił, że reprezentacja trenuje jak juniorzy, bo latami się przyzwyczajał, że w kadrze może robić i mówić, co mu się podoba.

Szukałem kogoś, kto wydusi z drużyny cały potencjał. Kto nie jest negatywnie nastawiony do związku. Komu po trzech wygranych nie odbije szajba. Pamiętam trenera, który dzień po awansie na mundial „wypuszczał” dziennikarzy, że cały świat go chce, więc związek musi natychmiast przedłużyć mu kontrakt. Dasz komuś ważną funkcję, to po dwóch wywiadach odlatuje. Takich ludzi w naszej piłce jest cholernie dużo.

– A ja znałem Nawałkę – razem wygrywaliśmy i przegrywaliśmy. Pamiętałem, że po meczu już myśleliśmy o następnym. Nie potrzebowałem kogoś, kto od rana do wieczora będzie chciał się lansować i udzielać wywiadów. Adam na początku udzielał, ale po kilku miesiącach przyszedł i narzeka: zobacz, co napisał ten czy tamten. Odpowiedziałem: jest jedna recepta – nie rozmawiaj. To była jedna z jego najlepszych decyzji. Koncentruje się na pracy, na pytania odpowiada na konferencjach.

– (długa cisza) Nikt nie jest doskonały, każdy je ma, ale nie muszę ich wymieniać publicznie. Zwłaszcza że mówimy o kimś, kogo uważam niemal za przyjaciela.

– Szczerze? Jako kibic, gdy byłem na Euro, zdarzało się, że prawie wyłem: zrób zmianę, nie czekaj, aż go kurcze złapią. Ale potem Adam zawsze potrafi się ze swoich decyzji mądrze wybronić.

– Gdyby 20 minut przed końcem meczu z Portugalią powiedział: pal licho karne, nie czekamy na nie, wstawiam zawodnika ofensywnego i atakujemy, to może by mu to wypaliło. Ale gdyby taki był, w ogóle mógłby do ćwierćfinału nie dojść.

Słyszałem, że teraz w sparingach trener będzie sprawdzał nowe warianty, bo na mundialu potrzebujemy więcej wariantów kreowania akcji ofensywnych. Praca wre. Piętro niżej zobaczylibyście salę audiowizualną z wielkim stołem, w której selekcjoner ze sztabem godzinami analizują mecze. Ich zapał jest dziś taki sam jak cztery lata temu. Dlatego wybrałem Adama. Inny by się błyskawicznie nasycił, nie jest łatwo wciąż znajdować w sobie entuzjazm. A u Adama nie ma ani jednej oznaki wypalenia. Adrenalina, chęć wygrywania wciąż są takie same.

RAFAŁ STEC, MICHAŁ SZADKOWSKI

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.