TO, CZY KACZYŃSKI ZOSTANIE PREMIEREM, ZALEŻY OD SIŁY ZIOBRY

Gazeta Wyborcza - - Z DRUGIEJ STRONY - DOMINIKA WIELOWIEYSKA

Pomysł, by Jarosław Kaczyński stanął na czele rządu, jest dla PiS nieopłacalny. A jeśli do tego dojdzie, to wskutek walk frakcyjnych w obozie władzy. I dlatego, że prezes uznał, iż nadmiernie urósł minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Niektóre grupy w PiS chcą zmienić układ sił w ekipie rządzącej i namawiają prezesa, by został premierem. Wierzą, że po wyrzuceniu Beaty Szydło wypłyną ci do tej pory pomijani. Może do tej grupy należeć Joachim Brudziński z „zakonu PC”, czyli ludzi prezesa o najdłuższym stażu, którzy nigdy go nie zdradzili. Ale i frakcja ( jak ją nazywa portal wPolityce.pl) „nowego PJN” (Polska Jest Najważniejsza, niegdyś partia Pawła Kowala), czyli PiS light rezygnujący z najbardziej radykalnych planów np. dotyczących sądownictwa.

Kilka miesięcy temu usłyszałam od polityka PiS taką deklarację: – Beata będzie wymieniona tylko w razie poważnego kryzysu w obozie władzy. Jest lubiana, ma mały elektorat negatywny, rząd ma dobre notowania. PiS też, więc po co to zmieniać?

Dziś notowania PiS są jeszcze lepsze, więc o co chodzi? Dla sprawnego administrowania lepiej jest, gdy na czele rządu stoi lider rządzącej partii. Ale Kaczyński wybrał rolę „naczelnika państwa”, który podejmuje najważniejsze decyzje, a premier je wykonuje. Szydło rządem nie kieruje, nie rozstrzyga sporów między ministrami, tylko jest stroną w walce lobbies w rządzie. Spory rozstrzyga prezes.

Opozycja z malowanego premiera drwi, lecz wyborcom PiS to się podoba. Panią Szydło lubią, ale Kaczyńskiego mają niemal za świętego, brata „poległego” prezydenta, i nie życzą sobie, by się kłopotał przyziemnymi sprawami. A o tym, że w gabinecie Szydło panuje bezhołowie, opinia publiczna wie niewiele, bo wewnętrzne kłótnie rząd trzyma pod korcem.

Dlaczego jednak część PiS chce, by Kaczyński zastąpił Szydło? Bo premier wykonuje polityczną koncepcję ministra Ziobry, który ogranicza wpływy wicepremiera Morawieckiego w rządzie i w spółkach skarbu państwa. Krok po kroku buduje własne imperium – to przygrywka do walki o przyszłe przywództwo obozu władzy.

Na wieść o planowanym usunięciu Szydło świętym gniewem zapłonęło pióro Michała Karnowskiego, który ogłosił manifest pod makabrycznym tytułem „Ktoś ma duży apetyt na nową potrawę partyjną, ugotowaną na politycznym trupie Beaty Szydło”. Publicyści wprawdzie zaraz wytknęli, że to jego tygodnik „Sieci prawdy” rzucił hasło wymiany Szydło, ale nastąpiło to w rubryce satyrycznej outsiderów w tym obozie Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego.

Karnowscy zaś to wierni lejtnanci prezesa, piewcy twardej linii, krytycy prezydenta Andrzeja Dudy, grający w jednej drużynie z Ziobrą. Ostatnio opublikowali akt strzelisty na cześć żony ministra, która ma ciepłą posadę w Grupie PZU kontrolowanej przez ludzi Ziobry.

Owszem, dzięki rekonstrukcji rządu i zmianie premiera łatwiej byłoby wytłumaczyć wyrzucenie Antoniego Macierewicza stanowiącego coraz większe obciążenie dla PiS. Jego operacja „zamachowa” zmierza do ostatecznej kompromitacji, a w pozostałych dziedzinach widać totalną nieudolność szefostwa MON. Ale to tylko element układanki.

Kluczowe jest pytanie, czy Ziobro jest już na tyle mocny, że trzeba reagować, czy jeszcze czekać, skoro wiernie realizuje politykę prezesa w sprawie sądów. I jest dzielnym żołnierzem w starciu z Dudą. Prezes Kaczyński chyba jeszcze sobie na to pytanie nie odpowiedział.

Wyborcy PiS mają Kaczyńskiego niemal za świętego i nie życzą sobie, by się kłopotał przyziemnymi sprawami

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.