CAŁA POLSKA ROZMAWIA O SEKSIE

ANJA RUBIK I „WYSOKIE OBCASY” ROZPOCZYNAJĄ AKCJĘ EDUKACYJNĄ #SEXEDPL

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - LESZEK KOSTRZEWSKI GAZETA WYBORCZA

PiS, aby chwilowo ulżyć budżetowi, postanowił 350 tys. Polaków podnieść składkę emerytalną. Problem w tym, że za 10-15 lat te składki trzeba będzie rodakom oddać. Ale to już nie będzie kłopot rządu Beaty Szydło.

Obecna władza zdaje sobie sprawę, że w najbliższych latach czekają ją potężne wydatki. 23 mld zł będzie co roku kosztował program 500 plus, kolejne kilkanaście miliardów rocznie pochłonie obniżenie wieku emerytalnego. Z czego to wszystko finansować? PiS wymyślił, że obciąży dodatkowo osoby zarabiające ponad 10 tys. zł brutto miesięcznie.

Dziś gdy takie osoby przekroczą określony roczny limit (trzydziestokrotność średniej pensji), przestają płacić składki emerytalne.

Ten próg to rodzaj bezpiecznika – wprowadzono go po to, aby chronić nasz system emerytalny przed wypłacaniem w przyszłości zbyt wysokich emerytur, na które budżetu państwa zwyczajnie nie będzie stać. Teraz PiS ten limit znosi.

Ministerstwo Pracy przygotowało właśnie projekt, w myśl którego każdy będzie płacił przez cały rok. Dzięki temu w 2018 r. do kasy ZUS-u wpłynie dodatkowe 5 mld zł.

Trzeba jednak pamiętać, że zwiększenie składek emerytalnych spowoduje, że jednocześnie zmaleją podstawy wymiaru składki zdrowotnej oraz obliczania podatku dochodowego. Rocznie do NFZ na ochronę zdrowia wpłynie więc około 270 mln zł mniej, a roczne wpływy z PIT zmniejszą się o blisko 1 mld zł. To nie koniec problemów. Nasz system emerytalny jest tak skonstruowany, że im więcej pieniędzy wpłacimy, tym wyższa emerytura się nam należy.

A więc za 15-20 lat tym, od których dziś rząd ściągnie więcej składek, trzeba będzie wypłacić dużo wyższe świadczenia.

Skąd państwo weźmie na to pieniądze? Nie wiadomo. Wysokie emerytury bogatych będą dodatkowo rozsadzać system, który już dziś stoi na glinianych nogach.

Po prostu składki od obecnie pracujących nie wystarczają na bieżącą wypłatę świadczeń dla 9 mln emerytów i rencistów. I ZUS co roku musi wyciągać rękę po dotacje do budżetu państwa. Inaczej seniorzy nie dostaliby ani grosza. Oczywiście dotacje pochodzą z podatków wszystkich pracujących.

Jak wyliczyli eksperci Fundacji Kaleckiego, za dziewięć lat, gdy z pracy odejdą ludzie urodzeni podczas wyżu demograficznego, ZUS-owi na wypłatę emerytur będzie brakować już ponad 100 mld zł rocznie. Teraz brakuje połowy tej kwoty.

Po wprowadzeniu planowanych przez PiS zmian będziemy mieli też ogromne dysproporcje w wysokości emerytur. Będą osoby z minimalnymi świadczeniami w granicach 1 tys. zł i tacy, którzy dostaną 40 razy więcej. W grę wchodzą kwoty w wysokości 35-40 tys. zł miesięcznie! Gdy więc co roku w marcu będzie waloryzacja świadczeń, najbiedniejsi dostaną 20 zł podwyżki, a najbogatsi – ponad 1 tys. Mamy bowiem waloryzację procentową, w której obowiązuje zasada, że ten, kto ma więcej, więcej dostaje.

W efekcie co roku różnica w świadczeniach będzie się powiększać na korzyść bogatych.

PiS, idąc do wyborów, zapowiadał zmniejszanie nierówności. Jego pomysły stworzą jednak emerytalne kasty. Z jednej strony będziemy mieli bardzo wąską grupę ogromnie bogatych, z drugiej – przeraźliwie biednych. Tych będzie ogromna większość.

Chyba nie o taką „dobrą zmianę” chodziło rządzącym...

Pomysły PiS na załatanie budżetu w przyszłości go rozsadzą. A nierówności społeczne w Polsce się zwiększą

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.