Mało kto z nas pamięta, czym zajmował się Jowisz i co w kompetencjach miał Perun, ale na hasło „Thor” każdy wyciągnie rękę do góry. Czym uwodzą bogowie mroźnej germańskiej Północy?

Gazeta Wyborcza - - MAGAZYN -

Wasz pięciolatek jeszcze nie wie, co to pięta Achillesa i syzyfowa praca. Ale już na angielskim w przedszkolu rzuca imionami pradawnych bogów jak z rękawa. Mały przegląd tygodnia uświadomi nam, jak trwałe są mity germańsko-nordyckie.

Dziś sobota? To dzień Saturna, boga urodzaju. Jedyny dzień tygodnia, dla którego Północ nie znalazła własnego patrona – i tak Saturni dies stał się Saturday. Ale już pozostałym dniom tygodnia Germanie na dobre narzucili swoje brzmienie. Co prawda, także z rzymskiej inspiracji, tak długo walcząc i handlując z miastem nad Tybrem, aż przejęli jego obyczaje, kody, wzorce – ale jednak po solidnym face liftingu.

Skoro piątek na Południu był dniem Wenery, czyli Wenus (łaciński dies Veneris to dziś po włosku venerdi, a po francusku vendredi) – to i na Północy stał się dniem bogini miłości. Ale nie Wenus, tylko ichniej Frei – i teraz mamy: „Friday I’m in love”.

Niedziela była dniem rzymskiego boga Słońca imieniem Sol (i skandynawskiej bogini o tym samym imieniu – przez Germanów zwanej też Sunna). Stąd angielskie Sunday i niemieckie Sonntag. Poniedziałek to dzień bóstw Księżyca (w językach romańskich Luny, po angielsku – Maniego). Wtorek jest dla bogów wojny, czyli południowego Marsa lub północnego Tyra (Francuzi powiedzą więc Mardi, a Anglicy – Tuesday). W Rzymie środa jest Merkurego – a na Północy jednookiego Odyna zwanego też Wodanem (stąd angielskie Wednesday). Obaj symbolizują mądrość – i przebiegłość.

W ten sposób starożytni bogowie jednoczą do dziś europejskie Południe i Północ – a nawet Amerykę. Przetrwali w nazwach. Choć ciekawostką jest, że Niemcy i Słowianie mówią jednak po prostu o środku tygodnia – środa to po niemiecku Mittwoch.

Ale najciekawszy okazuje się czwartek. Przodkowie Estończyków tak go sobie upodobali, że robili wtedy wolne, a w nocy świętowali na cześć boga piorunów imieniem Taara. Po angielsku to Dzień Thora, Thor’s Day – a więc Thursday. Przodkowie Niemców nazywali go Donnerem, a jego dzień – Donnerstag. Bo patronujący rzymskiemu czwartkowi Jowisz Gromowładny odpowiadał północnej funkcji boga Thora.

I tak zostało, jak widać, na tysiąclecia. W meczu Imperium Romanum – Germania 0:1. Bo co z tego, że na początku piłkę mieli cezarowie i legioniści, skoro po gwizdku wygrał Thor. Czyli „interpretatio Germanica”.

Czy Thor wyjmie miecz z kamienia?

Ale czy pamiętalibyśmy dziś Thora tylko dlatego, że co tydzień jest czwartek – Thursday? Upamiętniać to przecież jeszcze nie znaczy pamiętać. Żeby pamiętać, trzeba sobie wyobrażać.

Carl Gustav Jung – szwajcarski psychiatra, psycholog i filozof kultury – twierdził, że choć pozornie wybór jest duży, to kręcimy się stale wokół tych samych wyobrażeń, znanych już od tysiącleci. Jego zdaniem ojciec Thora – Odyn albo Wotan, ów patron środy i „bóg alemańskich pradziadów” – zmartwychwstał pod postacią czarnoksiężnika Merlina w legendzie o królu Arturze i Świętym Graalu. „Był on – powiada Jung – ważnym bogiem: Merkurym lub Hermesem, jak to trafnie odczytali Rzymianie” (pamiętamy, że z Wotanem łączy ich środa – w językach romańskich do dziś dzień Merkurego).

Ale skoro Wotan-Merkury odrodził się jako Merlin, to kto jest wcieleniem Thora? Tego już sam Jung nie pisze, ale zainspirowani Jungiem twórcy mają swoje wizje rozwinięcia mitu. Brytyjczyk John Boorman i Amerykanin Rospo Pallenberg pokazują Merlina właśnie tak, jak go widział Jung – już w pierwszej scenie swojego arturiańskiego filmu „Excalibur” z 1981 roku. Merlin idzie przy dźwiękach Wagnerowskiej tetralogii, trzymając w dłoni słynną laskę Merkurego z wężami – kaduceusz. John Boorman otwarcie się powołuje w swojej autobiografii na Junga. Czytając pierwszą wersję scenariusza – którą dla oszczędności trzeba było skrócić – widzimy, że zawarł w niej też opowieść o mieczu króla Artura (tym wyciąganym z kamienia albo z jeziora).

Popatrzmy: „Przed Utherem należał do Luda, przed Ludem do Beowulfa, przed Beowulfem do Baldura Dobrego, a przed Baldurem do samego Thora – i było to wtedy, kiedy świat był młody, a na tęczy było więcej niż siedem kolorów”. Czyli tytułowy Excalibur w tym filmie miał być – a może i był? – mieczem Thora. Co prawda w mitologii Thor miał tylko magiczny młot, wóz, pas, rękawice i laskę, ale przypisanie mu miecza króla Artura było dla twórców kuszące. Thor to Artur? W myśl schematów Junga może tak być. Na forach internetowych trwa nawet dyskusja: czy Thor dałby radę wyjąć Arturowy miecz z kamienia?

Takie ukryte symbole i powiązania pozwalają zarobić. Trzy dekady temu nasycony nimi „Excalibur” Boormana wyszedł z kin z 24 milionami dolarów zysku.

Thor, bóg dolarów

Twórcy nowej marvelowskiej serii mogą na ten wynik sprzed trzech dekad tylko prychnąć z politowaniem. Pierwsza część „Thora” z 2011 roku przyniosła 299 milionów dolarów zysku, druga, cztery lata temu – już 474 miliony. „Thor: Ragnarok”, który właśnie wchodzi do kin, tylko w weekend otwarcia, czyli trzy pierwsze premierowe dni, ma przynieść ponad 100 milionów. Ale też hollywoodzkiej „frakcji Thora” było łatwiej niż „grupie arturiańskiej”. Choć wielu widzom spoza kręgu kultury anglosaskiej popowy Thor może się wydawać zjawiskiem świeżym, efektem poszukiwania nowych nośnych motywów, to komiksowo-telewizyjne imperium Marvela (to od Spider-Mana, Kapitana Ameryki, Iron Mana, Punishera czy X-Menów) przyzwyczajało do tego boga amerykańskiego odbiorcę, a więc w zasadzie całą zachodnią popkulturę, od dekad.

Choć narwany, to chyba najbardziej ludzki z nordyckich bogów – a na pewno bardziej od taty, równie chytrego, co porywczego Odyna – pojawił się w komiksach Marvela za sprawą Stana Lee, legendarnego redaktora kreatywnego, ojca Człowieka-Pająka, już na początku lat 60. Oficjalnie, bo słynny rysownik Jack Kirby – z którego spadkobiercami Lee zawierał później ugody – wspominał, że na pomysł ożywienia tej postaci wpadł nawet dekadę wcześniej, pracując dla konkurencyjnego komiksowego imperium DC Comics.

Mniejsza o detale. Grunt, że twórcy komiksów po prostu nakarmili się Thorem tak jak kiedyś twórcy nazw dni tygodnia.

Pozornie mieli duży wybór. Mogli zrobić komiks o którymś z pomniejszych bóstw. Tak samo jak dwa tysiące lat temu i dni tygodnia można było poświęcić mniej znaczącym postaciom. Jednak w praktyce wybór był między tym, co Rzymianie i Germanie potwierdzili już jako najbardziej obiecujące. Czyli: Słońce, Księżyc, wojna, mądrość, miłość – albo właśnie pioruny. No, chyba że chcieliby akurat ilustrować taki niewątpliwy przebój jak pokojowy urodzaj symbolizowany przez Saturna.

Lee i Kirby wybrali więc pioruny. I nieistotne, jak do tego doszło, świadomie czy nie. Według Junga (ale też urodzonego we Wrocławiu wybitnego filozofa Ernsta Cassirera) mitu nie trzeba sobie uświadamiać. Utrwaloną podatność na opowieści i symbole mamy w gotowości do użycia – a nawet nadużycia – od najwcześniejszych lat życia.

A że właśnie pioruny symbolizował w nordycko-germańskim świecie powracający po rzucie młot Thora, to porywczy, chełpliwy i prostoduszny bóg z młotem dołączył do superbohaterów, niosąc to właśnie znaczenie. Nie ostatni zresztą raz – w znanej od lat 90. grze komputerowej „Mortal Kombat” do występów na arenie twórcy wybrali też boga błyskawic i piorunów – tyle że w japońskim wcieleniu. Do środowiska wschodnich sztuk walki jakoś bardziej im pasował niż Europejczyk. Chociaż to tylko kwestia granic wyobraźni – kiedy starożytny europejski Thor stał się prominentnym towarzyszem pozostałych bohaterów marvelowskiego świata, już w pierwszych odcinkach stoczył walkę z Herkulesem. Tak – właśnie tym z mitologii grecko-rzymskiej.

Na to by Skandynawowie nie wpadli, Amerykanie – już tak. Bo z szerszej perspektywy Thor jest po prostu częścią europejskiego dziedzictwa. Nowy Świat z braku własnej mitologii lubi posiłkować się tą ze Starego Kontynentu. Czasem wystarcza zaczerpnięcie splotu motywów, innym razem trzeba włączyć tę czy inną postać bardziej wprost.

A co po Ragnaröku?

Mit nie kończy się na symbolu. Potrzebna jest jeszcze opowieść. A tej skandynawska mitologia dostarcza aż w nadmiarze. Napędem

Thor to superbohater występujący w komiksach wydawnictwa Marvel Comics oraz w ich ekranizacjach

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.