Brexit to szansa, nie przekleństwo

Jeśli zrobi się chaos – a na pewno tak będzie – wystarczy po prostu dobrze się w nim odnaleźć. To trochę jakbym w 1987 roku siedział w Polsce i zastanawiał się: system komunistyczny upadnie; jak się do tego przygotować?

Gazeta Wyborcza - - GOSPODARKA -

Mam ponad 40 firm, ale nie wszystkie są przedsiębiorstwami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Czasem zakłada się odrębną firmę pod konkretną nieruchomość, np. biurowiec, co ułatwia finalizację transakcji czy prowadzenie księgowości. Założyłem Financial Brokers – to broker finansowy obsługujący na Wyspach obcokrajowców, głównie z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym wielu Polaków. Mam rafinerię biodiesla. Stworzyłem portal internetowy Crowdfunding Place pozwalający ludziom kupować udziały w nieruchomościach. Prowadzę przedsiębiorstwo w Dubaju, gdzie handluję materiałami budowlanymi. Tworzę platformę internetową usług finansowych w Afryce. Mam w Manchesterze biurowiec ze stanowiskami do co-workingu. Podobną przestrzeń tworzę też w centrum Warszawy. Inna moja niewielka firma handluje dla kilku klientów walutami. Inna handluje nieruchomościami: kupujemy, robimy remont i sprzedajemy.

– Straciłem dużo pieniędzy na giełdzie walut, bo obstawiałem, że go nie będzie. Zakładałem, że po głosowaniu funt pójdzie do góry, nie w dół. Brytyjczycy wybrali jednak, jak wybrali. Jest coś w ich mentalności, że się nie boją: co ma być, to będzie. Wiele rzeczy im się dzięki temu udało.

– Wszystko zależy od tego, czy w ogóle do niego dojdzie. I jak będzie wyglądać. Na razie nie zacząłem jeszcze żadnych przygotowań. Mieszkam na Wyspach od 2004 roku, ale nie mam obywatelstwa, nigdy nie było mi niezbędne. Mógłbym je uzyskać, ale jest za dużo niewiadomych, przepisy dotyczące dokumentów cały czas się zmieniają.

Nikt nie był w stanie przewidzieć ani wyniku referendum, ani jego konsekwencji. Brytyjczycy dopiero to analizują. Podejrzewam, że gdzieś w połowie przyszłego roku emocje opadną, a negocjacje będą dotyczyć tego, jak zrobić, by brexit był, a tak naprawdę go nie było.

– To będą też jakieś ustalone zasady. Skupię się, by jak najszybciej je zrozumieć i wykorzystać. Wbrew pozorom to bardzo dobra sytuacja. Jeśli zrobi się chaos – a na pewno tak się stanie – wystarczy po prostu dobrze się w nim odnaleźć. Brexit to szansa, choć za bardzo nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądać. To trochę jakbym w 1987 roku siedział w Polsce i zastanawiał się: system komunistyczny upadnie; jak się do tego przygotować? Gdy stary świat się wali, wpadam w wir i walczę.

– Wielka Brytania to jedno z najbardziej elastycznych państw na świecie. Jak będzie problem, by mieć do pracy Polaków czy Słowaków, ściągną ludzi z Mołdawii czy Azerbejdżanu, robiąc specjalny program wizowy. Teraz to rząd będzie decydował, kogo wpuszczać do kraju, a kogo nie. – Brytyjczycy będą działać jak skalpel, wybierając tych, których potrzebują. Wybiorą sobie państwa, z którymi podpiszą umowy na kwoty pracowników. Zanim Polska weszła do Unii, prowadziłem agencję rekrutacyjną. Wysyłaliśmy do Wielkiej Brytanii wiele osób, łatwo było je znaleźć, bo bezrobocie w Polsce było znacznie wyższe. W 2002, 2003 roku brytyjskie MSW dawało, powiedzmy, 3,5 tys. miejsc na 15 firm z Polski. Teraz może być podobnie.

– Akurat one ucierpiały już wcześniej. Wiele „polskich” sklepów w Wielkiej Brytanii mają obecnie Turcy czy Pakistańczycy. Zarządzają nimi Polacy, ale nie są właścicielami. Sprzedajemy ubezpieczenia dla sklepów i wiedzieliśmy, jak to się zmieniało. Azjaci zaczęli wchodzić na ten rynek podczas kryzysu gospodarczego z lat 2007-08. Polacy robili błąd, gdy nastawiali się tylko na polskie produkty. A trzeba to robić jak Tesco: polska półka i do tego produkty z innych krajów. Inaczej traci się ogromną część rynku. Azjaci mieli towary słowackie, rumuńskie, angielskie i zaczęli wypierać konkurencję. Przejmowali polskie sklepy, które padały. W miejsce polskich nazwisk na ubezpieczeniu pojawiały się np. pakistańskie.

– Tuż po referendum musiałem się zatrzymać. Przez pierwszy tydzień trawiłem to, co się zdarzyło. Myślałem, że będzie źle na rynku nieruchomości. Poszło jednak w drugą stronę. W Manchesterze, gdzie mieszkam, na wynajęcie dźwigu czeka się dwa miesiące. Wszyscy budują. Powstała bezprecedensowa sytuacja ekonomiczna. Waluta spadła o 15 proc. w stosunku do dolara, czyli dla kogoś w Nowym Jorku czy Brazylii jest 15 proc. taniej. Jednocześnie wysoka jest inf lacja, drożeje nie tylko np. kawa, ale też mieszkania. Inwestorom opłaca się więc wykładać pieniądze. Zwykle przy wysokiej inflacji bank centralny podnosi stopy procentowe. Teraz jednak są rekordowo niskie. Pożycza się poniżej poziomu inf lacji: można dostać kredyt hipoteczny na 2 proc., a inf lacja wynosi 2,5 proc. Świat więc inwestuje. To pokazuje, że brexit naprawdę może być szansą.

MACIEJ CZARNECKI

(ur. w 1980 roku) – właściciel ponad 40 firm w Wielkiej Brytanii. Ukończył dziennikarstwo, nauki polityczne i europeistykę na Uniwersytecie Opolskim, studiował w brytyjskiej IFS School of Finance. Na Wyspach od 2004 roku.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.