NIECH SPOCZYWAJĄ W WYPASIE

Gazeta Wyborcza - - WITAMY W POLSCE -

Magdalena z Pszczyny zbliża się do pięćdziesiątki. Ma zamiar oczywiście żyć jak najdłużej, więc o własnym pogrzebie wiele nie myśli. Wie jedno: chce zostać po śmierci skremowana. To dla niej bardzo ważne. – Jedno z moich najbardziej obrzydliwych wspomnień z dzieciństwa to kot sąsiadów, który umarł w ogrodzie, znaleźliśmy go dopiero po jakimś czasie, larwy much dosłownie się na nim kłębiły. Przez kilka tygodni na samą myśl o tym zbierało mi się na wymioty. Na pewno nie chcę, żeby mnie tak jak tego kota zjadły robaki. Niech mnie spalą.

Skremowany chciał być także jej tata, ale sprzeciwiła się temu po jego śmierci najbliższa rodzina. Protestowała zwłaszcza siostra ojca, mówiąc, że ciała Niemcy palili w Auschwitz, a bratu należy się godny pochówek, w trumnie, a nie w urnie, która wygląda jak kamionka do kiszenia ogórków.

Dlatego Magdalena umówiła się już u notariusza. Sporządzi testament, w którym zastrzeże, że po śmierci ma zostać spalona.

– Reszta w sumie mnie nie obchodzi – dodaje.

Pogrzeb za 60 tys.

Polek i Polaków, którzy planują swój pogrzeb – często ze szczegółami – jest coraz więcej. Polskie Stowarzyszenie Pogrzebowe zrzesza administratorów największych cmentarzy, krematoriów oraz właścicieli i dyrektorów dużych przedsiębiorstw pogrzebowych. Krzysztof Wolicki, prezes stowarzyszenia, mówi, że wspólnie z francuskim ubezpieczycielem Prévoir-Vie Groupe polska branża funeralna opracowała produkt pod nazwą Ubezpieczenie na Pogrzeb. Zasiłek pogrzebowy to dzisiaj 4 tys. zł, można jednak wykupić ubezpieczenie, które pokryje koszty pogrzebu do wysokości 60 tys. zł. Z pieniędzy tych pokryć można takie wydatki, jak: zakup trumny, wieńców, postawienie nagrobka czy urządzenie uroczystości. Pieniądze na organizację pochówku otrzyma po naszej śmierci zakład pogrzebowy wybrany spośród ponad 200 rekomendowanych przez Polskie Stowarzyszenie Pogrzebowe. Jak to działa?

– Powiedzmy, że pan Kowalski wykupuje ubezpieczenie i wybiera sobie zakład Orchidea – opowiada Wolicki. – Gdy wyrazi zgodę na przekazanie swojego numeru telefonu zakładowi, może się spodziewać zaproszenia do złożenia tam wizyty i zaplanowania wszystkich szczegółów związanych z pochówkiem.

W zakładzie pogrzebowym można wybrać dla siebie trumnę, muzykę, jaka ma rozbrzmieć na cmentarzu, kwiaty i model karawanu, w którym odbędziemy ostatnią drogę. Muzyka nie musi być „kościelna”. Można sobie wybrać „Siedem dziewcząt z Albatrosa”.

Razem z polisą ubezpieczony dostaje kartę w kształcie dowodu osobistego, żeby na wypadek jego śmierci było wiadomo, gdzie zaplanował pochówek. W tym roku irlandzki bokser celebryta Paddy Doherty zorganizował superpogrzeb swojemu ojcu Simonowi. Zamówił kolumnę rolls-royce'ów, karocę oraz whisky, którą częstował gapiów i turystów

Ubrać ciało można w lesie

O co pytają Polacy, wybierając za życia zakład pogrzebowy?

Wolicki mówi, że pojawiają się pytania np. o to, czy zakład ma własną chłodnię. To dla ludzi bardzo ważne, nie chcą, żeby ich ciało poniewierało się gdzieś po śmierci. Prezes dodaje, że takie obawy nie są pozbawione podstaw. Branża pogrzebowa w Polsce nie jest w żaden sposób regulowana. Działa 2,5 tys. firm pogrzebowych. Salę pożegnań czy chłodnię ma zaledwie jakieś 400.

– Wystarczy mieć skończone 18 lat i można otworzyć zakład pogrzebowy. Nie trzeba mieć nawet żadnych pracowników. Można czatować pod urzędami stanu cywilnego na załamanych ludzi przychodzących po akty zgonu swoich bliskich i proponować im tanie pogrzeby. Jeśli uda się kogoś „złowić”, wystarczy gwizdnąć pod budką z piwem na pijących tam mężczyzn. Ubrać ciało do pogrzebu można w stodole albo w lesie – opowiada Wolicki.

Chcę pogrzebu minimalistycznego

Ubezpieczenie pogrzebowe wykupiło dotąd ponad tysiąc Polek i Polaków.

Wolicki: – Dawniej, kiedy żyliśmy w wielopokoleniowych rodzinach, a starzy i chorzy ludzie umierali we własnych domach, od dziecka byliśmy oswojeni ze śmiercią. Dzisiaj śmierci nie ma. Babcia czy dziadek nagle znikają z życia dziecka, „poszli do nieba”. Do 60. roku życia mamy przekonanie, że śmierć nas nie dotyczy.

Tymczasem statystyki są nieubłagane. Co trzeci z nas nie dożyje wieku emerytalnego.

Jedną z pierwszych firm, która zachęcała do zaplanowania własnego pochówku, była sieć Mementis. Sieć już nie istnieje, pomysłodawca zabrał się do innego biznesu, ale nadal działa strona internetowa, na której można było wypełnić online plan własnego pogrzebu i ustanowić powiernika, który zadba, by wszystkie życzenia zostały spełnione. Są tam oczekiwania klientów: „Chcę mieć minimalistyczny pogrzeb, bez religijnej otoczki. Czasy się zmieniają, ale moja rodzina tego nie rozumie. Dlatego zaplanowałem wszystko już teraz, żeby przypadkiem ktoś nie zdecydował za mnie”.

Jednym z najczęściej spotykanych powodów szykowania za życia własnego pogrzebu jest chęć oszczędzenia problemów dzieciom: „Moje dzieci ciężko pracują za granicą. Nie mają czasu na przyjazdy do Polski, ja je odwiedzam. Jeśli coś mi się stanie, nie zdążą po prostu następnego dnia być w Polsce i załatwić formalności. To fizycznie niemożliwe. Teraz wystarczy, że przyjadą na gotową uroczystość. Chcę, żeby mnie wspominali, a nie latali po urzędach, gdy odejdę”.

Ostatnia ulubiona fryzura

Co można sobie zamówić za kilkadziesiąt tysięcy złotych?

Transport na cmentarz specjalnym motocyklem do przewozu trumien albo limuzyną podobną do tej, która oddawała ostatnią przysługę parze prezydenckiej po katastrofie smoleńskiej.

Urnę zdobioną kryształkami Swarovskiego.

Metalową trumnę w kolorze 14-karatowego złota. Na pierwszy rzut oka jest nie do odróżnienia od prawdziwie złotej.

Kompozycje ułożone przez f lorystkę w wymyślne kształty, np. skrzypce.

Specjalne potraktowanie ciała – np. balsamowanie.

Towarzyszącą pogrzebowi wystawę zdjęć dokumentujących osiągnięcia zmarłego.

Wypuszczenie na cmentarzu stada białych gołębi.

Pracownik jednego ze śląskich zakładów pogrzebowych mówi, że spotkał się również z życzeniem uczesania po śmierci przez ulubioną za życia fryzjerkę.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.