Nowe auto to nie przywilej bogaczy

Nie musisz oszczędzać całe życie, by jeździć nowym samochodem. Czy model z salonu może być tańszy niż używany? Okazuje się, że tak.

Gazeta Wyborcza - - FLOTA - ARTUR WŁODARSKI

Skąd ludzie mają tyle kasy? Przecież te auta kosztują majątek! Jak to możliwe, by w kraju, gdzie trzy czwarte społeczeństwa marzy o średniej krajowej (4473 zł), tak szybko przybywało nowych samochodów?

Nowe i drogie auta są często własnością banków lub firm leasingowych. Ten trend się nasila, bo coraz więcej użytkowników czterech kółek nie chce ich kupować. – Aż siedem na dziesięć nowych samochodów nabywają w Polsce firmy. A ściślej: leasingują je lub wypożyczają na dwa-cztery lata – potwierdza Tomasz Siwiński, redaktor naczelny magazynu „Fleet”.

Średnia cena? Prawie 90 tys. zł. O 20 tys. zł wyższa niż aut nowych, kupowanych prywatnie.

Przywilej bogatych?

Michał, grafik z Wrocławia, miał forda mondeo. Gdy brał go w leasing, licznik wskazywał 145 tys. km. Kiedy jedynkę zastąpiła dwójka, zaczęły się wydatki przez duże „w”, w tym wymiana wtryskiwaczy za 3 tys. zł. Policzył, że inwestowanie w auto, które w dodatku trzeba spłacać, to zbyt droga zabawa. I że taniej będzie wymienić je na nowe.

– Dojrzałem do kroku, który wcześniej wydawał mi się szalony – wspomina. – Zawsze sądziłem, że zakup nowego pojazdu to przywilej ludzi bogatych.

Zmienił zdanie w jednym z salonów Volkswagena. Okazało się, że za podobne pieniądze, jakie inwestuje w mondeo, może mieć nowego golfa sportsvana – bogato wyposażony egzemplarz przeceniony z okazji noworocznej wyprzedaży ze 115 na 105 tys. zł. – Zdecydowałem się na trzyletni leasing z wysoką ratą wykupu – mówi Michał. Deklarowany przebieg? Do 20 tys. rocznie. Pierwsza wpłata? 10 proc. wartości. Wysokość raty? 1200 zł. Po zakończeniu leasingu może odkupić golfa za 52 tys. zł.

Leasing czy wynajem?

Coś takiego było nie do pomyślenia ćwierć wieku temu, gdy leasing w Polsce dopiero się rodził. Ówcześni klienci? Tylko duże firmy. Pierwsza rata? Nawet 49 proc. wartości auta. Z czasem nieufność malała, a konkurencja rosła. Dziś prawie wszystkie marki mają swoje banki ułatwiające wzięcie leasingu nawet jednoosobowym firmom. Formalności załatwiane są od ręki i w salonie. By wyjechać z niego autem, coraz częściej wystarczy wpłacić jeden procent wartości. Chętnych przybywa, rynek rośnie, osiąga poziom dwucyfrowy (16,6 proc. w 2016 r., ten rok będzie jeszcze lepszy).

Przybywa też możliwości. Coraz więcej klientów wybiera wynajem długoterminowy – od dwóch do czterech lat. Jest dużo wygodniejszy od leasingu: nie trzeba się martwić ubezpieczeniem, serwisem, naprawą, zakupem zimówek czy sprzedażą auta. Ten komfort opłacamy stałą, comiesięczną ratą o… niższej wysokości. Jak to możliwe? Inaczej niż w przypadku leasingu – nie spłacamy całego auta, lecz tylko spadek jego rynkowej wartości, a ściślej, różnicę pomiędzy wartością początkową a tzw. rezydualną po wygaśnięciu wynajmu, czyli zwykle po trzech latach. Potem auto wraca do właściciela.

To podstawowa różnica między wynajmem a leasingiem, gdzie wraz ze spłatą ostatniej raty użytkownik auta przejmuje je na własność. Ale i tu jest to możliwe. Trzeba uiścić ratę wykupu zwykle równą połowie pierwotnej wartości auta. Choć tyle samo kosztuje analogiczne auto na wtórnym rynku, tu mamy superokazję: serwisowany egzemplarz z pewnego źródła i z udokumentowaną historią po pierwszym właścicielu, którym byliśmy… my sami.

Mimo to większość wynajmujących wybiera inne rozwiązanie: przesiadkę do nowego auta wynajmowanego na podobnych warunkach co poprzednie. Odbywa się to łatwo i szybko – zwykle jednego dnia. W ten sposób, płacąc podobną ratę, można w kółko jeździć nowymi autami wymienianymi co trzy lata lub szybciej.

– Rośnie liczba klientów, którzy chcą tylko jeździć, płacić stałe raty i o nic więcej się nie martwić. Najchętniej zmienialiby samochody co roku, nie stając się ich właścicielami. Firmy ulegają i skracają umowy wynajmu – mówi Tomasz Siwiński.

Podobne ceny, różne raty

Jakie auto możemy brać pod uwagę? Każde, nawet sportowe. To kwestia negocjacji i ceny. Prawie wszystkie luksusowe limuzyny i SUV-y są brane w leasing lub na wynajem. Wśród mniejszych aut szczególnym wzięciem cieszy się mini: aż 86 proc. aut tej marki nie należy do ich kierowców. Wybierając markę i model, warto uwzględnić trzy cechy, które wpływają na wysokość rat: wartość rezydualną, częstość przeglądów i koszty serwisu. W tym roku BMW, a za nim Volkswagen i Skoda, wprowadziły bezpłatne serwisy (5 lat/120 tys. km i 4 lata/150 tys. km), co daje im przewagę nad „japończykami”, w których przeglądy są częstsze i droższe. Zaś w porównaniu z markami francuskimi i włoskimi znacznie mniej tracą na wartości, przez co łatwiej je odsprzedać.

Moc możliwości

Prawie wszystkie luksusowe limuzyny i SUV-y są brane w leasing lub wynajem. Wzięciem cieszy się też Mini: aż 86 proc. aut tej marki nie należy do ich kierowców

Utrzymanie nowego samochodu kosztuje średnio 1844 zł miesięcznie. Taniej jest u Czechów (1671 zł) i Węgrów (1576 zł). W Polsce to aż 43 proc. przeciętnego wynagrodzenia brutto. Suma kosztów ubezpieczenia, przeglądów, benzyny i spadku wartości. Dwie ostatnie pozycje są najwyższe. Przy wynajmie długoterminowym spadek wartości mamy wliczony w ratę, a tę możemy wrzucić w koszty. Gdy nasza firma dopiero się rozwija, najlepiej ustalić wysoką ratę wykupu, a do tego czasu odprowadzać mniejsze sumy. Jeśli zaś już teraz szukamy kosztów – przeciwnie, warto zdecydować się na większy wkład własny i niższe raty. Firmy leasingowe i banki samochodowe są gotowe na każdy wariant.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.