Przyspiesza elektryfikacja aut

Unia Europejska rozpoczęła negocjacje w sprawie nowych standardów emisji dwutlenku węgla z samochodów. W 2030 r. napęd elektryczny ma być w co trzecim nowym aucie rejestrowanym w UE.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ANDRZEJ KUBLIK

Unia Europejska rozpoczęła negocjacje w sprawie nowych norm emisji dwutlenku węgla z samochodów. Rządy państw chcą też, aby w 2030 r. napęd elektryczny był w co trzecim nowym aucie rejestrowanym w UE

W środę rozpoczęły się formalne negocjacje Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i rządów państw Unii w sprawie nowych standardów emisji dwutlenku węgla (CO2) z samochodów. Nocą z wtorku na środę rządy państw UE przyjęły swoje stanowisko w sprawie propozycji Komisji w tej sprawie.

Bruksela stawia na prąd

KE zaproponowała, aby emisja CO2 z nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych została do 2030 r. zmniejszona o 30 proc. w stosunku do obecnych wymogów. Zgodnie z nimi w 2021 r. przeciętny nowy samochód osobowy sprzedawany w UE ma emitować najwyżej 95 g CO2/km, a samochód dostawczy – najwyżej 147 g CO2/km. Za przekroczenie tych limitów koncernom samochodowym grożą słone grzywny.

Emisja CO2 zależy od ilości spalanego paliwa. W efekcie unijne standardy zmuszają koncerny samochodowe do konstrukcji aut, które zużywają coraz mniej paliwa lub aut elektrycznych.

Ambitny parlament, wstrzemięźliwe rządy państw UE

W zeszłym tygodniu Parlament Europejski podniósł poprzeczkę. Zażądał zredukowania do 2030 r. emisji CO2 z nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych o 40 proc., a także aby w 2030 r. samochody o napędzie elektrycznym i hybrydowe (ale tylko z wtyczką) stanowiły 35 proc. wszystkich nowych aut rejestrowanych po raz pierwszy w Unii.

Rządy państw UE zajęły bardziej wstrzemięźliwe stanowisko. Zaproponowały redukcję emisji CO2 z nowych samochodów osobowych o 35 proc. do 2030 r., a z samochodów dostawczych – o 30 proc. Jednocześnie rządy państw UE zaakceptowały plan zmuszenia koncernów do sprzedaży w 2030 r. co najmniej 35 proc. aut o napędzie elektrycznym. Koncerny samochodowe mają też przedstawiać dane o emisji spalin z aut nie na podstawie własnych deklaracji, ale pomiarów w nowych, bardziej wymagających i bliższych warunkom drogowym testach WLTP.

– To [porozumienie] stawia europejski przemysł motoryzacyjny na drodze do budowy czystszych aut, zwiększenia inwestycji w innowacje i przedstawiania rzetelniejszych danych o emisjach – powiedziała Elisabeth Köstinger, minister ds. zrównoważonego rozwoju Austrii, sprawującej teraz prezydencję w UE. To właśnie Austria zaproponowała przyjęte stanowisko, a poparło je 20 państw Unii.

Sojusz Niemiec z Wyszehradem

Kompromisowe stanowisko KE skrytykowali ekolodzy. – Decyzja rządów UE jest rozczarowująca dla planety Ziemi – stwierdził Greg Archer ze skupiającej organizacje ekologiczne federacji Transport & Environment. Według tej federacji za ograniczeniem emisji CO2 o co najmniej 40 proc. opowiadały się rządy 17 państw Unii, a za niższą propozycją KE lobbowały Niemcy i państwa Grupy Wyszehradzkiej, czyli Czechy, Polska, Słowacja i Węgry. Wspierała je także Litwa.

Państwa Europy Środkowej obawiają się, że plan przyspieszonej elektryfikacji aut doprowadzi u nich do spadku sprzedaży nowych samochodów, bo auto na prąd jest teraz przeciętnie o 7,8 tys. euro (ponad 32 tys. zł) droższe od auta z silnikiem spalinowym. A jednocześnie wzrośnie napływ używanych aut z Zachodu, wypieranych tam przez nowe auta na prąd.

Dla złagodzenia tych obaw rządy państw UE zaproponowały ulgi dla biedniejszych państw Unii, takich jak Polska czy Grecja. W państwach, w których rejestracje nowych aut na prąd będą wynosić mniej niż 60 proc. unijnej średniej, będzie się je liczyć w specjalny sposób – czyli np. podwójnie. To nie oznacza, że w tych państwach kierowcy dostaną ekstrarabaty na auta na prąd. Państwa te tylko nie będą karane przez KE za to, że ich kierowców nie stać na zakup odpowiedniej liczby aut elektrycznych.

Koncerny ostrzegają

Stanowisko rządów państw Unii nie zadowoliło koncernów motoryzacyjnych. Porozumienie wymaga bowiem zwiększenia sprzedaży aut na prąd aż 20 razy w ciągu zaledwie dziesięciu lat. Obecnie auta elektryczne stanowią tylko 1,7 proc. wszystkich nowych rejestracji w UE, a według rządów UE i Parlamentu Europejskiego do 2030 r. ten udział ma wzrosnąć do minimum 35 proc.

– Chociaż poziom redukcji CO2 uzgodniony przez państwa członkowskie Unii jest mniej agresywny od przegłosowanych w zeszłym tygodniu przez Parlament Europejski, to mogą one mieć negatywny wpływ na konkurencyjność przemysłu [motoryzacyjnego Europy], pracowników branży motoryzacyjnej i konsumentów – uważa Erik Jonnaert, sekretarz generalny Stowarzyszenia Europejskich Producentów Samochodów (ACEA).

Zdaniem ACEA formułowane przez polityków żądania tak gwałtownego ograniczenia emisji CO2 w tak krótkim czasie są nierealne. Doprowadzić też mogą do zwiększenia zależności od dostawców z Azji i likwidacji w Europie dziesiątek tysięcy miejsc pracy w firmach produkujących części samochodowe, których nie potrzeba w autach elektrycznych.

Przewodząca teraz UE Austria chce, aby ostateczne, wspólne stanowisko Unii w sprawie redukcji CO2 z aut zostało wypracowane do końca jej prezydencji – czyli do grudnia.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.