MOSTY NIE SĄ PARTYJNE

Gazeta Wyborcza - - Z DRUGIEJ STRONY - MICHAŁ WOJTCZUK

Od obietnic Dubaju nad Wisłą politycy PiS przeszli do brutalnych gróźb odcięcia Warszawy od rządowych inwestycji, jeśli wygra ktoś inny niż ich kandydat.

Patryk Jaki, kandydat PiS na prezydenta stolicy, od miesięcy opierał swoją kampanię na obietnicach radykalnego przyspieszenia jej rozwoju. Jak z rękawa rzucał propozycjami budowy kilkudziesięciu kilometrów metra czy specjalnej strefy ekonomicznej nad Wisłą z biurowcami o dubajskich kształtach. We wtorek tę marchewkę przesłonił potężny kij, którym pomachał Piotr Guział, kandydat na wiceprezydenta miasta. To jemu w kampanii przypisano rolę „złego policjanta” uprawnionego do brutalnych ataków, z którymi Jaki nie chce być kojarzony jako „ten dobry policjant”.

Guział napisał na Twitterze: „Gdy wygra Trzaskowski, Warszawa na lata będzie odcięta od funduszy z budżetu państwa na budowę metra, mostów i obwodnicy, bo rząd PiS nie zaufa PO”.

We wtorek wieczorem w telewizji Polsat News Jaki powiedział, że z tym zdaniem „częściowo się zgadza”, i z rozbrajającą szczerością dodał: – Trudno, żeby nasz rząd finansował mosty dla Rafała Trzaskowskiego.

Zagotowało się. Groźby skrajnego upartyjnienia stosunków rząd – samorząd ściągnęły lawinę krytyki. – Inwestycje nie są ani dla mnie, ani dla Patryka Jakiego, tylko dla warszawianek i warszawiaków – mówił oburzony Rafał Trzaskowski, kandydat PO na prezydenta stolicy. – Warszawiacy płacą podatki. To z nich między innymi finansowane są inwestycje. Traktowanie budżetu państwa jak partyjnej skarbonki jest jednym wielkim skandalem!

Obóz Jakiego prowadził w kampanii narrację, że opozycja potrafi tylko „straszyć PiS-em”. Szantaż Guziała nagle jednak potwierdził najgorsze stereotypy o PiS jako ugrupowaniu, które zawłaszcza i upartyjnia wszystkie sfery życia. Zbulwersował warszawiaków, być może część z nich zmotywował do pokazania kandydatowi PiS „czerwonej kartki”, o co zaapelował Trzaskowski.

Dlatego sztabowcy kandydata PiS szybko zrejterowali i próbowali załagodzić sytuację. Jaki wczoraj po południu mówił, że „nie autoryzował” wypowiedzi Guziała. A jego poplecznicy zaczęli tłumaczyć, że został źle zrozumiany. Że w jego wypowiedzi chodziło o to, że Trzaskowski nie dostanie pieniędzy na mosty, bo nie chce budować mostów, tylko kładki pieszo-rowerowe.

Ale sztabowcy PiS nie zdążyli uzgodnić strategii i na briefingu przed Ministerstwem Finansów Guział brnął dalej: – Samorząd może otrzymać ekstra dotacje celowe z rządu, jeśli politycy będą umieli współpracować z rządem. Gwarantem dobrej współpracy z rządem jest minister Jaki. Albo warszawiacy wybiorą prezydenta, który będzie wydawać budżet miasta, środki europejskie i tylko tyle, albo wybiorą prezydenta, który może dla Warszawy uzyskać jeszcze więcej.

Pora stwierdzić oczywistą oczywistość. Mosty nie są partyjne. Wodociągi nie służą ani wyłącznie wyborcom Platformy, ani tylko wyborcom PiS. Zaangażowanie rządu w walkę ze smogiem nie może być uzależniane od tego, czy w wielkich miastach rządzi PiS, czy opozycja.

Jeżeli ktoś tego nie rozumie, nie rozumie samorządu ani w ogóle podstaw działalności publicznej. I powinien być trzymany od niej z daleka.

Ten szantaż potwierdził najgorsze stereotypy o PiS jako ugrupowaniu, które zawłaszcza i upartyjnia wszystkie sfery życia

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.