Między feministkami a Kościołem

Patryk Jaki ma cechę, której się u ludzi boję. Ten człowiek po prostu wszystko wie. On się nie zastanawia. Strzeż mnie, Panie, przed ludźmi, którzy nie mają wątpliwości.

Gazeta Wyborcza - - WYBORCZA NA WYBORY - ROZMOWA Z MICHAŁEM KEMPĄ komikiem, komentatorem „Szkła kontaktowego”

KACPER SULOWSKI: Od kiedy się interesujesz polityką?

MICHAŁ KEMPA: Zacząłem wyjątkowo wcześnie, bo jako nastolatek. Przysłuchiwałem się rozmowom starszych kuzynów i się wciągnąłem. To był czas m.in. afery Rywina, koalicji PiS z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Dokładnie pamiętam sondaż, w którym partia Andrzeja Leppera miała ponad 30 proc. poparcia. Myślę, że to szczególny fakt w historii III RP. Co trzeci Polak chciał zagłosować na opalonego faceta w biało-czerwonym krawacie o elokwencji kierownika hurtowni z Radzymina. To dużo mówi o kondycji społeczeństwa. Przy całym szacunku dla wszystkich kierowników wszelakich hurtowni z Radzymina.

I o sensie demokracji. Jesteś jej zwolennikiem?

– Moje nastoletnie fascynacje nie były demokratyczne.

Bóg, honor, ojczyzna?

– Mogłem być totalnym lewakiem i anarchistą lub prawicowcem. Byłem tym drugim, ale nie narodowcem, tylko libertarianinem. Myślałem, że jeśli zlikwidujemy podatki, to wszyscy będą szczęśliwi. Dzisiaj też tak myślę, ale tylko jeden dzień w roku. Kiedy dostaję rozliczenie podatkowe. Potem mi libertarianizm przechodzi.

A przez pozostałe 364 dni?

– Prowokacyjnie moją ideologię nazwałbym tuskizmem. Ewentualnie merkelizmem. Przez długi czas uważałem zarówno naszego byłego premiera, jak i panią kanclerz za symbol koniunkturalizmu, bezbarwności, tchórzostwa. A teraz widzę, jak sprawni są to politycy. Doceniam ich za to lawirowanie między progresywnymi liberałami, feministkami a Kościołem i konserwatystami. Przemiany społeczne są trwałe i prawdziwe, jeśli wychodzą z dołu, a nie z góry.

A polityk co ma robić?

– Polityk ma pilnować, żeby był spokój. Żeby nikt nie robił rewolucji. Dlatego w każdej ważnej sprawie – aborcja, związki partnerskie, czy nawet wycinka lasu – wszystkie problemy powinno rozwiązywać się tak, żeby jak najmniej ludzi było wkur... To jest moja ideologia. Taki oświecony cynizm.

Kto w Warszawie będzie takim politykiem?

– Mój głos na pewno oddam na ruchy miejskie. Gdyby aktywiści się dogadali i wystawili jedną listę, nie miałbym wątpliwości. W obecnej sytuacji będę musiał zdecydować, do kogo mi najbliżej.

W drugiej turze raczej nie będziesz miał takiego wyboru. Co zrobisz?

– Wybór między dwoma głównymi kandydatami wydaje się oczywisty. Choć z ciężkim sercem. Patryk Jaki posiada cechę, której bardzo nie lubię i której się u ludzi boję. Ma ją większość polityków, ale u niego jest szczególnie widoczna. Ten człowiek po prostu wszystko wie. On się nie zastanawia. On nie ma wątpliwości. On wie. Strzeż mnie, Panie, przed ludźmi, którzy nie mają wątpliwości.

Denerwują mnie też gadki o pięciu liniach metra i budowaniu nowej dzielnicy. Przykro mi też, kiedy ktoś kojarzy rowerzystów z lewicową propagandą. Nawet jeżeli nie mówi tego sam Jaki, to mówi to jego zaplecze ideowe, medialne i polityczne. A on się od tego nie odcina. Jeżdżę na rowerze i nie wiążę tego z żadną ideologią. Wiążę to z pasją. I to nie jest pasja, do której namówił mnie Soros i międzynarodówka lewacka.

Co ci się nie podoba w Warszawie?

– To, że nie mamy wesołych świąt narodowych. Wszystkie rocznice kojarzą się z napieprzaniem się. Kiedy przyjechałem tu 11 lat temu, na marsze ONR przychodziło 200 osób. Może gdybyśmy ich zostawili i nie interesowali się tym, to nie byłoby teraz takiego problemu? Wydaje mi się, że wojna z ONR-em tylko napędziła mu popularności. To środowiska, które uwielbiają być szykanowane, blokowane, nie, dopuszczane do głosu. Bo narracja bycia ofiarą jest skuteczna.

Denerwuje mnie jeszcze stan infrastruktury rowerowej. Na ścieżkach rysowanych na chodnikach jest niebezpiecznie, ludzie jeżdżą szybko, po ścieżkach chodzą dzieci. Drogi rowerowe powinny być wyznaczane na ulicy.

Wyrzuciłbyś auta z centrum miasta?

– Nie byłbym tak radykalny. W Warszawie ciężko byłoby wyznaczyć ścisłe centrum. Poza tym nie dysponujemy tak dobrą alternatywą w postaci komunikacji zbiorowej.

Czego życzysz Warszawie po wyborach?

– Nie chcę rewolucji. Niech się zmienia w dobrą stronę, ale niech za zmiany odpowiadają obywatele. Do tej pory w samorządzie mieliśmy za mało ludzi z samego dołu, z inicjatyw lokalnych skupionych w dzielnicach. Życzyłbym Warszawie, żeby w końcu miała prezydenta aktywistę, z ruchu miejskiego. Jeśli nie po tych, to może po kolejnych wyborach.

- Moje nastoletnie fascynacje nie były demokratyczne – mówi Kempa

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.