Morawiecki, druh PO

To Jan Krzysztof Bielecki, mentor Donalda Tuska i były premier, wprowadzał Mateusza Morawieckiego na polityczne salony. – My nie wiemy, kim on jest. Sprawa jest trudna dla naszego elektoratu, bo nie jest tak pragmatyczny jak wyborcy PO – żali się działacz

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - AGATA KONDZIŃSKA, IWONA SZPALA

To Jan Krzysztof Bielecki, mentor Donalda Tuska i były premier, wprowadzał Mateusza Morawieckiego na polityczne salony. Nim został ulubieńcem prezesa PiS, w środowisku liberałów spędził lata. – Można powiedzieć, że koncertowo nas ograł – przyznają w PO. – My nie wiemy, kim on jest – mówią w PiS

– Morawiecki to przede wszystkim duży biznes, a potem duża polityka. Kiedy Onet odpalił taśmy z premierem nagrane w restauracji Sowa i Przyjaciele, Platforma mogła nam naprawdę zaszkodzić. Wystarczyło zagrać kilkoma cytatami. Ci z PO, owszem, krytykowali, ale raczej rytualnie, nie tak, jak potrafią, gdy im zależy – mówi nasz rozmówca z PiS. – I to jest najlepszy dowód, że Morawiecki ma wciąż wielu wpływowych przyjaciół po tamtej stronie. Tyle że nie należy ich szukać w polityce, ale na jej zapleczu.

– Teorie spiskowe PiS. Morawiecki był u nas promowany i popychany w szeroko pojętym środowisku młodszego pokolenia, które jednak miało podziemną kartę. Sądziliśmy, że mamy te same poglądy. Ale on chciał władzy i poszedł tam, gdzie mu ją dawali. Można powiedzieć, że koncertowo nas ograł – przyznaje polityk PO.

Pytamy, czy się przedstawi. Nie, wolałby pozostać anonimowy, tak jak inni jego koledzy z Platformy, z którymi rozmawiałyśmy.

Morawiecki, nim został ulubieńcem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, w środowisku liberałów spędził lata. Poznał ludzi, którzy dbali o gospodarcze zaplecze rządu PO: dzielili wpływy w spółkach skarbu państwa, doradzali w gabinetach polityków.

– To jest topowa grupa menedżerów, która stara się utrzymać na powierzchni niezależnie od tego, kto rządzi. Teraz mają swojego człowieka na szczytach i proszę nie dawać wiary, że Morawiecki zerwał wieloletnie znajomości tylko dlatego, że związał się z naszą formacją – podkreśla kolejny polityk PiS.

Mentor Bielecki

Rok 2010. Morawiecki jako prezes banku BZ WBK dostaje się do wąskiego grona doradców Donalda Tuska. Nazywają się Radą Gospodarczą przy premierze, spotykają co dwa tygodnie. Jacek Rostowski, były wicepremier i minister finansów w rządzie PO-PSL: – On był też członkiem Rady Rozwoju Rynku Finansowego przy ministrze finansów. Kiedy nastąpił światowy kryzys w 2008 r., to histeryzował, że zaraz zagraniczne centrale każą wyprowadzać pieniądze i ograniczać kredyty w Polsce. Było kilku takich prezesów banków. Chcieli, by państwo zagwarantowało im wszystkie przepływy międzybankowe. Odmówiłem. Uważałem, że to bez sensu, bo dlaczego banki miałyby wycofywać pieniądze z dobrego rynku i przenosić je na zły, np. irlandzki. Okazało się, że miałem rację.

W lutym 2012 r. Morawiecki kończy współpracę z Radą Gospodarczą, ale wciąż stara się utrzymać w orbicie rządzącej PO. Wiosną 2013 r. w restauracji Sowa i Przyjaciele raczy się specjałami kuchni z prezesem PKO PB Zbigniewem Jagiełłą, prezesem Polskiej Grupy Energetycznej Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską.

Jagiełło to przyjaciel Morawieckiego z Solidarności Walczącej i wspólnych biznesów początku lat 90., gdy próbowali zostać przedsiębiorcami. – Chronią się wzajemnie od lat. W 2009 r. Jagiełło dostał prezesurę PKO BP od Platformy, a Morawiecki mógł mieć posadę ministra skarbu, który ma kontrolę nad spółkami z udziałem skarbu państwa – mówi polityk PiS. – Gdy wszedł do rządu PiS, chronił Jagiełłę. U nas w partii są tacy, którzy sądzą, że to Jagiełło, zdolniejszy i inteligentniejszy od Morawieckiego, pchnął go w stronę PiS i namówił na politykę.

Kilian to z kolei dobry znajomy Tuska, gdański liberał, który od lat 90. zrobił błyskotliwą karierę państwowego menedżera. – To też człowiek, do którego Tusk miał słabość, a proszę wierzyć, że premier takich znajomości miał niewiele. Woli trzymać życzliwy dystans – opowiada osoba z otoczenia Tuska.

Z Kilianem Morawiecki jest w doskonałych relacjach. Ale to Jan Krzysztof Bielecki – mentor Tuska, były premier, a potem szef banku Pekao – wprowadzał dzisiejszego premiera na polityczne salony. – On okropnie nie lubi o tym rozmawiać. Gdy się go zaczepi, to mówi, by dać mu spokój – podkreśla znajomy Bieleckiego.

Tym bardziej że za sprawą Kaczyńskiego ludzie usłyszeli, że Morawiecki, trzymając się PO, grał na dwa fronty. – Być może mówię to publicznie po raz pierwszy. Współpracował z nami. Współpracował jeszcze ze świętej pamięci Grażyną Gęsicką i Aleksandrą Natalli-Świat. Później z Beatą Szydło – mówił Kaczyński w TVP po ujawnieniu taśm z Sowa i Przyjaciele.

Morawiecki wstawał więc od stołu doradców Tuska i jechał doradzać PiS. – Dla polityków to skandal, dla ludzi biznesu nic nadzwyczajnego. Jak się gra wysoko, to trzeba dbać o wpływy u rządzących i w opozycji, bo władza się zmienia – tłumaczy osoba związana ze środowiskiem PiS.

– Bielecki pożegnał się z Morawieckim bez rozgłosu, w Radzie Gospodarczej wszystko odbyło się elegancko. Wcześniej mieliśmy jakieś sygnały, że może chodzić do PiS – opowiada prof. Ireneusz Krzemiński, który też był jej członkiem. – Morawieckiemu nie udało się przekonać do siebie Tuska. Mógł go dwa razy wprowadzić do rządu. Na ministra skarbu, potem na ministra finansów, ale z jakichś powodów tego nie zrobił – twierdzi osoba, która za czasów PO współpracowała z premierem.

Bo Morawiecki był sondowany w sprawie objęcia resortu finansów i stanowiska wicepremiera, ale zdaniem naszych rozmówców z Platformy nigdy nie było rozmowy z Tuskiem na ten temat.

Rostowski tak to wspomina: – Zaproponowałem mu, by został ministrem finansów we wrześniu 2013 r., bo ja chcę odejść. Nie był zainteresowany. Wtedy myślałem, że to poważny człowiek. Nie przyszło mi do głowy, że może tak ustawicznie kłamać i ma taką pogardę dla ludzi.

Jeden z ekspertów Rady Gospodarczej opowiada, że Morawiecki raczej słuchał, niż mówił. A na koniec zwykle przychylał się do zdania większości.

Stówka dla Grada

Prof. Krzemiński opowiada, jak próbował wydać antologię polskiego liberalizmu. Przez dwa lata chciał zainteresować tematem wpływowych kolegów liberałów. Chodziło o dofinansowanie w wysokości ok. 20 tys. zł. Bez efektu.

Opasły tom „Liberalizmu polskiego”, blisko 600 stron tekstów „o współczesnej polskiej myśli liberalnej, reprezentowanej przez gdańskie środowisko tego nurtu, oraz jego zwięzła historia od czasów karnawału »Solidarności” w 1980 roku do zjednoczenia Kongresu Liberalno-Demokratycznego z Unią Wolności”, ukazał się w 2015 r. Wydawnictwo wsparł bank BZ WBK, czyli ówczesny prezes Morawiecki.

– Zgodził się, ale z jedną uwagą. Powiedział mi, że musi się w nim ukazać tekst jego przyjaciela Krzysztofa Kiliana – mówi prof. Krzemiński. – Czekałem na materiał dwa miesiące, bo Kilian to człowiek zajęty.

Trzy lata później PiS atakuje Platformę, wyciągając m.in. postać Kiliana. Posłanka Joanna Lichocka komentuje dla TV Republika i portalu Niezależna: „Można by poprosić pana Krzysztofa Kiliana, jednego z kumpli Donalda Tuska, o zwrot 7 mln zł odprawy [z PGE]. Wszyscy wiemy z nagrań z »Sowa i Przyjaciele«, że został wstawiony do zarządu spółki skarbu państwa tylko po to, aby wziąć te pieniądze”.

Suta odprawa dla Kiliana była przywoływana przez PiS podczas prac nad ustawą dotyczącą zarobków dla najwyższej kadry w spółkach państwowych. W ławach rządowych siedział ówczesny wicepremier Morawiecki.

Cofnijmy się kilka lat. W 2008 r. PiS ogłasza bojkot TVN i TVN 24. Według nieoficjalnych informacji za decyzją stoi poseł PiS Marek Suski, zaufany człowiek Kaczyńskiego. Miał w gospodarczym programie TVN dyskutować o restrukturyzacji polskich stoczni z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. Polityk PO miał się na to nie zgodzić, a stacja miała dyskusję odwołać.

„Newsweek” pisze, że Suski zaczął wtedy gromadzić dossier o Gradzie: artykuły prasowe, siatkę jego znajomości i nazwiska członków PO zasiadających we władzach państwowych spółek. W 2011 r. w Sejmie Suski domaga się dymisji Grada, nazywa go najgorszym ministrem skarbu państwa. Platforma broni swojego człowieka. Rok później Grad staje na czele spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1, które odpowiadają za program energetyki jądrowej. To spółki córki PGE, którą zarządza Kilian.

Gdy Suski krąży z teczką, Grad po Sejmie, Morawiecki, Kilian i Matuszewska rozmawiają w 2013 r. w Sowa i Przyjaciele, jak dosypać pieniędzy Gradowi. To to nagranie wykonane przez kelnerów na zlecenie biznesmena Marka Falenty ujawnił Onet. Znajduje się w aktach sprawy afery podsłuchowej.

Morawiecki pyta: „A ty słuchaj: o co mu chodzi? Żeby pieniądze zarobić?”. Matuszewska odpowiada, że tak, że „on jest monotematyczny”. Kilian tłumaczy: „On był długo w polityce, ma wielodzietną rodzinę, czwórkę dzieci”. Konkludują, że za 10 tys. zł trudno się utrzymać. Naradzają się, ile Grad powinien zarobić. Kilian: „Możemy mu zapłacić cztery dychy i koniec”. Morawiecki pyta, czy Grad ma „jakąś fundację, stowarzyszenie albo firmę jakąś?”. Radzi: „Zapytajcie go jakoś po cichutku. Ja bym spróbował tak bardziej jednorazowo. Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy coś. Dajcie mi pełne dossier. Pomyślę i jednorazowo będę mu mógł na pewno coś sprokurować”. Kilian zapewnia, że warto.

Grad od 2015 r. jest poza bieżącą polityką. Pytany o nagrania mówi „Wyborczej”: – Pamiętając, jak złe były moje relacje z większością uczestników tej rozmowy, odbieram to jako przejaw fałszywej troski. Nie byłem i nie jestem beneficjentem tej rozmowy. Nigdy nie prosiłem ani nie oczekiwałem, by ktokolwiek załatwiał mi cokolwiek w banku BZ WBK.

Wykosił gwardię

Nasz rozmówca z PiS mówi o konwencji partii w Bydgoszczy, pierwszej po upublicznionych nagraniach. – Pierwsze rzędy, czołówka naszych działaczy, z twarzami bez wyrazu słuchają wystąpienia Morawieckiego. Tylko prezes Kaczyński nachylony do przodu z dumą słucha Mateusza – opowiada nasz rozmówca.

Mówi, że praktycznie nikt z czołówki PiS – poza Kaczyńskim – publicznie premiera nie broni. Z komunikatami występuje jedynie rzeczniczka partii Beata Mazurek, a inni – gdy zaczepią ich media.

– Prezes postawił na jedną kartę i praktycznie wymusił wymianę szefa rządu w grudniu 2016 r. Beata Szydło nie była ideałem, ale była nasza. Teraz Morawiecki znowu o sobie przypomniał jako obcy – podkreśla polityk z Nowogrodzkiej. W 2016 r. na zapleczu gospodarczym rządu krąży donos. To sieć personalnych powiązań, która ma wykazać, że Morawiecki to wciąż człowiek środowisk PO. Autorzy twierdzą, że z tylnego siedzenia krajem nadal rządzi Bielecki z Kilianem.

Dziś nie ma mowy o wymianie premiera, ale w partii współczuje mu niewielu. Dla sprawdzonej gwardii PiS to debiutant i bankster, który wykosił starych partyjnych druhów jak minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.

Prof. Witold Orłowski, który był z Morawieckim w Radzie Gospodarczej, w rozmowie z portalem naTemat wspominał: – Gdy rozmawiałem z Mateuszem Morawieckim, on wielokrotnie mówił, że ekonomia wcale nie jest jego pasją. Twierdził, że tą prawdziwą pasją jest dla niego historia. Kiedy jednak wszedł do rządu, zauważyłem, że tak naprawdę nie pasjonuje go ani ekonomia, ani historia. Dziś widać, że jego życiową pasją jest polityka.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.