Polska tęczowa rośnie w siłę

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - PIOTR ŻYTNICKI

Dziś o godz. 10.30 sąd zdecyduje, czy w sobotę odbędzie się pierwszy w historii Marsz Równości w Lublinie. W porównaniu z poprzednim rokiem liczba takich marszów się podwoiła. W tym roku po raz pierwszy środowiska LGBT maszerowały m.in. w Koninie, Rzeszowie, Opolu

W ciągu roku podwoiła się liczba Marszów Równości w Polsce. Większość prezydentów miast ich nie widzi, nieliczni obejmują patronatami i sami w nich uczestniczą. Tylko prezydent Lublina postanowił marszu zakazać.

– Czy w historii polskich Marszów i Parad Równości zdarzyło się, by któryś z uczestników zachowywał się agresywnie? Czy był przypadek, że rzucaliśmy kamieniami, obrażaliśmy kogoś? Chodzę na marsze od siedmiu lat i nie pamiętam takiej sytuacji – mówi Mateusz Sulwiński ze stowarzyszenia Grupa Stonewall organizującego marsze środowisk LGBT w Poznaniu.

W tym roku w poznańskim Marszu Równości przeszło pięć tysięcy ludzi, wśród nich – już po raz czwarty – prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak z Platformy Obywatelskiej. Był pierwszym prezydentem polskiego miasta, który uczestniczył w takim wydarzeniu. W tym roku – znów w awangardzie – objął Marsz Równości patronatem.

Zagrożenie zdrowia i życia

Jaśkowiak jest partyjnym kolegą Krzysztofa Żuka, prezydenta Lublina, który kilka dni temu zakazał organizacji pierwszego Marszu Równości w swoim mieście. W środę sąd okręgowy podtrzymał jego decyzję. Powodem miało być zagrożenie zdrowia i życia uczestników, bo narodowcy i kibole zaplanowali kontrdemonstrację (jej organizacji również zakazano).

Prezydent Żuk zakazał imprezy w czasie szczególnym. Polska jeszcze nigdy nie była tak tęczowa. W ubiegłym roku ulicami polskich miast przeszło siedem takich marszów. W tym roku – już 13. Ten w Lublinie miał być czternasty. Sezon zamknie 20 października pierwszy Marsz Równości w Zielonej Górze.

W tym roku po raz pierwszy środowiska LGBT maszerowały ulicami Konina, Rzeszowa, Opola, Częstochowy, Szczecina. W Katowicach marsz reaktywowano po 10 latach przerwy. Sulwiński widzi dwa powody takiego skoku: – Pierwszy to frustracja rządami PiS. Trudno spokojnie siedzieć w domu, gdy partia rządząca nie kryje się z homofobią. Drugi powód to sukces dotychczasowych imprez. W Poznaniu, Gdańsku czy Warszawie liczba uczestników rośnie z roku na rok, nasze postulaty stają się bardziej widoczne. To pomaga uwierzyć, że Marsz Równości można zorganizować wszędzie. Nie bez znaczenia jest też zmiana pokoleniowa. W naszym stowarzyszeniu pracujemy z bardzo młodymi osobami, które nie mają problemu z tym, by owinąć się tęczową f lagą, iść w miasto i rozmawiać z ludźmi o naszych sprawach. Im już nikt nie wmówi, że powinni siedzieć w szafie. To jest wielki sprawdzian dla polityków, którzy nie nadążają za tą zmianą. Dzięki temu, że marsze pojawiają się w kolejnych miastach, możemy sprawdzić stan demokratycznej świadomości samorządowców. Niektórzy, jak prezydent Żuk, ten test spektakularnie oblewają.

Większość samorządowców w tym teście nie chce jednak uczestniczyć. Oprócz prezydenta Poznania w Marszu Równości chodzi jedynie prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (objął patronatem Trójmiejskie Dni Równości). Mimo zaproszeń w Marszu Równości nie uczestniczył nigdy prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Z kolei warszawskiej Paradzie Równości patronatów od lat odmawia prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wśród uczestników pierwszej takiej imprezy w Rzeszowie jedynym lokalnym politykiem był jeden z radnych SLD.

RPO: Konstytucja zapewnia wolność zgromadzeń

Żaden z samorządowców od lat nie zakazał jednak marszu. W 2005 r. zrobił to ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński, powołując się na utrudnienia w ruchu drogowym. Trybunał Konstytucyjny uznał potem, że nie może być to podstawą do ograniczania prawa do zgromadzeń. W tym samym roku marszu zakazał ówczesny prezydent Poznania Ryszard Grobelny. Powołał się na zagrożenie zdrowia, życia i mienia – tak samo jak teraz Żuk. Mimo zakazu uczestnicy zebrali się w centrum Poznania i zostali brutalnie spacyfikowani przez policję. Naczelny Sąd Administracyjny uznał potem decyzję Grobelnego za bezprawną, bo groźba kontrdemonstracji nie może być podstawą zakazu pokojowej demonstracji.

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich, w rozmowie z „Wyborczą” zauważa, że tamten wyrok miał znaczenie tylko symboliczne, bo zapadł kilka miesięcy po wydaniu zakazu. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał potem, że prawo powinno gwarantować organizatorom zgromadzeń rozpoznanie ich odwołania jeszcze przed datą zgromadzenia. W czasie rządów PO zmieniono przepisy i wprowadzono szybszą ścieżkę odwoławczą w sądach powszechnych. To z niej korzystają teraz organizatorzy lubelskiego marszu.

Bodnar staje po ich stronie. – Konstytucja każdemu zapewnia wolność organizowania pokojowych zgromadzeń. To obowiązkiem władzy jest umożliwienie odbycia zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu – podkreśla.

Zakładnicy kontrdemonstracji

Zwraca też na to uwagę Sulwiński: – Decyzja prezydenta Lublina to dowód na to, co widać już od dawna: jesteśmy zakładnikami kontrdemonstracji. W powszechnym przekonaniu Marsz Równości równa się kontra. Tam, gdzie my krzyczymy o równe prawa, obowiązkowo muszą być też zamaskowani bandyci, którzy niszczą, atakują i opluwają. Politycy, media, społeczeństwo – wszyscy już do tego przywykli. Przemoc się banalizuje, staje się niewidoczna. Bryluje chory centryzm, którego ostatecznym wykwitem była decyzja Krzysztofa Żuka. Skoro jedni przychodzą i krzyczą, to trzeba pozwolić też innym. Jak zakazywać, to również obu stronom. Szczegóły, treść, postulaty, to wszystko staje się nieistotne.

Przeciwnicy Marszów Równości organizowali w tym roku kontrdemonstracje również w innych polskich miastach. Za każdym razem policja nie dopuszczała do ataków czy incydentów.

Ostateczną decyzję w sprawie lubelskiego marszu wydać ma dziś Sąd Apelacyjny w Lublinie.

W tym roku w poznańskim Marszu Równości przeszło 5 tys. ludzi

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.