NOSOWSKA Nowa płyta i nowe otwarcie w życiu

Przez całe życie czułam się kimś bez znaczenia. Mam prawie 50 lat i dopiero teraz coś z tym zrobiłam

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - KATARZYNĄ NOSOWSKĄ piosenkarką ROZMAWIAŁ JAREK SZUBRYCHT

JAREK SZUBRYCHT: Każdy twój ruch wywołuje emocje. Zamieszczasz zabawne filmiki w portalu społecznościowym – źle. Usuwasz je – niedobrze. Pokpiwasz z Chodakowskiej – jak możesz? Chcesz z nią ćwiczyć – jeszcze gorzej… Filmami z Instagrama i książką „A ja żem jej powiedziała…” zwróciłaś na siebie uwagę ludzi, którzy wcześniej niespecjalnie interesowali się twoją twórczością, za to teraz chcą mieć ciebie na własność. KATARZYNA NOSOWSKA: To się znakomicie zgrywa z czasem, który przeżywam jako człowiek. Postanowiłam się oczyścić i zawiesiłam sobie w tym poprzeczkę bardzo wysoko. Zwróciłam się ku sobie. Gdzieś przeczytałam, że człowiek w okolicach pięćdziesiątki powinien przestawić akcent na siebie z tego, co na zewnątrz. To ma go przygotować do godnego odejścia. Uznałam, że to prawda, że to jest mój czas.

Postanowiłam przewartościować wszystko, czym żyłam do tej pory. Chcę się dowiedzieć, kim naprawdę jestem. Może to brzmi banalnie, ale to najważniejsze i najtrudniejsze pytanie, jakie można sobie postawić. Zadaję sobie też pytanie, które nawyki i prawdy rządzące moim życiem są naprawdę moje i wartościowe, a które zostały mi odgórnie narzucone.

Tu pojawiają się reakcje ludzi na to, co robię – czuję, że są specjalnie skonstruowane na potrzeby tej przemiany we mnie. To są testy. Dzięki nim sprawdzam, na ile rzeczywiście wzmocniłam swój kręgosłup. Sprawdzam, czy potrafię w praktyce stosować te wszystkie prawdy, które uznałam za ważne.

Co to za prawdy?

– Choćby taka, że muszę się nauczyć stawiać granice. Nigdy tego nie potrafiłam, byłam typem, który pozwalał się nadużywać na wszystkich frontach. Przepraszałam za to, że żyję. Nie umiałam ucieszyć się z tego, co stworzyłam. Nie potrafiłam przyjąć dobrego słowa, przeżywałam wszystkie negatywne komentarze. Bardzo zależało mi na tym, żeby mnie wszyscy lubili, skoro jestem sympatycznym człowiekiem i nie wadzę nikomu. Teraz już wiem, że to kompletna bzdura.

W swoich tekstach byłaś zawsze bardzo serio. Tymczasem i w filmach, i w książce mieszasz żarty z wypowiedziami najzupełniej poważnymi, czasem wręcz smutnymi. Nie wszyscy potrafią oddzielić zabawę od wskazówek, w których Nosowska mówi, jak żyć.

– Ja tego nie oddzielam. Mam tendencję do zaśmiewania traumatycznych doświadczeń. Psycholog uświadomił mi, że jest czymś strasznym, iż o rzeczach piekielnie trudnych mówię żartem. To mechanizm obronny, który ułatwia przetrwanie. Dzieci często tak robią. Postawione w sytuacji, z którą nie potrafią sobie poradzić, wygłupiają się, przyjmują rolę błaznów, żeby odjąć trochę tego ciężaru. Filmiki narodziły się w momencie, który był dla mnie bardzo trudny, i w szczególny sposób mi pomagały. Zwykle kręciłam je rano. Angażowałam się w nie, wymyślałam sobie ten świat, bawiłam się tym – i dzień od razu nabierał innego znaczenia. Potem było ciężko, ale lepiej było zacząć dzień od śmiechu niż od kopania się z koniem.

Na tej płycie niejednemu nadepniesz na odcisk: „Co zrobiła matka, że tak się boisz kobiet? Co zrobił ojciec, że mścisz się na obcych?”.

– Używam drugiej osoby liczby pojedynczej, ale mówię też do siebie. Ja to sprawdziłam. Nie da się rozwiązać bieżących problemów – ze sobą, ze światem, w związku, w pracy, wszędzie... – jeśli nie odpowiemy sobie, co poszło nie tak, dlaczego na wszystko reagujemy automatycznie i zwykle źle. Ja też byłam psem Pawłowa. Ktoś zapalał lampkę, a ja reagowałem. Oczywiście, nie da się zmusić świata, by tej lampki nie zapalał, ale można się zastanowić, skąd biorą się schematy naszych na nią reakcji. Odpowiedź zawsze kryje się w dzieciństwie. Człowiek rodzi się czysty i do siódmego roku życia wszystko chłonie. Na jego twardym dysku zapisują się ogromne ilości informacji. Wszystko zależy od fartu lub niefartu, od tego, w jakie trafił otoczenie, jacy są jego rodzice. Dla małego dziecka rodzice to cały wszechświat, ono nikogo więcej nie zna. Piosenka „Kto ci to zrobił?” jest o lęku, którego nauczono nas w dzieciństwie. Ja nie oceniam, tytułowe pytanie zadaję niemal z czułością, bo ludzie, którzy reagują agresją na świat, najczęściej nie są temu winni. Ale mogą coś zmienić.

Tekst „Mówiła mi matka” to niby nic, takie matczyne gderanie, które niemal wszyscy znamy z dzieciństwa. Nie zwracamy na to uwagi, traktujemy jak szum tła, ale zostaje z nami…

– …i kładzie się cieniem na całym życiu. W tym tekście pojawiają się słowa, które słyszałam od matki, a wcześniej ona od mojej babci. Przyłapałam się na tym, że niektóre z nich serwowałam synowi. To teksty, które są własnością nas wszystkich, tak się w Polsce mówi do dzieci.

„W kogo ty się wdałaś?”, „My dla ciebie sobie żyły wypruwamy”, „Ty mnie chcesz wpędzić do grobu” – mówione są z miłości, ale mogą krzywdzić.

– W innej piosence śpiewam, że „jestem tylko dodatkiem”. Ja to naprawdę usłyszałam, kiedy byłam mała. Miałam może osiem lat. Zapamiętałam to. Jedno zdanie, które naznaczyło mnie na życie. Mogę mieć milion Fryderyków, ale nigdy nie poczułam, że zrobiłam coś dobrego, że jestem coś warta. Zawsze czułam się tym dodatkiem, kimś bez znaczenia, zawsze byłam przygarbiona. Mam prawie 50 lat i dopiero teraz próbuję coś z tym zrobić. Ale może dotrę z tym przekazem do młodszych, może spróbują wcześniej. Niech żyją lepiej.

Dlatego zdecydowałeś się aż tak obnażyć w tekstach z nowej płyty?

– Ten rok jest dla mnie szczególny. Po raz pierwszy w życiu czuję, że mam jakąś sprawczość, że mogę wziąć za siebie odpowiedzialność. „Basta” jest zamknięciem pewnego etapu, najtrudniejszego w moim życiu. Te teksty pisałam niemal pismem automatycznym. Musiałam to zrobić, żeby z tym wszystkim skończyć. Musiałam to z siebie wyrzucić.

Treść podyktowała formę? Na tej płycie krzyczysz, mówisz, rapujesz – ale prawie w ogóle nie śpiewasz.

– Czułam, że mam coś do przekazania, ale czułam, że nie ma opcji, żebym mogła to zaśpiewać. Nie byłam w stanie. Melodia przeszkadzałaby mi w tej wypowiedzi.

„Basta” to prosty, konkretny przekaz i równie bezpośrednia forma. Dlatego rozpoczęłaś współpracę z nowym producentem, Michałem „Foxem” Królem? Nie słynie z subtelności, ale jest skuteczny w tym, co robi.

– Wszystko na tej płycie jest dla mnie inne i nowe. Przez wiele lat pracowałam z Marcinem Borsem i przyzwyczaiłam się do jego metody produkcji. Polegało to na tym, że nagrywałam milion wersji jednej piosenki. Myślałam, że tak trzeba. A Fox wręcz zachęcał mnie do tego, żebym przestała cisnąć. Całą piosenkę „Dosyć” nagrałam za pierwszym podejściem. Po prostu to powiedziałam. Nie spodobała mi się pierwsza wersja innego utworu, refren wydawał mi się zbyt miękki. „Zbrzydźmy go!” – zaproponowałam. „Zajebiście!” – Fox na to. Powiedział, że jako producent po raz pierwszy spotkał się z artystą, który chce coś zepsuć.

„Basta” jest płytą o przemocy. Fizycznej, ale i psychicznej…

– Ta jest gorsza.

O przemocy, którą przyjmujemy, a potem oddajemy. Może tak już musi być? Może świat jest tak urządzony.

– Jedynym punktem wszechświata, na który mamy wpływ, jesteśmy my sami. Tylko tutaj możemy dokonywać zmian. Mamy poczucie porażki, kiedy próbujemy wpłynąć na cokolwiek innego. Mówimy: „Nie traktuj mnie tak”, „Błagam, nie rób mi tego”, „Nie bij mnie” albo „Nie mów mi tych wszystkich brzydkich rzeczy, bo ja się mogę zabić, taka jestem wrażliwa”. To nie ma sensu.

Możemy natomiast zmienić swoją reakcję na bęcki, które daje nam świat. Wymaga to ogromnej czułości wobec samego siebie, a często nam jej brakuje, podobnie jak świadomości, że jesteśmy sobie najbliżsi. Wierzę w to, że winni jesteśmy sobie czułość i opiekę. Bez tego zawsze będziemy mieć poczucie, że ktoś chce nam zrobić krzywdę.

Jak obudzić w sobie tę świadomość? W książce z dużą rezerwą wypowiadasz się o psychoterapii.

– Terapia może być bardzo pomocna, ja po prostu nie miałam szczęścia. Podjęłam trzy próby, ale jakoś nie poszło. Kiedy pisałam książkę, nie miałam więc doświadczenia terapii, ale niedawno wreszcie ją zaczęłam. Jestem po pięciu spotkaniach. Nie jest to terapia kozetkowa, tylko metoda Alexandra Lowena. Jego zdaniem prawdziwą historię opowiada ciało. Na poziomie intelektualnym mogę się zmierzyć ze swoimi problemami, dokopać się do traumy, przerobić to ze swoim psychoterapeutą... ale ciało wie swoje.

Jestem taka duża, mam wdowi garb, dosyć niezgrabne ruchy – to wszystko ma swoje powody. Moja otyłość nie jest głupią otyłością obżartucha, ale informacją, że wciąż się przed czymś chronię. Moje przygarbione plecy i notoryczny ucisk kręgów szyjnych oznaczają, że coś dźwigam i jest to ładunek mentalny.

Jak twoja terapia ma temu zaradzić?

– Uwalniamy problem przez pracę na sali gimnastycznej. Na przykład tłukę rakietą tenisową w materac (śmiech). Kiedy robiłam to po raz pierwszy, wydawało mi się to okropnie wstydliwe, myślałam, że głupio wyglądam. Ale zaufałam terapeucie i wydarzyło się coś niezwykłego, moje ciało nagle zaczęło puszczać.

Mówisz: „Ja pas!”. To utwór o życiu z alkoholikiem. Rzadkie zjawisko w polskim popie, choć przecież problem powszechny.

– Ludzie nie chcą o tym mówić, wstydzą się. Niepotrzebnie. Alkoholizm nie jest nadmiarem zabawy, ale chorobą. To jak nowotwór, nie wystarczy o tym nie myśleć, żeby minęło. Rozumiem jednak, że ciężko się mówi o alkoholizmie w kraju, w którym jest on znakomitym sposobem na zarabianie przez państwo. Jest w tym jakaś nieskończona perfidia, że angażuje się tyle energii w zakazywanie marihuany i jednocześnie bezczelnie serwuje się alkohol.

Rzadko przechodzisz na płycie z poziomu osobistego na ogólny, ale zdarza się: „Pnie się do góry mur, co nas różni”, „Gilotynowanie jest już w planach”… A tak bardzo nie chciałaś zabierać zdania w wojnie polsko-polskiej.

– Ogromna jest ta presja, z każdej ze stron. A ja z uporem maniaka próbuję powiedzieć, że nie jestem w stanie stanąć po którejś stronie tego muru, bo po żadnej z nich nie poczuję się u siebie. Mam wrażenie, jakby wszyscy byli w amoku, jakby się nażarli czegoś toksycznego. W obu obozach widzę te same wąskie źrenice.

Nie chcę tak patrzeć na świat, to jest szaleństwo. Agresja rodzi agresję. Nie można być tolerancyjnym tylko dla swoich. Nie wydaje mi się, żeby można było siłą, podniesionym głosem czy transparentem sprawić, żeby cokolwiek zmieniło się na lepsze. Nie ma w tym dla mnie miejsca.

Kiedy miałam osiem lat, usłyszałam: „Jesteś tylko dodatkiem”. Zapamiętałam to. Jedno zdanie, które naznaczyło mnie na życie

KAYAX / MARLENA BIELIŃSKA

www.wyborcza.pl

25 października Nosowska wyrusza w trasę promującą „Bastę” po największych miastach. Bilety zostały już tylko na koncerty w Łodzi, Szczecinie i Poznaniu. Druga część trasy w lutym

Katarzyna Nosowska

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.