WYPUŚCILI BESTIE NA ŻER

Polacy pokrzywdzeni przez duchownych pedofilów przygotowują dla papieża Franciszka informację o przerzucaniu sprawców z diecezji do diecezji. Niektórzy księża i prawnicy twierdzą, że wielu biskupów spotkają konsekwencje ze strony Watykanu

Gazeta Wyborcza - - OPINIE - ARTUR NOWAK* Mimo jasnych instrukcji z Watykanu polscy hierarchowie przez lata nie informowali o nadużyciach księży pedofilów

Jeszcze 18 lat temu biskupi na całym świecie za to, co robili z przypadkami pedofilii w diecezjach, odpowiadali przed Bogiem i wiernymi. Prawo świeckie nie przewidywało obowiązku zgłoszenia nadużyć organom ścigania. Wyjątkiem była Francja. Jednak po ujawnieniu skali gwałtów i molestowania, których dopuszczali się duchowni w USA oraz Irlandii, Watykan nie mógł już dalej udawać, że pedofilia w Kościele to problem niszowy.

Śledztwa dziennikarskie i świadectwa ofiar wyciągnęły na powierzchnię ponurą prawdę o tym, jak Kościół ochraniał pedofilów. Zadecydowano więc, aby wykorzystywanie seksualne osoby nieletniej, którego dopuszcza się duchowny katolicki, włączyć do nowej listy przestępstw zastrzeżonych dla Kongregacji Nauki Wiary. Dokument „Sacramentorum sanctitatis tutela” wszedł w życie 18 maja 2001 roku. List podpisany przez kardynała Josepha Ratzingera został wysłany do wszystkich biskupów katolickich. W nowej regulacji ustanowiono wyłączną jurysdykcję w tych sprawach Kongregacji Nauki Wiary. Odpowiedzialnymi za przesyłanie tych spraw do Watykanu stali się biskupi diecezjalni i przełożeni zakonni. W dokumencie, o którym mowa, czytamy: „Jeśli ordynariusz lub hierarcha otrzyma wiadomość, przynajmniej prawdopodobną, o popełnieniu przestępstwa, po przeprowadzeniu badania wstępnego winien powiadomić o tym Kongregację”.

Odpowiedzialnymi za wdrożenie nowego prawa we wszystkich polskich diecezjach byli przede wszystkim najważniejsi liderzy Kościoła katolickiego, czyli nuncjusz abp Józef Kowalczyk oraz Prezydium Konferencji Episkopatu Polski: przewodniczący kard. Józef Glemp, wiceprzewodniczący abp Józef Michalik oraz sekretarz generalny bp Piotr Libera. Śledząc niektóre tylko historie ujawnione w Polsce, można mieć wątpliwości, czy procedura, o której mowa, zaczęła w kraju w ogóle obowiązywać. Z moich ustaleń wynika, że nie była przez nasz Kościół stosowana przez długie lata.

To właśnie m.in. za nieprzestrzeganie procedury papież Benedykt XVI w latach 2005-13 zdymisjonował ok. 80 biskupów. Również Franciszek odsuwał od kościelnych funkcji nie tylko księży dopuszczających się pedofilii, ale też tych, którzy ich chronili. Mogliśmy to obserwować w Chile, gdzie episkopat po namowie Franciszka podał się do dymisji. Kryzys wybuchł po tym, gdy Franciszek powołał na stanowisko biskupa diecezji Osorno Juana Barrosa Madrida oskarżanego o poplecznictwo w związku ze skandalami „seryjnego pedofila” Fernando Karadimy. Co ciekawe, sam papież, który wcześniej bronił swojej decyzji, uderzył się w pierś i przeprosił. Franciszek nigdy by się nie dowiedział o zbrodniach Karadimy, gdyby nie naciski międzynarodowej organizacji skupiającej pokrzywdzonych.

Pokrzywdzeni przez duchownych pedofilów z Polski skupieni w fundacji Nie Lękajcie Się również przygotowują dla Franciszka informację – o przerzucaniu sprawców przez biskupów w Polsce z diecezji do diecezji. Księża współpracujący z fundacją i prawnicy twierdzą, że wielu biskupów czekają kłopoty.

Obecnie polscy hierarchowie zdecydowali się na coś, do czego zbierali się latami. Chcą wskazać sprawców – duchownych pedofilów – w poszczególnych diecezjach. Choć decyzja o sporządzeniu raportu na forum Konferencji Episkopatu Polski nie zapadła jednogłośnie, biskupi nie mogą dłużej czekać, bo nacisk opinii publicznej jest coraz mocniejszy. Zamierzają więc szybko podać liczbę księży zamieszanych w wykorzystywanie nieletnich.

Mylą się jednak, kalkulując, że to załatwi sprawę.

Postawa biskupów choćby w sprawie księdza Pawła Kani może sprawić, że co najmniej kilku z nich będzie musiało odejść w cień. Sprawę opisał w głośnym reportażu, opublikowanym w „Wyborczej” Marcin Kącki. Fakty są szokujące. Biskupi wypuszczali bestię na żer. Kania ma na sumieniu wiele niewinnych ofiar. Hierarchowie – szczególnie biskupi Marian Gołębiewski i Jan Tyrawa – stworzyli mu warunki, by kalał kolejne dzieci, pozwalali mu uczyć religii w szkołach, przenosili z miejsca na miejsce. Nie wzięli za to odpowiedzialności. Jeśli Franciszek będzie konsekwentny, ich los wydaje się przesądzony. Z dokumentów wynika, że Watykan o sprawie Kani był informowany wybiórczo, a biskupi wbrew prawu kościelnemu nie zawiadomili o sprawie na czas Kongregacji Nauki Wiary. Dotarłem do pisma z 28 grudnia 2012 r., z którego wynika, że arcybiskup Gołębiewski dopiero po zatrzymaniu księdza Kani poinformował Kongregację o jego nadużyciach. Siedem lat po tym, gdy było już wiadomo, że przejawia skłonności pedofilskie.

To niejedyna sprawa, w której Watykan nie był na czas poinformowany o nadużyciach księży na terenie polskich diecezji. Duchowny, z którym rozmawiałem, twierdzi, że to norma. Przez pierwsze lata obowiązywania prawa z 2001 r. nikt go nie przestrzegał.

Lucyna Krawiecka, teolożka i osoba zaangażowana w wiarę, zgłosiła w 2001 roku sprawę molestowania nieletnich dziewczynek przez księdza Michała M. w parafii w Tylawie arcybiskupowi Józefowi Michalikowi. Jak wiadomo, hierarcha w liście do wiernych należących do parafii pedofila wziął go w obronę.

W 2011 r. ksiądz Grzegorz K. w trakcie posługi w Otwocku dopuszczał się molestowania ministranta. Jeszcze we wrześniu 2013 r. pełnił funkcję proboszcza na warszawskim Tarchominie. Abp. Hoserowi nie przeszkadzało to, że wobec sprawcy w marcu 2013 r. Sąd Rejonowy w Otwocku wydał wyrok skazujący oraz że toczyło się kolejne śledztwo o molestowanie nieletnich w innej parafii. Ksiądz K. posadę stracił po interwencji mediów. Kuria wszczęła wobec sprawcy postępowanie kanoniczne dopiero w 2014 r.

Najbardziej znanym zakonnikiem wśród chrystusowców jest ksiądz Roman. W 2007 r. wywiózł z domu trzynastoletnią dziewczynę do szkoły z internatem w Szczecinie. Znał jej sytuację, wiedział, że jej rodzice nadużywali alkoholu. Dziewczyna była przez niego maltretowana. W czerwcu 2008 r. został aresztowany. Po odbyciu kary więzienia jak gdyby nigdy nic zamieszkał w klasztorze chrystusowców w Puszczykowie. Komentując ten przypadek, ksiądz Adam Żak stwierdził: „Zupełnie nie rozumiem, że władze Zgromadzenia Księży Chrystusowców nie rozpoczęły na czas postępowania kościelnego ani nie podjęły wiążącej decyzji, mimo że od udowodnionego przestępstwa upłynęło tak dużo czasu”.

Według Marka Lisińskiego, który działa w strukturach międzynarodowego stowarzyszenia pokrzywdzonych przez duchownych, już niedługo papież Franciszek pozna m.in. wszystkie opisane tu historie. Papież będzie miał podstawy, by wymierzyć sprawiedliwość polskim biskupom. Dla Franciszka będzie to doskonała okazja, by skruszyć episkopalny beton nad Wisłą, który kompletnie nie dorósł do tego, by sprostać wyzwaniom, które stoją przed Kościołem.

*Artur Nowak – adwokat, publicysta; współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”; 24 października nakładem Krytyki Politycznej ukaże się kolejna – „Dzieci, które gorszą” – zawierająca historie ofiar i dzieci księży katolickich

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.