SPEKTAKL RYCZĄCYCH JELENI

Co roku siadam w tym samym miejscu. Odpowiednio ubrany oraz solidnie wymyty nieruchomieję przy drzewie lub kłodzie. Po godzinie pojawiają się one. Obojętnie przechodzą lub na chwilę się zatrzymują. A potem wracają do ryczenia, odganiania rywali i zalecani

Gazeta Wyborcza - - NAUKA - ADAM WAJRAK

Proszę nie przecierać oczu ze zdumienia. Tak dokładnie jest. Przed wyjściem na spotkanie z jeleniami dokładnie się myję i odpowiednio ubieram. Mam specjalny żel i szampon zabijający ludzki zapach. Do tego jeszcze maskujący go dezodorant w sztyfcie, a do plecaka przypinam ubranie wyprane w specjalnym, również zapachobójczym detergencie.

To konieczne, gdyż zwierzęta mają swoje sposoby na wykrycie najbardziej przerażającego drapieżnika na Ziemi, czyli człowieka.

Puszcza jak patchwork

Puszcza w częściach naturalnych i mało przekształconych przez człowieka jest szalenie różnorodna. Przypomina patchwork, taką amerykańską kołdrę lub narzutę zszytą z różnych kawałków. Miejscami jest zawalona kłodami martwych drzew, na dodatek poprzetykaną wyrastającą zewsząd szczotką młodych grabów lub klonów. W takich miejscach ledwo co widać, ale za tą kurtyną, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej, może być inaczej. Bo w innych przypomina park pełen strzelistych drzew.

To porównanie z parkiem wcale nie jest na wyrost, bo na dnie lasu nie ma nic poza suchymi liśćmi i z rzadka jakimś martwym drzewem. Jest tam czyściutko, tak jakby martwe drzewa zostały uprzątnięte przez jakiegoś tajemniczego ogrodnika.

Oczywiście nikt tego nie czyścił. To tylko ta część lasu, w której drzewa mają jeszcze przed sobą długie życie, a to, co kiedyś upadło, zdołało się doszczętnie rozłożyć. To są właśnie ulubione miejsca jeleni w czasie rykowiska.

Można powiedzieć: znakomicie kombinują. Przebywają tam, gdzie z daleka są w stanie dostrzec swoich naturalnych wrogów, czyli wilki, o rysiach już nie wspominając. Ryś nie ma gdzie się w takim lesie ukryć, a przecież atakuje z zasadzki.

Zwykle jelenie przychodzą do części, którą nazywam lipowym lasem, bo są tam prawie same strzeliste i niezbyt stare lipy. Między nimi rośnie trochę trawy, którą uwielbiają skubać łanie.

W tym roku przeniosły się między strzeliste dęby. Może widoczność jest tam odrobinę gorsza, ale mamy rok nasienny. Puszcza, gdy tylko zawieje, aż huczy od spadających żołędzi, a pod dębami jest ich zatrzęsienie. Owszem, byki w czasie rykowiska nie jedzą albo jedzą bardzo mało, ale łanie cały czas coś podjadają, a byki idą za łaniami.

W tym roku rykowisko trwało bardzo długo, bo pierwsze oznaki, że coś się dzieje, były już w drugiej połowie sierpnia, a pierwsze ryczenie słychać było pod koniec tego miesiąca. Kończyło się zupełnie niedawno, w pierwszych dniach października.

To ocieplenie klimatu sprawiło, że rykowisko zaczynało się wcześniej. A trwało dłużej właśnie dzięki żołędziom. Lepiej odżywione łanie miały więcej ochoty na miłość.

Taką część lasu rozpoznaję od razu po mocnym zapachu piżma. To jest zapach miłości. Jak już wspomniałem, w takim miejscu ani wilk, ani ryś nie ma szans na bliskie spotkanie z jeleniami. Owszem, byki są nieostrożne, ale tak naprawdę łatwymi ofiarami mogą się stać tylko na początku rykowiska, gdy nie są w towarzystwie łań, lub po nim, kiedy już łanie nie są z nimi, a one same są bardzo osłabione. Zresztą na początku są tak nabuzowane hormonami, że wilki boją się do nich zbliżać.

To właśnie na początku rykowiska słychać trzask poroży ścierających się byków, to właśnie wtedy najczęściej widzę potrzaskane drzewka i krzewy, na których jeleni faceci wyładowują nadmiar energii. Wilki muszą o tym wiedzieć i wolą nie atakować w tym czasie.

Łanie kładą się obok

Rykowisko jest dynamicznym spektaklem. Na początku byki wędrują, przeganiają się i starają się zdobyć względy łań. Oczywiście najlepsze branie mają najsilniejsze byki, o grubym i donośnym głosie, świetnej kondycji i solidnym porożu.

Wokół takiego stadka, którego najgłośniejszym i najbardziej widocznym członkiem jest byk, krążą młodsi faceci z nadzieją, że uda się im jakąś łanię wyrwać.

Struktura rykowiska przypomina galaktykę pełną układów planetarnych, w których centralną gwiazdą jest byk w kwiecie wieku ze sporym haremem. To on przekrzykuje się z innymi szefami haremów, a między nimi krążą młodsze byki i łanie, same lub z cielakami.

Choć z tym szefem haremu, gwiazdą rykowiska, to przesada i nasza ludzka projekcja. Nie mam wątpliwości, że choć to faceci ryczą i potrząsają porożem, to tak naprawdę łanie dokonują wyboru. Gdy nie mają ochoty na miłość z takim, który im nie odpowiada, zwyczajnie od niego odchodzą albo uciekają. To nie byk decyduje, w którym miejscu być, ale właśnie łanie, a dokładnie – ta najbardziej doświadczona. Kiedy ona i inne łanie odchodzą albo uciekają, byk natychmiast pędzi za nimi, nie oglądając się na rywali i męskie gierki.

Nie wiem, po co je zabijacie

Rykowisko oglądałem wiele razy i wiem, że nigdy się nie znudzę, bo podobnie jak wszystko w Puszczy za każdym razem jest inne. Nawet ten sam byk, którego spotykam od lat w tym samym miejscu i którego zdjęcie możecie zobaczyć na wrześniowej karcie kalendarza, co roku jest trochę inny, trochę starszy i oczywiście ma trochę inne poroże. Spotkania z nim są jak spotkania ze starym dobrym znajomym, choć zwykle zdaję sobie sprawę z tego, że to on, dopiero gdy obrabiam zdjęcia na komputerze. Wcześniej nie pozwalają na to emocje, bo to jest naprawdę coś niezwykłego, gdy takie wielkie zwierzę z niezwykłą ozdobą na głowie wpatruje ci się prosto w oczy. To jest chyba to, co mnie najbardziej kręci. Rozstajemy się z nadzieją z mojej strony, że za rok znów się spotkamy.

Nie wiem, ilu myśliwych korzysta z podobnych gadżetów do moich. Bez trudu mogą je zdobyć. Zresztą zostały wymyślone właśnie dla nich, żeby im było jeszcze łatwiej, bo tak naprawdę nie muszą z nich korzystać. Nie muszą być tak blisko jelenia jak ja, nie muszą przecież patrzyć zwierzęciu w oczy, żeby je zabić. To podstawowa różnica. Myśliwy, żeby zastrzelić jelenia, nie musi go tak dobrze widzieć jak fotograf. Wystarczy mu sylwetka, rzut oka na poroże przez lornetkę i decyzja, że do zabicia, bo coś ma nierówno albo coś mu odstaje.

Najlepiej widać, jak ta myśliwska selekcja działa na zwierzęta, na przykładzie łosi. Nigdy nie było tak pięknych łosi z tak genialnymi i wielkimi porożami jak teraz, gdy… od kilkunastu lat się na nie nie poluje.

Myśliwy nie musi mieć też odpowiedniego światła, tak jak ja przy fotografii, i martwić się tym, że zdjęcie jest poruszone lub nieostre. Musi tylko trafić. A to dziś żaden problem. Nowoczesne, często rozjaśniające obraz lunety bardzo ułatwiają celowanie. A zwierzę myśliwy obejrzy sobie dokładnie, jak już będzie martwe.

Polowanie na byki w czasie rykowiska jest szczytem ludzkiej arogancji i pychy. Jest wynaturzeniem. Te wielkie, wspaniałe i owładnięte miłością samce są zabijane tylko dla poroża, czyli dla dwóch kości na głowie. To jest jakimś szalonym wyjątkiem, bo przecież uznajemy za barbarzyństwo zabijanie ryb w czasie tarła czy ptaków w okresie godowym. W przypadku ssaków takich reguł nie ma.

Nie jest to polowanie dla mięsa, bo mięso byka w czasie rykowiska śmierdzi i trzeba się namęczyć, aby do czegoś się nadawało. Przed rykowiskiem albo po nim jest o wiele wartościowsze.

Nie dla regulacji liczebności, bo najskuteczniejszy sposób na jej kontrolowanie przy gatunku poligamicznym, a takim jest jeleń, jest zabijanie samic, czyli łań. Ale łania nic nie ma na głowie i słabo wygląda na zdjęciu. A myśliwi uwielbiają się chwalić.

Oto wpis pan Dariusza na FB: „W nocy, koło mojej chaty, grało około 10 byków. Ten, którego strzeliłem ryczał najmocniej, i to zdecydowało o tym, że będę go o świcie podchodził”. Na załączonym zdjęciu pan Dariusz ubrany w maskującą kurteczkę, ze sztucerem z lunetą pozuje przy pięknym, ale już martwym zwierzęciu. Pisze, że byka trafił ze 120 metrów w komorę, czyli w klatkę piersiową.

120 metrów? Ile to jest, sprawdzam następnego dnia w moim rykowiskowym miejscu. Mam na GPS-ie zaznaczony dąb, który przewracając się, oparł się o inne drzewo i sterczy niczym wycelowane w dal działo. Dlatego nazwałem go Dąb Armata. GPS pokazuje, że od miejsca, w którym siedzę, do Dębu Armaty, który znakomicie widzę, jest 125 metrów. Prawie taka sama odległość, z jakiej strzelał pan Dariusz. Ile byków przeszło między mną a Dębem Armatą? Może z pięć w ciągu dwóch godzin. Jedne dalej, inne bardzo blisko. Nie mogę zrozumieć, co to za chwała trafić takiego ze sztucera z lunetą prosto w klatkę piersiową. Co to za bohaterstwo? Co to za tradycja? 1 RP

Najlepsze branie podczas rykowiska mają najsilniejsze byki, o grubym i donośnym głosie, świetnej kondycji i solidnym porożu

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.