Co Piqué wie o tenisie

Gazeta Wyborcza - - SPORT - TADEUSZ KĄDZIELA

Obrońca Barcelony i piłkarskiej reprezentacji Hiszpanii reformuje Puchar Davisa w tak karkołomny sposób, że rośnie prawdopodobieństwo bojkotu finałowego turnieju przez największe gwiazdy.

Na pomysł zorganizowania tenisowych mistrzostw świata piłkarz Barcelony wpadł kilka lat temu. Początkowo jego propozycje nikogo nie interesowały. Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) siadła do rozmów dopiero wówczas, gdy Gerard Piqué przyprowadził ze sobą japońskiego miliardera Hiroshiego Mikitaniego. Inwestycja na łączną sumę 3 mld dol. przekonała tenisowych szefów. 16 sierpnia Piqué w imieniu spółki Kosmos podpisał z ITF kontrakt na organizację Pucharu Davisa przez kolejne 25 sezonów.

Kosmos zapowiedział rewolucyjne zmiany w mających 118-letnią tradycję rozgrywkach. Największe zaplanowano w elicie, czyli w Grupie Światowej. Od przyszłego roku międzypaństwowe mecze zastąpi jeden turniej rozgrywany w listopadzie. 18 państw zostanie podzielonych na trzy grupy po sześć. Zwycięzcy i dwie najlepsze reprezentacje z drugich miejsc wejdą do ćwierćfinałów, dalej rywalizacja będzie się toczyć drogą pucharową. Reprezentacje będą rywalizować do dwóch (nie trzech jak dotychczas) wygranych meczów, do tego krótszych – do dwóch (nie trzech) wygranych setów.

Środowisko się podzieliło. Tenisowi konserwatyści potraktowali propozycję jako zamach na świętość. „118 lat tradycji poświęcono przez chciwość ludzi, którzy nie mają szacunku dla historii” – napisał na Twitterze Australijczyk Lleyton Hewitt. Inni w reformie widzieli szansę na odnowienie przestarzałego formatu Pucharu Davisa i odzyskanie przez niego prestiżu. Najlepsi tenisiści w XXI wieku często tygodnie przeznaczone na spotkania krajowych reprezentacji wykorzystywali na odpoczynek między Szlemami i turniejami ATP. Dla zdecydowanej większości pieniądze i punkty do rankingu są ważniejsze niż gra dla kraju.

– Zawsze podkreślałem, że największe gwiazdy powinniśmy oglądać częściej – mówił prezydent ITF David Haggerty. Tego jednak reforma wprowadzona przez Piqué nie zagwarantuje mimo imponującej sumy 20 mln dol. w puli nagród. Podstawowym problemem jest termin. Pierwsza edycja odbędzie się w Madrycie między 18 a 24 listopada 2019 r., a więc tydzień po mastersie. Do tej pory największe gwiazdy zaczynały wówczas wakacje. Odbywał się co prawda finałowy mecz Pucharu Davisa, ale brały w nim udział jedynie dwa kraje, a nie 18.

– Robienie turnieju w drugiej połowie listopada to szaleństwo. Pod koniec roku wszyscy jesteśmy zmęczeni. Ja się tam nie pojawię. I gwarantuję wam, że nie tylko ja – powiedział Niemiec Alexander Zverev, piąty zawodnik rankingu ATP.

„The Times” sugeruje, że do występu w Madrycie trudno będzie nakłonić Rogera Federera i Novaka Djokovicia. Dziennik pisze, że dwie dzikie karty były zarezerwowane dla Szwajcarów i Serbów, ale brak jasnej deklaracji ze strony gwiazd sprawił, że przyznano je Argentynie i Wielkiej Brytanii. Poza tymi krajami pewny udział w finałowym turnieju mają tegoroczni finaliści: Chorwaci i Francuzi oraz Hiszpanie i Amerykanie, którzy odpadli w półfinale. O pozostałe 12 miejsc rywalizować będą 24 państwa.

Piqué zaczął zdawać sobie sprawę, że bez najlepszych zawodników jego turniej nawet nie zbliży się do miana mistrzostw świata. „The Times” pisze, że zawodnik prowadzi intensywne konsultacje z najważniejszymi osobistościami świata tenisa. Na wiadomości odpisuje podobno już kilka minut po zejściu z piłkarskiego boiska.

Sytuacji Hiszpana nie poprawia to, że konkurencyjne drużynowe mistrzostwa świata planuje urządzać ATP. Pierwsza edycja z udziałem 24 państw i 15 mln dol. w puli nagród ma się rozpocząć 27 grudnia 2019 r., a więc pięć tygodni po zakończeniu Pucharu Davisa. Piqué zorganizował telekonferencję, by negocjować połączenie obu rozgrywek. Na razie nic nie wskórał.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.