Co wiemy po meczu

Pułapka Brzęczka

Gazeta Wyborcza - - SPORT - MICHAŁ SZADKOWSKI

Miesiąc temu Polska wygrywała z Włochami 1:0, by zremisować 1:1. W czwartek wygrywała 1:0 z Portugalią, by przegrać 2:3. Reprezentacji nie stać na to, by w dwóch meczach o stawkę najpierw prowadzić, a ostatecznie zdobyć w nich tylko jeden punkt. Jerzy Brzęczek miesiąc temu debiutował udanie, remis 1:1 w Bolonii rozbudził nadzieje na to, że w Lidze Narodów reprezentacja powalczy o coś więcej niż utrzymanie. Później przyszedł jednak słaby sparing z Irlandią (1:1) i czwartkowa porażka z Portugalią. Poza pierwszymi minutami (o tym za chwilę) był to słaby mecz reprezentacji, w którym nawet Robert Lewandowski nie przypominał siebie samego. Rzucony na skrzydło kapitan reprezentacji nie miał ani jednej szansy na strzelenie gola, podobnie było zresztą z pozostałymi polskimi piłkarzami. Efekt jest taki, ze stawką niedzielnego meczu z Włochami na Stadionie Śląskim będzie utrzymanie w Lidze Narodów. Brzęczkowi grozi zatem, że zostanie pierwszym selekcjonerem reprezentacji Polski, który spadnie do niższej ligi. Selekcjoner bardzo chciał w czwartek zaskoczyć rywali. Dlatego wymyślił, że jego drużyna zacznie mecz bardzo intensywnie, postara się jeszcze przed przerwą strzelić gola. Plan się sprawdził, spowodował, że przez kilkanaście minut Portugalczycy wyglądali na bezsilnych. Twardo grający pressingiem Polacy przerywali akcje rywali już pod polem karnym Rui Patricio, goście nie byli w stanie sklecić akcji ofensywnej. To była pułapka zastawiona na Portugalczyków. Zanim goście się zorientowali, przegrywali już po golu Krzysztofa Piątka. Owszem, padł on po rzucie rożnym, ale był efektem pracy całej drużyny. Planu wystarczyło jednak na kilkanaście minut, potem go zabrakło.

Drużyna nie uczy się na błędach

Gdy na początku polscy piłkarze naciskali na rywali, wkładali mnóstwo sił w to, by Portugalczycy nie mogli komfortowo rozegrać piłki. Wiadomo było, że nie będą w stanie grać tak do końca meczu. Ostatecznie paliwa starczyło im na pół godziny, później zaczęli pozwalać Portugalczykom na wszystko. Nagle to goście wzięli mecz w swoje ręce, łatwo konstruowali ataki, jeszcze przed przerwą strzelili dwa gole. Podobnie wyglądał wrześniowy mecz w Bolonii, tam Polacy zagrali bardzo dobrze przed przerwą, po niej oddali inicjatywę i stracili gola, choć mierzyli się z przeciętną tego wieczora reprezentacją Włoch. W czwartek w drugiej połowie mecz kontrolowali goście, dołożyli trzeciego gola, na niewiele pozwolili gospodarzom. Polski nie stać na to, by w dwóch meczach o punkty najpierw prowadzić, by ostatecznie zdobyć w nich tylko jeden punkt.

Wątła polska obrona

Przez blisko pięć lat pracy trener Adam Nawałka widział w defensywie najbardziej wrażliwą formację reprezentacji. Trzymał kciuki, by nic nie dolegało Łukaszowi Piszczkowi i Kamilowi Glikowi, bo nie miał ich kim zastąpić, na lewej stronie dziury łatał Arturem Jędrzejczykiem, a potem Maciejem Rybusem, partnera Glika znalazł w Michale Pazdanie. Brzęczek całą konstrukcję musi stawiać od nowa, bo Piszczek zakończył karierę, a Pazdan do reprezentacji obecnie się nie nadaje. Efekt jest taki, że bardzo łatwo jest reprezentację zranić, w trzech jesiennych meczach Polska straciła pięć goli, a mogła nawet więcej. To kłopot, zwłaszcza że zanosi się na to, że Jan Bednarek pozostanie rezerwowym Southampton, a boczni obrońcy – Bereszyński i Rybus – wciąż narzekają na urazy.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.