SZPITALE PRZYJMUJĄ MNIEJ CHORYCH

Gazeta Wyborcza - - W PIGUŁCE - JUDYTA WATOŁA GAZETA WYBORCZA

O spadku liczby hospitalizacji poinformował portal Termedia.pl, powołując się na dane NFZ.

Fundusz porównał liczbę hospitalizacji udzielonych w pierwszym półroczu tego roku z liczbą pacjentów przyjętych do szpitali w analogicznym okresie roku ubiegłego. Okazało się, że było ich aż o 9 proc. mniej. Mniej także udziela się porad w przyszpitalnych przychodniach specjalistycznych, choć w tym wypadku spadek jest mniejszy i wyniósł 3,7 proc.

Eksperci nie mają wątpliwości, że to efekt wprowadzenia w październiku zeszłego roku tzw. sieci szpitali. Ostrzegali przed tym.

Szpitale bardzo zabiegały o to, by się w sieci znaleźć. To bowiem daje gwarancję kontraktu z NFZ na lata. Okresowo zmienia się tylko wysokość ryczałtu, jaką Fundusz wypłaca danej placówce na leczenie.

To właśnie finansowanie poprzez ryczałt sprawia, że szpitale przyjmują teraz mniej chorych. Przedtem im więcej szpital przyjął pacjentów, tym więcej dostawał pieniędzy. Bo nawet jeśli liczba przyjęć przekroczyła limit zapisany w kontrakcie, to i tak wcześniej czy później NFZ przynajmniej w części płacił za tzw. nadwykonania. Pieniądz szedł za pacjentem. Liczba hospitalizacji rosła z roku na rok.

Ryczałt, który szpital dostaje na oddziały i poradnie, to zerwanie z tą zasadą. Jego wysokość jest wprawdzie zależna od liczby pacjentów, ale w dużo mniejszym stopniu. Poza tym wzór jest tak skomplikowany, że nawet matematycy wśród dyrektorów szpitali nie są w stanie policzyć, jakich chorych i jak leczyć, by dostać w przyszłości lepszy ryczałt. Bo o bezpośredniej wypłacie pieniędzy za nadwykonania oczywiście nie ma już mowy.

– Ryczałty zdemobilizują szpitale. Chory, za którym szedł pieniądz, stanie się teraz dla nich kosztem, którego lepiej unikać – ostrzegał półtora roku temu w rozmowie z „Wyborczą” Andrzej Sośnierz, były szef NFZ. Choć jest w klubie PiS, w Ministerstwie Zdrowia nikt go nie słuchał. Możemy tylko żałować.

Owszem, poprzedni system też nie był doskonały. Dochodziło do nadużyć. Ten sam Sośnierz mówił o szpitalach, w których zamiast wyciąć żylak za jednym razem, przyjmuje się pacjenta kilka razy, by go wycinać w kawałkach po kilka centymetrów i za każdą taką hospitalizację wystawiać Funduszowi rachunek.

Na podobnych zasadach specjaliści potrafili mnożyć wizyty w swoich poradniach. Te zjawiska można było jednak zwalczać przez lepsze śledzenie losów pacjenta. NFZ ma potrzebne dane. Brakuje mu tylko narzędzi informatycznych, by robić to na masową skalę.

Twórcy sieci wybrali, niestety, zupełnie inne rozwiązanie. Obiecywali przy tym chorym lepszy dostęp do leczenia i w ogóle bardziej skoordynowaną opiekę. Zapewniali, że hospitalizacji wcale nie będzie mniej, bo mają system pod kontrolą. Efekt jest odwrotny. Co powiedzą teraz?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.