Co Legutko szepce Kaczyńskiemu

Oznajmił biskupom, że nie chce oceny z religii w szkolnej średniej. Wysyłał sześciolatki do szkół. Doradzał, jak negocjować z Merkel. Jedyny człowiek, z którym prezes rozmawia o czymś więcej niż sondaże

Gazeta Wyborcza - - WYDARZENIA -

DOMINIKA WIELOWIEYSKA PRZODOWNICY DOBREJ ZMIANY Co mają w głowach ci, którzy meblują głowę Jarosława Kaczyńskiego. RYSZARD LEGUTKO, ANDRZEJ NOWAK, ANDRZEJ ZYBERTOWICZ, PIOTR GLIŃSKI, WALDEMAR PARUCH - od dziś do czwartku codziennie w Wyborczej

NNiegdyś umiarkowany krakowski konserwatywny liberał, dziś działacz PiS na wojnie z Unią Europejską, opozycją i poprawnością polityczną. Intelektualista, który sławi wysoką kulturę i elegancję, ale usprawiedliwia brutalny język wobec politycznych przeciwników. Profesor Ryszard Legutko to jeden z najbardziej zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego.

– Był dowcipnym człowiekiem. Lubiłem go i ceniłem jako wybitnego intelektualistę. Poznaliśmy się w czasach studenckich, ale od lat nie mam z nim kontaktu – opowiada Henryk Woźniakowski, redaktor naczelny wydawnictwa Znak. – Prof. Legutko pisywał do miesięcznika „Znak” i już w latach 90. zauważyłem po raz pierwszy tę przemianę. Uderzyła mnie jego recenzja jednej z książek Wiktora Osiatyńskiego, którą przyniósł. Nie chodzi o to, że była krytyczna. Zaskoczyła mnie dawka jadu.

Student Legutko mocno się angażował w działalność nieformalnej grupy filozofa Mirosława Dzielskiego, piewcy liberalizmu, guru nielicznych wyznawców tej idei w PRL. Ale w 1992 roku w „Znaku” opisał przemianę 43-letniego liberała w konserwatystę: „We współczesnym liberalizmie pojawiła się wyraźna nuta nihilistyczna. Nie jest to jednak nihilizm w tradycyjnym rozumieniu, a więc przekonanie, że nie ma dobra, prawdy, fałszu, Boga itd. On po prostu zabrania o nich mówić. Tymczasem w Polsce przywykliśmy albo bezkrytycznie przyjmować »nowinki z Zachodu«, albo równie bezkrytycznie bronić się przed nimi. »Papuga albo zaścianek«. Obecne zderzenie tych postaw jest spektaklem dość żałosnym, bo nie prowadzi do niczego twórczego. Do grupy imitatorów zaliczam środowiska »Gazety Wyborczej«; do grupy zaścianka zaliczam środowiska narodowo-katolickie i częściowo hierarchię kościelną. Grupa druga straci na znaczeniu. Natomiast jako rozwojową widzę grupę pierwszą: papuga może się stać coraz bardziej opiniotwórcza”.

Dziś za sprawą PiS „zaścianek”, czyli środowiska narodowo-katolickie, jest bardzo wpływowy. Ale profesorowi to już nie przeszkadza.

W jego przypadku nie mamy do czynienia z trwającą od lat ewolucją, ale z dwoma niezależnymi światami. Pierwszy to świat krakowskiego filozofa, wybitnego naukowca, umiarkowanego konserwatysty, człowieka, który ceni dobre maniery i elegancję. Drugi: świat polityka, który bezkrytycznie popiera swoją partię i przymyka oczy na grzechy swego środowiska.

Także dzisiaj dla wielu umiarkowanych konserwatystów Legutko jest wyrazicielem zdroworozsądkowego myślenia. W „Rzeczpospolitej” w 2014 r. mówił: „Niedawno dowiedziałem się, że nasze ministerstwo zablokowało podręcznik tylko z powodu zdania »Mama krząta się po kuchni«. Kiedyś nie wolno było kwestionować przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, a dziś nie wolno napisać o mamie, że krząta się po kuchni. I te wszystkie zakazy i nakazy dotyczą spraw coraz bardziej drobiazgowych i coraz bardziej prywatnych”.

Wyznaje też: „W moim małżeństwie ja gotowałem, a moja żona biegała z młotkiem. Ale nigdy nie przyszło nam do głowy, żeby z tego robić ideologię. To było nasze naturalne i spontaniczne rozdzielenie ról wynikające z mnóstwa okoliczności niedających się ująć w żadną ideologię i powszechne reguły. Nie dajmy się zwariować. Inaczej zbudujemy cenzurę myśli i słów prowadzącą do nowego despotyzmu”.

W swoich błyskotliwych esejach i książkach filozoficznych mamy Legutkę wyrafinowanego estetę, który gardzi prostactwem. Tak też się prezentował w niektórych wywiadach, np. w rozmowie z Joanną Lichocką w „Rzeczpospolitej”: „Bo prostak lubi oglądać prostaka, a dobry pieniądz jest wypierany przez zły. Nie mieliśmy siły, żeby postawić tamę prostakowi. Trzeba mieć do tego poczucie wewnętrznej racji (…). Nie, kolego, my cię nie wpuścimy, najpierw musisz się nauczyć mówić po polsku, oszlifować maniery, poprawić język, wtedy cię poprosimy”.

Sięgam po wydaną w 1993 roku książkę „Nie lubię tolerancji”. Profesor kąśliwy, naciągający fakty, ale czasem zabawny. Można z tym polemizować, ale do polemiki zniechęca okładka: Adam Michnik na plecach Czesława Kiszczaka. Karykatury wyjątkowo szpetne, kreślone z oczywistą intencją, by zohydzić i poniżyć te postacie.

Z niektórych sformułowań przebija pogarda. Legutko pisze o skutkach „życzliwej otwartości”, jaką chcą się kierować zwolennicy tolerancji: „Człowiek nie może wypowiedzieć żadnego sądu wartościującego, nie narażając na szwank »życzliwej otwartości« w stosunku do jakiejś grupy. Żart o »pedałach« doszczętnie go skompromituje; użycie słowa »zboczenie« wyrzuci go poza obręb społeczności cywilizowanej”.

Ryszard Legutko urodził się 24 grudnia 1949 roku w Krakowie. Naukowiec i polityk, profesor filozofii, publicysta, tłumacz i komentator dzieł Platona – tak przedstawia go Wikipedia. Jako polityka – dopiero w dalszej kolejności. Nota wylicza jego publikacje naukowe i popularnonaukowe: „Platona krytyka demokracji”, „Spory o kapitalizm”, „Etyka absolutna i społeczeństwo otwarte”, „Tolerancja. Rzecz o surowym państwie, prawie natury, miłości i sumieniu”, „Esej o duszy polskiej”, „Antykaczyzm”, „Polska, Polacy i suwerenność”...

Jego erudycyjne wykłady od lat cieszą się powodzeniem wśród studentów. Legutko – co pokazuje sama jego bibliografia – łączy akademicką filozofię z problemami tu i teraz. Budzi silne emocje, ale nie nudzi. Na egzaminach jest bardzo surowy. Były student profesora Łukasz Grzesiczak, choć nie należał do ulubieńców, na łamach „Liberté!” wspominał zajęcia bardzo dobrze, zwłaszcza oryginalne, obrazoburcze bon moty: „Zwykł mawiać, że »Hannah Arendt jest jedyną filozof ką, która nie napisała żadnego prawdziwego zdania, a czytanie Heideggera jest jak jazda pociągiem – bilety drogie, a widoki za oknem niesatysfakcjonujące«”.

W 2005 roku, gdy profesor postanowił się zająć polityką i wystartował do Senatu, dostał w Krakowie rekordowe poparcie – blisko 230 tys. głosów. Był wtedy orędownikiem PO-PiS-u, wierzył w odnowę państwa, której dokona prawicowa koalicja. W 2007 roku premier Kaczyński zaproponował mu tekę ministra edukacji narodowej.

Trzy miesiące urzędowania w gmachu przy alei Szucha to ciekawy okres w karierze Legutki. Po rządach Romana Giertycha, dziś wrogiego PiS adwokata, wówczas lidera „przystawki”, na poły endeckiej, na poły bogoojczyźnianej Ligi Polskich Rodzin, był postrzegany jako wybawienie. Giertych chciał wprowadzać mundurki w szkołach, z kanonu lektur wyrzucił Brunona Schulza i „Trans-Atlantyk”, bo Gombrowicz „promuje homoseksualizm”, za to wprowadził biografię „Wujek Karol. Kapłańskie lata papieża”.

Gdy do resortu przyszedł Legutko, już w pierwszych dniach urzędowania oświadczył, że jest przeciwny wliczaniu do średniej ocen stopnia z religii. Zaraz się musiał wycofać, bo rozwiązanie uzgodniono wcześniej w Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, a premier Kaczyński zdecydował, że wola biskupów będzie respek-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.