KRYCHOWIAK: KIEDY ZMIENIĘ NUMER

Na razie zależy mi na tym, by umacniać opinię zawodnika nieustępliwego, walecznego. Ale wiem, że kiedyś zdrowie nie pozwoli mi na tyle biegania. Mam już pomysł, co wtedy zrobię.

Gazeta Wyborcza - - SPORT - ROZMOWA Z GRZEGORZEM KRYCHOWIAKIEM piłkarzem reprezentacji Polski

RAFAŁ STEC, MICHAŁ SZADKOWSKI:

Masz jeszcze ochotę rozmawiać o mundialu?

GRZEGORZ KRYCHOWIAK: Nie. Wydaje mi się, że wszystko zostało powiedziane, wnioski wyciągnięte. To przeszłość. Musimy się skupić na tym, co przed nami, a jest wiele do zrobienia.

To opowiedz o podróżach: z francuskiego Reims do hiszpańskiej Sevilli, potem rok w Paris Saint-Germain, stamtąd do Anglii, teraz poniosło cię do Rosji, zostałeś wypożyczony do Lokomotiwu Moskwa. Pamiętasz, gdzie masz dom?

– Jestem człowiekiem, który nie lubi wracać do tego samego miejsca, wolę zobaczyć coś nowego. W Paryżu nigdy nie wróciłem nawet do tej samej restauracji. Ze sportowego punktu widzenia też nie mam nic przeciwko częstym zmianom. Zbieram doświadczenia, poznaję trenerów, zawodników i style gry.

W styczniu skończysz 29 lat, a zebrałeś więcej wrażeń niż ktokolwiek w reprezentacji.

– Fakt, każda liga jest zupełnie inna. Grałem w West Bromwich Albion, którego taktyka ograniczała się do dalekich podań wykonywanych przez obrońców, grałem w Hiszpanii, gdzie futbol jest kombinacyjny. Liczy się utrzymanie przy piłce, a akcje buduje się podaniami od obrony. Takie bogactwo doświadczeń można wykorzystać na wiele sposobów.

Jaki styl najbardziej ci odpowiada?

– Jeśli zespół często jest przy piłce, gra sprawia większą frajdę. Zdaję sobie sprawę jednak, że w ten sposób gra kilka zespołów w Europie. No i ponad wszystko liczą się, rzecz jasna, wyniki. W poprzednim sezonie w West Bromwich dużo biegaliśmy, atakowaliśmy po długich podaniach, ale jeśli wygrywaliśmy, mieliśmy z tego satysfakcję. Tyle że nie wygrywaliśmy.

Niezależnie od stylu kluczem jest przygotowanie fizyczne. Musisz być gotowy na 90 minut biegania, obojętnie, czy chcesz się skupić na ataku czy obronie. Każdy zawodnik powinien przebiec ok. 12 km. Do tego dochodzą taktyka i detale – na najwyższym poziomie to one decydują.

Rok w Premier League udowodnił, jak ważne są kwestie atletyczne?

– Tak. Spadliśmy do II ligi, ale widziałem, że nawet najmocniejszym zespołom gra się z nami trudno. Kiedy graliśmy z Manchesterem United, Manchesterem City, Chelsea, było im ciężko, bo grali z wybieganymi, zostawiającymi zdrowie na boisku piłkarzami. Przekonałem się, że przygotowanie fizyczne to podstawa, nie ma innej drogi. Przecież zazwyczaj rywal góruje pod względem technicznym. Wtedy sukces bierze się z dobrej gry defensywnej, walki, komunikacji, współpracy.

Czyli w Anglii potentaci cierpią bardziej niż gdzie indziej?

– Tak. Pod względem posiadania piłki i liczby sytuacji podbramkowych nie mogliśmy się z nimi równać, ale jeśli chodzi o zaangażowanie, walkę, nieustępliwość... Stąd bierze się tyle niespodzianek w Premier League.

To przyjemniejsza dla ciebie była gra w Anglii czy Hiszpanii?

– Więcej przyjemności czerpię, jeśli piłka jest rozgrywana, a mój zespół często ją posiada. Ale często bywa inaczej.

Po przyjściu do Sevilli mówiłeś, że w Hiszpanii chcesz poprawić grę w ofensywie. A po co przechodziłeś do Lokomotiwu?

– Nadal chcę się rozwijać. W tej drużynie spoczywa na mnie większa odpowiedzialność, zwłaszcza za grę do przodu. To kolejny etap, dzięki któremu chcę się stać lepszym piłkarzem. Jednocześnie zależy mi, by umacniać opinię zawodnika nieustępliwego, walecznego.

Wcześniej krążyłeś po zachodzie Europy. Co cię zaskoczyło w wyprawie na wschód?

– Ogromnej różnicy nie widzę. W Rosji jest wiele dobrych zespołów regularnie występujących w europejskich pucharach. CSKA ostatnio pokonał Real Madryt, Krasnodar prowadzącą w lidze hiszpańskiej Sevillę, Spartak zremisował z Villarrealem. Rosyjskie kluby potrafią grać jak równy z równym z najlepszymi.

To pod jakim względem w Moskwie jest inaczej?

– Jest zimno. A z tego, co słyszę, wszystko, co najgorsze, jeszcze przede mną. Generalnie od opuszczenia Hiszpanii zmieniam kraje na coraz zimniejsze. Dobrze, że przez klimat w grudniu zacznie się przerwa. Przed sezonem odbyłem tylko cztery treningi, przyda mi się okres przygotowawczy.

Moskwa jest bardzo ładna, bezpieczna. Nigdy nie widziałem tak dużego i zarazem tak czystego miasta. Dobrze czuję się w zespole, staram się nauczyć języka, by móc się komunikować z trenerem Jurijem Siominem mówiącym tylko po rosyjsku. Jeśli nauczę się czegoś nowego, nikt mi tego nigdy nie zabierze. Na razie korzystam z pomocy francuskiego tłumacza.

Siomin w maju skończył 71 lat. Miałeś kiedyś starszego trenera?

– Nie. Ale nie wygląda na swój wiek. Bardzo dobrze się trzyma fizycznie i mentalnie.

Gdzie zainteresowanie piłką jest największe?

– Ja je najbardziej odczułem w Sewilli. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że gdzie indziej w Hiszpanii nie musi być aż tak duże. Są miasta z pasją jak Walencja czy Bilbao, są też globalne marki jak Real i Barcelona, gdzie modnie jest iść na mecz, widać sporo turystów. We Francji to samo – są Olympique Marsylia czy Saint-Étienne, a jest PSG przypominający Real. Międzynarodowa firma, która zatrudnia wielkie gwiazdy, przy której dobrze jest się pokazać. Taki butik dla całego świata. Choć PSG od zawsze miało świetnych kibiców. W Anglii też zainteresowanie jest duże, ale to w Hiszpanii ludzie przeżywają mecz intensywniej. W Lokomotiwie mamy wielu kibiców i świetną atmosferę. Trzeba jednak pamiętać, że Moskwa jest ogromna, że jest tu bardzo dużo zespołów. Skoro na stadion przychodzi 25 tys. widzów, a miasto liczy 15 mln, to trudno później spotkać tych ludzi na mieście.

Dlatego jest spokojniej. W Sewilli nie było sensu pytać o to, czy ktoś interesuje się piłką, tylko o to, czy jest za Betisem czy za Sevillą. Tam decyzję podejmuje się raz, na całe życie. Zawodnicy przychodzili z noworodkami na nasz stadion, by pokazać, że oni też będą kibicować Sevilli. O neutralności nie ma mowy. Pod względem kibiców Sevilla to było coś niewiarygodnego. Kiedy wychodziłeś na boisko i słyszałeś hymn, mogłeś być zmęczony, mieć kontuzję, a i tak dawałeś 100 proc.

W Lokomotiwie wciąż wracasz do równowagi po turbulencjach, w które wpadłeś w PSG?

– W Paryżu miałem zupełnie nieudany sezon, w Anglii zagrałem w ponad 30 meczach. Przestałem regularnie grać dopiero w ostatnim miesiącu, gdy było jasne, że spadamy. Byłem winny tak samo jak wszyscy moi koledzy. Gdybyśmy się utrzymali, myślałbym o WBA zupełnie inaczej. A tak w jednym sezonie pracowałem z czterema trenerami.

PSG dlaczego wciąż nie wychodzi w Europie?

– Brakuje gościa, który zapieprzał za wszystkie gwiazdy. W kraju go nie potrzebują, ale jest niezbędny w Lidze Mistrzów. Rozmawiałem o tym z wieloma ludźmi, przed transferem dyrektor sportowy dał mi jasno do zrozumienia, że myśli podobnie. A potem było, co było. Żeby wygrywać wszystko, trzeba umieć wszystko. Świetnie pokazywał to Atlético Madryt, zespół angielski, biorąc pod uwagę waleczność, i hiszpański, biorąc pod uwagę umiejętności. Oglądanie go dawało niesamowitą przyjemność.

Masz pomysł na siebie w drugiej połowie kariery?

– Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś zdrowie nie pozwoli mi na tyle biegania i walki. Ale dobrze się prowadząc, można grać na najwyższym poziomie do 35. urodzin. W WBA występowałem obok 37-letniego Garetha Barry’ego. Kluczowe jest profesjonalne podejście do futbolu i mentalność. Nie możesz się budzić i mówić, że jesteś zmęczony, bo staniesz się zmęczony. Ja nie czuję swojego wieku. Jak poczuję, to może wezmę pod uwagę grę na obronie.

Idziesz do szkoleniowca i mówisz: trenerze, brakuje mi już paliwa, proszę mnie przesunąć do defensywy?

– Właśnie tak to sobie wyobrażam. Ale w reprezentacji będę musiał wtedy zmienić numer. Koleś z dziesiątką na środku obrony to jednak przesada.

Grzegorz Krychowiak zagrał już dla reprezentacji 57 meczów

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.