BIESZCZADY. PASJA BEZ GRANIC

Maraton Bieszczadzki - - Pierwsza Strona - Bartosz Mejsner

Został już tylko jeden dzień, godziny, zegar tyka głośniej, słyszysz? Wiesz ile dla mnie znaczy chwila, kiedy stoję na starcie biegu ultra, w górach, w środku nocy, wieczorem lub o świcie. Kiedy całe moje ciało zwiera się do skoku w oczekiwaniu zmęczenia i bólu? Nie myślę wtedy o mecie, nie śmiem nawet, choć przecież zawsze do niej docierałem. Pokora naprzeciw determinacji, niepewność naprzeciw oczekiwaniom. Posłuchaj.

TRZY!

Strach. Zawsze go czuję, czy znajdę w sobie dosyć siły by przezwyciężyć siebie?

DWA!

Ekscytacja. W gardle tłumię krzyk. Tętnice wypełnia mi wrzątek, włosy wstają na przedramionach. Jeden! Radość i mobilizacja. Jestem właśnie tu gdzie powinienem. Znowu dam z siebie wszystko.

START! WYTRWAĆ!

Ultramaraton jest jak sztorm. Zmę- czenie zwala się na ciało z uporem, konsekwencją i niezmordowanie. Raz za razem. Już czujesz, że jest dobrze, że wszystko się uspokaja, cichnie, kiedy uderza raz jeszcze. Wygina maszt trzeszczącego kręgosłupa, zalewa twarz i oczy słoną wodą.

EMOCJE

Na podejściu marzysz żeby dotrzeć na szczyt i zacząć już zbiegać, na zbiegu błagasz o kolejne podejście. Kiedy wreszcie docierasz do mety, czujesz ulgę mieszającą się z radością, ból smakuje wtedy inaczej - smakuje dobrze. Spełnienie to uczucie, którego nie da się wyrazić, to równanie bez wspólnego mianownika, poczujesz to lub nie. Chwila przyjdzie i zaraz przeminie, szybko jak wszystko co w życiu dobre. Wykorzystaj i zapamiętaj każdą godzinę, minutę i sekundę. Będziesz je wspominać, kiedy pojawi się żal, że to już było... I jeszcze jedno, pamiętaj, jesteś wybrańcem.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.