TAK BYŁO ROK TEMU:

MŁODSZY BRAT ROŚNIE W SIŁĘ

Maraton Bieszczadzki - - Pierwsza Strona -

Ajednak rok temu na starcie stanęło 234 pań i panów (zgłosiło się i opłaciło start 275 osób). I od razu wszyscy wiedzieli, że młodszy brat „Rzeźnika” to jest to! I że będzie rósł w siłę. Tamta, pierwsza edycja, była jednak absolutnie wyjątkowa. Ponad 50-kilometrowa trasa (suma przewyższeń to 1280 metrów) poprowadziła między innymi przez Wetlinę, Smerek, Okrąglik, Paprotną i Jawornik. Uczestnicy biegli głownie po trasach turystycznych, ale też tych asfaltowych i szutrowych. Krótko mówiąc – było wszystko. To zresztą wpisywało się w założenie imprezy, która miała łączyć w sobie różne elementy. Kolejna rzecz, która udała się już przy pierwszej okazji. Podobne zdanie mieli uczestnicy, którzy chwalili bardzo także bardzo dokładne oznaczenie trasy.

CUDOWNA TRASA! DUŻO KIBICÓW, KTÓRZY BARDZO WSPIERALI NAWET W NAJTRUDNIEJSZYCH MOMENTACH. BYLI WSZĘDZIE, NAWET W GÓRACH! TRASA PIĘKNA, MALOWNICZA, BARDZO KOLOROWA, AŻ CHCIAŁO SIĘ BIEC.

PRZYGODA Maraton wzbudzał emocje jeszcze przed startem. „Nie wytrzymałem i się zapisałem :). Jadę samochodem, mam 2-3 miejsca wolne jak ktoś by miał ochotę sobie też pobiec” – pisał ktoś na jednym z forów. Ten sam maratończyk odwiedził zresztą Bieszczady trochę wcześniej, bo tak zachęcał innych uczestników: „Można się jeszcze skusić. Transport jest, z noclegiem też nie ma problemu ;-)”. Później wszyscy wymieniali się uwagami i wrażeniami. I wszystkich łączyło jedno – przyznawali, że przeżyli niezapomnianą przygodą.

"CUDOWNA TRASA" Bo biegacze też spisali się świetnie, bo do mety nie dotarło tylko pięcioro maratończyków. – Początek trasy był bardzo szybki: można było sobie pozwolić na to, by się rozpędzić. Później już trzeba było zachować ostrożność. Ostre zbiegi, nie bardzo było widać co jest pod nogami, ale sama końcówka też bardzo przyjemna: po płaskim terenie można było docisnąć na sam koniec do mety. Jestem bardzo szczęśliwy – podsumował Bartosz Gorczyca, pierwszy zwycięzca Maratonu Bieszczadzkiego. Jego czas, czyli cztery i pół minuty na kilometr zaskoczyło wszystkich. Zachwycona była też triumfatorka rywalizajci pań, Agnieszka Łęcka. – Cudowna trasa! Dużo kibiców, którzy bardzo wspierali nawet w najtrudniejszych momentach. Byli wszędzie, nawet w górach! – stwierdziła na mecie. – Trasa piękna, malownicza, bardzo kolorowa, aż chciało się biec. Najbardziej przerażające były mokre liście, które przykrywały kamienie i nie bardzo było wiadomo, co mamy pod nogami, ale poza tym – rewelacja! Bardzo cieszę się, że pobiegłam!

UDANY DEBIUT Cieszyli się wszyscy, bo było z czego. Imprezowy debiutant przypadł wszystkim do gustu. To jeszcze nie „hardkor” na najwyższym poziomie, ale bieg górski zachowujący standardy rywalizacji na szosie, choć oczywiście z przewyższeniami i potrzebą pokonania trudnego terenu. Tak jak pisaliśmy – impreza, która ma w sobie wszystkie elementy.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.