DYREKTOR NA STARCIE PÓŁMARATONU Mt:

3 KWIETNIA DYREKTOR FUNDACJI „MARATON WARSZAWSKI” MAREK TRONINA PO RAZ PIERWSZY POBIEGNIE WE WŁASNEJ IMPREZIE. HONORY ORGANIZATORA TEGO DNIA BĘDZIE CZYNIŁ JEDEN Z DONATORÓW ZBIÓRKI CHARYTATYWNEJ #BIEGAMDOBRZE, POPRZEZ KTÓRĄ UCZESTNICY PÓŁMARATONU I INNYCH

Maraton Warszawski - - 3 kwietnia 2016r. -

Marku, jesteś gotowy na 3 kwietnia?

Mt: - Zdecydowanie nie. Przynajmniej fizycznie. Natomiast mam doskonałą podbudowę teoretyczną, liczę trochę na pamięć mięśniową, no i na dobrą organizację. To mi powinno pomóc.

Skąd decyzja o starcie w półmaratonie?

Mt: - To oczywiście część naszych działań służących promocji akcji #BiegamDobrze. Po sukcesie jej premiery na maratonie uznaliśmy, że półmaraton musi pod tym względem przebić maraton, a żeby tak się stało, to trzeba sięgnąć po środki niestandardowe. Takim było właśnie moje wyzwanie – zbiorę 10 000 zł, to pobiegnę. No i stało się. Podczas poprzedniego PZU Maratonu Warszawskiego obserwowałeś, jak rozwija się akcja #BiegamDobrze. W jaki sposób biegacze charytatywni nadają jej rozpędu, jak prowadzą swoje zbiórki. Teraz sam wziąłeś w niej udział. Czego się nauczyłeś, co Cię zaskoczyło?

- Spodziewałem się przede wszystkim tego, że będę miał więcej czasu, by zająć się swoją zbiórką. Udało mi się zrealizować może 1/3 pomysłów, które miałem. Co oznacza, że z jednej strony mógłbym pewnie zebrać znacznie więcej, ale też, że każdego, kto podejmuje wysiłek zbierania środków w takiej akcji, należy naprawdę docenić. Bez zaangażowania nie ma efektów finansowych. A zaangażowanie to czas, a często i pieniądze. To nie jest łatwa robota, zaręczam. Tym większy szacunek dla tych, którzy się na to decydują.

Trudno było zebrać 10 tysięcy złotych?

Mt: - Nie aż tak bardzo. Mogę już powiedzieć, że miałem kilka deklaracji, że gdyby mi do tej magicznej granicy trochę brakowało, to chętni dopłacą brakującą kwotę. Na szczęście nie musiałem uruchamiać takich rezerw. Ale co ciekawe – sporo osób było obojętnych na moją zbiórkę. I z odmowami też trzeba umieć sobie radzić, bo one potrafią być deprymujące. Jesteś osobą rozpoznawalną. Uczestnicy będą oglądać się za Tobą na trasie, po biegu wielu z nich z ciekawością będzie sprawdzać Twój wynik. Czujesz presję? Mt: - Żadnej. Mam zamiar dobrze się bawić, zatrzymywać przy każdym punkcie na trasie, rozmawiać z wolontariuszami i kibicami. Mam zamiar pobiec najwolniejszy, najlepszy półmaraton w życiu. Twoja życiówka w półmaratonie?

Mt: - 1:48. Podobno Twoim największym dotychczasowym koszmarem związanym z półmaratonem był pierwszy przebieg przez bramę Cytadeli. Nie mogłeś spać, bo bałeś się, czy brama nie jest zbyt wąska dla tak dużej liczby uczestników. Czy teraz coś spędza Ci sen z powiek. Belwederska?

Mt: - Belwederska jest szeroka :-). A na poważnie, to nie mogę się doczekać odcinka między stadionem Polonii Warszawa a Stadionem Narodowym. To głównie Praga, prawy brzeg Wisły, czyli dla wielu terra incognita. Ale ja tam bardzo długo mieszkałem i z chęcią tam wrócę. Jakie zadania stoją przed nowym dyrektorem biegu?

Mt: - Rozliczne. Przede wszystkim – nie brać swojej roli nazbyt poważnie. Dyrektor w czasie półmaratonu może w zasadzie nic nie robić poza jakimiś podstawowymi zadaniami, które są przypisane wyłącznie do niego. Zespół, który mu powierzam,

jest tak dobrze zorganizowany, że nawet dyrektor nieznający polskiego by sobie poradził. W tym roku dzień półmaratonu będzie wyglądał dla Ciebie zupełnie inaczej, niż przez ostatnie 10 lat. Czego będzie brakowało Ci najbardziej?

Mt: - Walki o zwycięstwo. Oglądałem ją przez lata z odległości kilku metrów i ten widok mi tym razem umknie. I bardzo tego nowemu Dyrektorowi zazdroszczę. Nie boisz się ustąpić ze stanowiska? Nie masz obawy, że będąc na trasie nie będziesz mógł czuwać nad wszystkim, tak jak do tej pory?

Mt: - Będę miał przy sobie telefon :-). W razie czego można będzie zadzwonić. Wciąż mniej więcej orientuję się we wszystkim. Będziesz miał okazję zaobserwować rzeczy, których nie widzi się z perspektywy Dyrektora. To ekscytujące.

Mt: - Niewątpliwie. A w dodatku nikt mi nie będzie niepotrzebnie zawracał głowy drobiazgami. Ale takie coś możliwe jest tylko raz. Zobaczę imprezę oczami biegacza i na pewno uda mi się z tego wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. To też cenna wartość dodana do mojego startu.

Czego życzyć Ci przed startem?

Mt: - Żeby nikt do mnie nie dzwonił, jak będę na trasie. Bo to będzie zasadniczo znaczyć, że nie byłem nikomu do niczego potrzebny. Innymi słowy – że impreza przebiegła bez zakłóceń.

ZOBACZĘ IMPREZĘ OCZAMI BIEGACZA I NA PEWNO UDA MI SIĘ Z TEGO WYCIĄGNĄĆ JAKIEŚ WNIOSKI NA PRZYSZŁOŚĆ.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.