WALKA O PRESTIŻ

Niebieska eRka - - Wstęp -

Drużyna odzyskała styl, w którym przed trzema laty walczyła o mistrzostwo

Żegnamy sezon nieparzysty jak zwykle z radością i niecierpliwością. Od lat Niebiescy grają wedle zasady „jo-jo”, z której wynika, że skoro teraz uchronili się przed spadkiem, od lipca zaczną grę o podium. Dla klubu o niewielkim budżecie, ale wielkich sercach i tradycjach, to jest sytuacja zrozumiała – nie tylko my mamy w lidze zbyt wąską kadrę, żeby sobie poradzić z grą na dwóch frontach. Od lat więc tak to wygląda, że ceną pucharowych przygód jest dla nas ligowa zadyszka i walka o byt na dole tabeli.

Nasz dzisiejszy rywal być może zapłaci za zeszłoroczny występ we wstępnych fazach Ligi Europy cenę jeszcze wyższą: jeśli dziś przy Cichej nie wygra, zostanie zdegradowany. Zawisza będzie walczył z nożem na gardle, dla wyluzowanych Chorzowian to spotkanie wyłącznie o prestiż. Ale Cracovia pokazała nam we wtorek, jak się powinno zachować w takiej sytuacji. Grając o pietruszkę, krakowianie nie odpuścili nam ani na chwilę, walczyli o każdy metr boiska i zwycięstwo z determinacją, a gola zdobyli po męskim starciu, które równie dobrze przez sędziego mogło zostać uznane za ofensywny faul.

Dzięki temu mogliśmy oglądać widowisko na więcej niż przyzwoitym poziomie, a interwencje Matusa Putnockiego, po których piłka obijała nasze słupki i poprzeczkę, uratowały nas przed wyższym rozmiarem porażki. Ruch grał dobrze, ale brak Filipa Starzyńskiego jeszcze raz okazał się aż nazbyt widoczny. Dziś Figo zagrać może, Niebiescy mogą wystawić najsilniejszy skład i nie widzę powodów, dla których mieliby potraktować rywali inaczej, niż to z nami uczyniły „Pasy”. Żadnych polubowności tutaj być nie może, Zawisza i tak poleci, bo nie wierzę, by Łęczna nie poradziła sobie z załamanym Bełchatowem, a Korona ze świeżo uratowanym Podbeskidziem. Niebiescy mają okazję z przytupem zakończyć rundę finałową, zwłaszcza, że kibicowską cierpliwość i tak już wystawili na poważną próbę, nie wygrywając przy Cichej od bez mała dwóch miesięcy.

Życzyłbym sobie, aby zarząd potrafił utrzymać kadrę w zbliżonym kształcie na przyszły sezon, a ewentualne straty wyrównać mądrymi transferami, bo efekty pracy Waldemara Fornalika są już widoczne – drużyna odzyskała styl, w którym przed trzema laty walczyła o mistrzostwo do ostatnich minut sezonu. Tyły mamy zabezpieczone, zdolnych napastników na przyszły sezon też nie zabraknie, trzeba teraz powalczyć o to, by bogatsze kluby nie zdemolowały nam składu w środku pola.

Matus Putnocki musi poćwiczyć w przerwie grę na przedpolu, ale tak po prawdzie, gdyby piąstkował równie rozważnie i szczęśliwie, jak broni na linii, grałby w Realu Madryt, a nie w Ruchu. Michał Helik na szczęście czasem popełnia jeszcze młodzieńcze gafy, zwłaszcza próbując rozgrywać piłkę, bo w roli stopera, łakomego także na gole przy rzutach rożnych, idzie w ślady Kamila Glika, a wiadomo, że na obrońcę klasy światowej stać by nas w Chorzowie nie było.

Rafał Grodzicki pod koniec sezonu zamknął usta wszystkim malkontentom i definitywnie posadził na ławce „Stawara” i „Malinę”.

King Waldek lubi budować drużynę od formacji defensywnych – i efekty jego starań możemy obserwować: poza wariackim meczem Ruch-Piech, rywale musieli się bardzo napracować, żeby strzelić nam gola. I tak ma pozostać. Za miesiąc zaczynamy grę o majstra.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.