Porady

TRENING I SPRZĘT Wielu z nas nie wyobraża sobie zimowego wyjazdu bez nart. Jeśli jednak ma to być udany urlop, trzeba się do niego trochę przygotować. Zarówno kondycyjnie, jak i sprzętowo

Podróże - - Pierwsza Strona - TEKST MONIKA WITKOWSKA

Jak przygotować się na wyjazd narciarski

Według statystyk co piąty Polak deklaruje, że umie jeździć na nartach lub desce snowboardowej. Sama też się do tej grupy zaliczam i na hasło „Jest śnieg” mój mózg błyskawicznie konkluduje: „Czas na narty”. Ale nie tak od razu! O pewnych sprawach trzeba pomyśleć z wyprzedzeniem.

Forma Najlepiej jeśli o swoją kondycję dbamy przez cały rok – wtedy przygotowania do sezonu narciarskiego są już tylko szlifowaniem formy. Biada jednak tym, którzy normalnie prowadzą siedzący tryb życia i nagle mają ambicje zostać królami stoku. To całkiem prawdopodobni kandydaci na pacjentów ortopedów. Gorzej, że krzywdę mogą zrobić także innym. Krótko mówiąc, bez przygotowania fizycznego lepiej nie wyjeżdżać. – Jeśli wybieramy się na narty w grudniu-styczniu, powinniśmy budować kondycję już na jesieni. Najpóźniej na dwa miesiące wcześniej – zaleca Justyna Kleczaj, instruktorka Energy Fitness Palace w Warszawie. Na pytanie „Jak ćwiczyć?” radzi, by zacząć od pracy nad ogólną sprawnością i wydolnością. Poprawia ją choćby bieganie czy jeżdżenie rowerem (w klubach fitness zajęcia rowerowe to spinning lub indoor cycling). – Jest taka reguła: 3 x 30 x 130, co oznacza trzy treningi w tygodniu po 30 minut z tętnem 130 – tłumaczy trenerka. Wspomina też o innym przeliczniku: trenowaniu tak, by osiągać 75% tzw. tętna maksymalnego (uproszczonym wzorem na wyliczenie tętna maksymalnego jest dla kobiet wartość 226 minus wiek, dla mężczyzn 220 minus wiek). Samo bieganie i jeżdżenie jednak nie wystarczy. Do ogólnej wydolności trzeba dołożyć wzmocnienie mięśni całego ciała, co osiągnąć można podczas zajęć fitness, szczególnie podczas tzw. TBC, czyli Total Body Condition, lub na wybranych maszynach w siłowni. Szczególnie ważna jest praca nad mięśniami kluczowymi w narciarstwie lub snowboardzie. Wśród zalecanych ćwiczeń są przysiady z wyskokiem, wykroki, skręty narciarskie, marsz na piętach i inne naśladujące ruchy wykonywane na stoku. Chodzi przede wszystkim o mięśnie trzymające strategiczne stawy. Budując je, zmniejszamy ryzyko, że coś nam się stanie, bo stracimy kontrolę nad naszymi nogami. Stajemy się silniejsi i stabilniejsi. Oczywiście pamiętajmy, aby po każdych zajęciach dołożyć przynajmniej kilkuminutowe rozciąganie. Justyna Kleczaj zdradza też pewien patent na to, by uniknąć bólu nóg po intensywnym szusowaniu już pierwszego dnia wyjazdu. – Tydzień przed wyjazdem na narty robimy trening możliwie największych partii mięśni nóg. Trening musi być ciężki do tego stopnia, aby w kolejnych dwóch dniach odczuwać zmęczenie (zakwasy). Potem przez kolejne 4-5 dni do wyjazdu nie forsujemy mięśni, poprzestajemy na ćwiczeniach utrzymujących

ogólną wydolność. Kiedy wreszcie zakładamy narty, nogi są przygotowane, nie doznają szoku zmęczeniowego – wyjaśnia instruktorka. Podczas wyjazdu absolutnie nie powinniśmy zapominać o jednym: rozgrzewce! Kilka minut rozruszania się nie stanowi wielkiego wysiłku, a naprawdę procentuje. Aby nie przeforsować stawów, pamiętajmy również o suplementacji diety – miesiąc przed wyjazdem dobrze jest zacząć zażywanie witaminy D3 oraz C.

Sprzętowe spa Jeśli posiadamy swój sprzęt, warto go z odpowiednim wyprzedzeniem wyciągnąć, sprawdzić (nie będzie miło, gdy dopiero na stoku odkryjemy brak klamer przy butach), a narty czy deskę oddać do przedsezonowej regeneracji. Na pewno podstawową sprawą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, jest regulacja siły wypięcia wiązań. Nieważne, że robiliśmy to rok wcześniej. Okres międzysezonowy narty powinny przeleżeć z rozkręconymi wiązaniami, ze sprężyną ustawioną na wartość równą zero. Z początkiem sezonu trzeba wiązanie wyregulować od nowa (zwłaszcza jeśli pożyczaliśmy nar- ty komuś innemu, kto zmieniał ustawienia wiązań). – Taką regulację można zrobić samemu. Nie jest to żadna filozofia, wszystko jasno określają specjalne tabele i kalkulatory – wyjaśnia Marcin Kapuściński prowadzący w Warszawie punkt serwisowania nart Ski Spa. Uprzedza jednak, że skorzystanie z serwisu stanowi ważny argument w razie ewentualnego wypadku – zdarza się, że firmy ubezpieczeniowe nie chcą wypłacać odszkodowania, zarzucając nieprawidłowe manipulowanie przy sprzęcie. Koszt ustawienia wiązań to 10-20 zł. Ważne, by poza nartami przywieźć do serwisu jeden but, bowiem serwisant oprócz wzrostu, wagi, umiejętności i wieku narciarza bierze pod uwagę właśnie długość skorupy buta (długość ramienia powstającej dźwigni). Trudniejszą sprawą jest przygotowanie narty jako takiej. Jeśli mamy zamiar korzystać ze sprzętu, który przez rok (albo dłużej) leżał nieużywany, trzeba zacząć od oczyszczenia z ewentualnej rdzy jego krawędzi, po czym je naostrzyć i wypolerować. Można to zrobić maszynowo lub ręcznie. Maszynowo jest taniej i szybciej, nie mówiąc o tym, że tego typu serwisy są bardziej powszechne. Ale jest druga strona medalu – maszyna zbiera dużo więcej krawędzi niż przy analogicznej czynności wykonywanej ręcznie. Oznacza to, że nie można wykonać zbyt wielu tego typu zabiegów. Ostrzenie ręczne jest od maszynowego mniej więcej 30% droższe, ale za to dużo bardziej precyzyjne. Uwzględnia krzywiznę nart, ich zróżnicowanie na całej długości oraz można je wykonywać więcej razy (ważne zwłaszcza w przypadku drogich nart). Pytam mojego rozmówcę również o deski snowboardowe. – W zasadzie ich regeneracja odbywa się analogicznie do nart – mówi, jednak zaraz potem się poprawia: – Chociaż istnieje także technologia robienia snowboardów z pofalowaną

Plusem wypożyczalni jest nie tylko przygotowanie sprzętu, ale także możliwość testowania wielu modeli

krawędzią. Z ostrzeniem takich krzywizn żadna maszyna sobie nie poradzi, pozostaje tylko serwis ręczny. Ostatnim etapem przedsezonowego przygotowania jest smarowanie spodu desek, czyli ślizgów. Smary są różne. – Na jesieni korzystamy z innych niż wiosną, bo jeździ się na innym śniegu – tłumaczy szef Ski Spa. Ile kosztuje całość przedsezonowej regeneracji? W wersji maszynowej musimy liczyć ok. 60 zł, w ręcznej 100-120 zł. Przy całym budżecie wyjazdu różnica jest niewielka, za to frajda z jazdy jak najbardziej odczuwalna!

Wypożyczone czy własne?

Czy opłaca się inwestować we własny sprzęt i jego regenerację, czy lepiej zdać się na przystokowe wypożyczalnie? Trudny wybór. Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, robiąc kalkulację obu opcji. Niewątpliwie warto się zastanowić, ile dni w roku spędzamy na nartach (jeśli mało, chyba lepiej zdać się na wynajem), gdzie (nie wszędzie można liczyć na wypożyczalnie), jak wygląda kwestia transportu (często linie lotnicze za przewóz nart pobierają dodatkowe opłaty). W wielu ośrodkach narciarskich, zwłaszcza w znanych kurortach alpejskich, plusem wypożyczanego sprzętu jest nie tylko jego przygotowanie (nasmarowanie, naostrzenie itp.), ale także możliwość testowania różnych modeli (często rynkowych nowości) w zależności od warunków na stoku i naszych preferencji. Jednego dnia możemy wziąć slalomki, innego deski na kopny śnieg pozatrasowy. Jakie są ceny? W renomowanym punkcie Intersportu w austriackim Ischgl (ośrodek narciarski zaliczany do najsłynniejszych na świecie) komplet sprzętu (buty, narty, kijki) kosztuje 170-230 euro za tydzień. W przypadku alpejskich wypożyczalni warto wcześniej sprawdzić ich strony internetowe, jako że rezerwacje robione z odpowiednim wyprzedzeniem mają ceny sporo niższe niż na miejscu. W wypożyczalniach w polskich kurortach jest dużo taniej niż w Alpach – sprzęt będzie kosztował ok. 240 zł za 6 dni, choć różnie bywa z jego jakością. Z kolei jeśli chcemy kupić zestaw narciarski, musimy wydać co najmniej 1000 zł (za tę kwotę nie będą to raczej topowe modele). Wiele osób stosuje również wariant pośredni – jeździ ze swoimi butami, a na miejscu pożycza jedynie narty. Podsumowując: kondycja i sprzęt są bardzo istotne, ale poza tym trzeba umieć jeździć. Nawet najlepsze narty same nie pojadą! r

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.