Nowy Jork

MAŁY CZŁOWIEK W WIELKIM MIEŚCIE Jazda windą na setne piętro wieży 1 World, hipsterzy i żydzi w Williamsburgu, kąpiel w fontannach Central Parku – to miasto nie tylko nigdy nie zasypia, ale i nikogo nie zanudza!

Podróże - - Pierwsza Strona - TEKST I ZDJĘCIA AGNIESZKA ZAKIEWICZ

Miasto, które nigdy nie zasypia, oczami n ajmłodszych

Mamo, dlaczego wszyscy tak się spieszą? – pyta Kuba, wysiadając z samolotu. Za chwilę poznajemy odpowiedź. Kolejka do odprawy paszportowej ciągnie się w nieskończoność. Mamy jednak szczęście, bo ktoś z obsługi prosi nas o przejście do specjalnego stanowiska. Uff, podróżowanie z dziećmi ma swoje zalety! Niedługo potem siedzimy w żółtej taksówce, która wiezie nas do wynajętego na Brooklynie mieszkania. Jet lejce do wejścia na taras widokowy, Kubuś i Mati zbierają uśmiechy od chyba wszystkich przechodniów. Sto pięter pokonujemy w zaledwie 60 sekund. – Wooow, jak szybko! – woła Matt. Ściany windy wyłożone są ekranami cyfrowymi, na których wyświetla się animowana lag nie pozwala nam spać, więc przygodę zaczynamy o świcie. Pierwsze kroki kierujemy w stronę jednego z nowojorskich symboli, mostu Brooklińskiego. Jest bardzo wcześnie i ruch na moście niewielki, możemy spokojnie zrobić zdjęcia. W połowie drogi stajemy, by pozachwycać się widokami: z jednej strony drapacze chmur na Manhattanie, z drugiej – budzące się słońce nad Long Island. e Powoli robi się tłoczno, spieszący się do pracy ludzie mijają nas z kubkami kawy w rękach. W oddali słychać strażackie syreny – ten dźwięk będzie nam towarzyszył przez cały pobyt. Wszyscy są zmęczeni, czas na odpoczynek! Wybieramy Brooklyn Bridge Park, z którego roztacza się wspaniała panorama Manhattanu. Za dwa dolary na chętnych czeka przejażdżka na staroświeckiej Jane's Carousel z 1922 r. – Tato, możemy jeszcze dziś wjechać na nową wieżę 1 World? – pytają zaaferowani chłopcy, wskazując na drugi brzeg East River. Rozmawiamy o tragicznych zdarzeniach z 11 września 2001 r. Gdy czekamy w ko-

historia Nowego Jorku. Na górze okazuje się, że jest już zachód słońca – to był długi dzień. Przyklejamy nosy do szyby i przez chwilę nie możemy oderwać wzroku od pomarańczowej kuli chowającej się za horyzontem. Oświetlone ciepłym blaskiem miasto wygląda zachwycająco.

Dzielnice multi-kulti Kolejnego ranka postanawiamy zostać na Brooklynie i wybrać się na lokalny targ. Po drodze mijamy starszego Afroamerykanina, który z uśmiechem zwra- ca się do nas: – God bless you and your family! (Niech Bóg ma w opiece waszą rodzinę). To niejedyny raz, kiedy ktoś obcy zaczepia nas, by powiedzieć coś miłego. Buszowanie po targu staroci sprawia nam wielką frajdę. Co chwilę trafiamy na drobiazgi czy zabawki z lat 80. – pamiętamy je z filmów oraz paczek od cioci z Ameryki. Chłopaki znajdują upragnione figurki bohaterów z bajek. Zaczyna nam burczeć w brzuchach, więc kupujemy meksykańskie burrito z food trucka, siadamy na schodach i sprawdzamy, jak najszybciej dotrzeć do ortodoksyjnej żydowskiej dzielnicy. Tu czeka nas zderzenie z innym światem. – Dlaczego oni są tacy smutni? – pyta z namysłem Kuba. Mieszkańcy tej części Williamsburga nie należą do towarzyskich albo po prostu

nie przepadają za turystami. Klimat dzielnicy jest niesamowity. Mężczyźni z pejsami ubrani w czarne chałaty i kapelusze, kobiety w perukach, dziewczynki w podobnych sukienkach, a chłopcy – w identycznych mundurkach. Ciemne sylwetki mijają nas szybko, unikając kontaktu wzrokowego. Nie reagują na uśmiechy chłopaków, a na widok aparatu przechodzą na drugą stronę ulicy. Ta część miasta długo zostanie w naszej pamięci. Ruszamy dalej. Nagle wszystko się zmienia, a Williamsburg przybiera hipsterskie oblicze. Robi się kolorowo, na ścianach pojawia się coraz więcej murali, z barów słychać muzykę. Zatrzymujemy się, żeby posłuchać koncertu ulicznego wokalisty. To IRO, który tak nam się podoba, że odnajdujemy go w mediach społecznościowych. Kuba zastanawia się, czy kiedyś on także będzie mógł przyjechać do Nowego Jorku i występować na Brooklynie.

Inne niż wszystkie Jedziemy metrem! Entuzjazm chłopców jest równie wielki jak nasz. Ten środek lokomocji sprawia nam największą frajdę. To nie tylko sposób przemieszczania się – to atrakcja sama w sobie. Ktoś zaśpiewa w wagonie, ktoś zatańczy na peronie lub zagra na gitarze. Zawsze jest wesoło i gwarnie. Dziś trafiliśmy na grupę muzyków przebranych za roboty. W tunelach znajdujemy również mnóstwo dzieł sztuki, takich jak obraz Roya Lichtensteina na stacji przy Times Square, rzeźby Toma Otternessa czy witraże na Coney Island.

Muzea są fajne Chłopcy wybrali Intrepid. Wodną taksówką docieramy na Manhattan i wchodzimy na pokład wielkiego lotniskowca zacumowanego na rzece Hudson. Wszystkiego można dotknąć, co po wizytach w takich muzeach jak MOMA i Whitney jest dla nas pewnym zaskoczeniem. Tutaj dzieci są mile widziane. Zwiedzamy kabiny i mostek kapitański. – Kuba, siadaj na fotelu, a ja będę sterował! – krzyczy podekscytowany Matt. Na zewnątrz czeka na nas wystawa

samolotów. Są myśliwce F-16, polski MIG-21 i słynny ponaddźwiękowy concorde. Za dodatkową opłatą udaje się nam nawet zobaczyć prom kosmiczny Enterprise. Chłopcy są w swoim żywiole.

Central Park jest tylko jeden – Czy wrzesień w Nowym Jorku zawsze jest tak upalny? – zastanawiamy się, szukając cienia w Central Parku. – Ooo, budka z lodami! Ja chcę czekoladowe! Wolnym krokiem udajemy się przez jeden z 36 mostków w stronę placu zabaw. Z daleka słychać śmiech dzieci. Na miejscu okazuje się, że woda w fontannach jest odkręcona – będzie szaleństwo. Dobrze, że zabraliśmy kąpielówki dla chłopców. Z zazdrością obserwujemy dzieci pluskające się w wodzie. Central Park, jak większość terenów zielonych w Wielkim Jabłku, jest idealnym miejscem spotkań i harców. Urządzono tu 21 placów zabaw dla dzieci. Gdyby ktoś się zastanawiał, czy w Nowym Jorku maluchy nie będą się nudzić, śmiało mówimy – nigdy! Bardzo bezpieczne place znajdziemy nie tylko w parkach, ale również między wieżowcami w środku Manhattanu.

Centrum wszechświata

Obowiązkowo zaglądamy na Times Square. – Mamuś, ile tu światełek! Z każdej strony mijają nas postacie z bajek, filmów, machają i zapraszają do zdjęcia. Matt, siedząc na ramionach taty, przybija piątkę przebranemu za Statuę Wolności człowiekowi na szczudłach. Jest głośno i wesoło. Straż pożarna próbuje przedostać się na drugą stronę ulicy – niełatwe zadanie! Strażacy w pośpiechu wysiadają, wbiegają do jednej z restauracji. Na szczęście to tylko fałszywy alarm i mogą bezpiecznie wracać na posterunek. Idziemy do ogromnego sklepu M&M’S – trzeba zrobić zapasy do domu. Dwanaście dni to zdecydowanie za mało, żeby się nacieszyć smakami, kolorami i doznaniami, jakich dostarcza Nowy Jork. Będziemy tęsknić za włóczęgami po Brooklynie, zadzieraniem głów w stronę drapaczy chmur, panoramą z Top of the Rock (punktu widokowego na dachu Centrum Rockefellera). Ale najbardziej za nowojorczykami, którzy otworzyli dla nas serca i w naszych sercach pozostaną. r

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.