Portugalia

TRADYCJE W SIODLE Przystaję w tłumie. Nagle czuję na uchu ciepły oddech. Odwracam się i widzę miękkie chrapy tuż koło mojej twarzy. Nie, ten koń nie chce mnie ugryźć. Utknął, jak ja, w morzu ludzi

Podróże - - Pierwsza Strona - TEKST I ZDJĘCIA MONIKA FILIPIUK-OBAŁEK

Festiwal koni luzytańskich w Goledze

Co roku w listopadzie Golegã – nieco senne miasteczko w portugalskim regionie Ribatejo – wychodzi z cienia. Trwają Narodowe Targi Konia Luzytańskiego. Korki, setki samochodów, cisnący się wszędzie przechodnie. Można poczuć się jak w centrum tłocznego miasta, brakuje tylko drapaczy chmur. Garnitury biznesmenów zastępują tradycyjne marynarki, kurtki z kołnierzami z lisa, wysokie buty. Damskie głowy zdobią kapelusze, a dłonie – białe rękawiczki. Powłóczyste suknie zamiatają bruk. Na 10 dni przenosimy się do innej epoki. W tym miejscu szczególne prawa mają jednak zwierzęta, o czym już na rogatkach informuje tablica z napisem: „Golegã – stolica koni”. Wzdłuż drogi ciągną się pastwiska. Można zobaczyć piękne luzytany, szlachetne i rzadkie konie altér real czy kuce sorraia.

Wszyscy na koń! Podczas święta rozpoczyna się szaleństwo. Trudno stwierdzić, czego jest więcej – zwierząt, jeźdźców, widzów czy straganów. Tłum porywa nas niczym prąd rzeki i niesie ulicami wprost na Largo do Marquês de Pombal – rynek na stałe zamieniony w maneż. Odbywają się tu pokazy i konkursy. Wokół placu poprowadzono tor, po którym krążą nieustannie jeźdźcy i zaprzęgi. Wrażenie jest niesamowite. Dziwią nas pary na jednym wierzchowcu, bogato zdobione siodła, stroje. Piesi oraz rumaki są przemieszani i ściśnięci tak, że depczą sobie po piętach. Jakimś cudem konie nie płoszą się, nie wierzgają, nikogo nie tratują. Pod drewnianymi wiatami właściciele prezentują zwierzęta ze swoich stadnin. Każde podwórko czy garaż przerabia się na stajnie. Przez otwarte bramy widać taczki ze słomą, zaparkowane na podwórkach przyczepy do przewozu koni, czasem słychać rżenie. Ktoś wyprowadza właśnie na ulicę siwego osiodłanego luzytana z lśniącą wyczesaną grzywą i ogonem. Nawet najmniejsze źdźbło słomy byłoby powodem do wstydu.

Czysta krew. Żyzne łąki oraz rozległe przestrzenie w dolinie Tagu i Almondy od wieków sprzyjały wypasowi bydła, do którego zaganiania używano koni. W XVIII stuleciu, za sprawą markiza de Pombala, w dniu św. Marcina (11 listopada) zaczęto organizować w Goledze koński jarmark. Szybko stał się on najważniejszą imprezą dla hodowców w kraju i zyskał określenie funkcjonujące do dziś: Feira Nacional, czyli Targi Narodowe. Obecnie w tym czasie większość portugalskich stajni zamiera i pustoszeją wybiegi. Liczący się hodowcy wystawiają w miasteczku rumaki czystej krwi i sprzedają je kupcom z całego świata. Poza aukcjami codziennie można zobaczyć wyścigi, zawody w ujeżdżeniu i skokach przez przeszkody oraz rozgrywki horse ball (gry drużynowej na koniach z piłką). Poziom konkurencji jest bardzo wysoki. Dzięki temu impreza zyskała jeszcze bardziej na znaczeniu i ze zwykłych targów przerodziła się w piękny jeździecki spektakl.

Tu króluje elegancja. Prezentując wierzchowce, jeźdźcy starają się jak najlepiej pokazać ich umiejętności. Popisują się przed widownią i sobą nawzajem. Są ciągi, piruety, piaffy, zmiany nogi w galopie, ale też lewady i capriole, siadanie na zadzie – co tylko można sobie wyobrazić. W pewnym momencie na plac wjeżdża dwoje dzieci na dość wysokim koniu. Dookoła chaos, muzyka, galopady, światła i tłumy ludzi. A siwa, na pierwszy rzut oka dość leciwa klacz przechadza się spokojnie tuż przed nami. Dzieci w siodle to też element promocji; sygnał, że koń jest spokojny i ułożony, a właściciel ma doń pełne zaufanie. Przedstawienie trwa do późnej nocy. Jeźdźcy i powozy krążą wokół maneżu, kolejno wjeżdżając na plac. Widzowie siedzą na trybunach, stoją przy barierkach lub spacerują wąskimi uliczkami, gdzie można znaleźć kramy z jeździeckimi akcesoriami, kapeluszami, siodłami, ale też smakołykami z Ribatejo. Tradycją jest raczenie się likierem ginjinha: to słodka, 19-procentowa nalewka z wiśni, podawana tutaj w czekoladowych kieliszkach. Po wypiciu trunku można je oczywiście zjeść. Innymi lokalnymi specjałami są água-pé (niskoprocentowy alkohol) czy wzmocnione wino abafado. Miejscowi lubią przytaczać popularne powiedzenie: „W dniu świętego Marcina idź do piwnicy i spróbuj wina”. Jeśli nie posiadamy piwniczki, nic nie szkodzi. Od czego są małe knajpki? Gdy ktoś pożyczy nam wierzchowca, możemy nawet wjechać do środka. Na pewno zostaniemy obsłużeni w pierwszej kolejności. r

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.