Kraków

TUTAJ LUDZIOM SIĘ CHCE Burzliwa przeszłość, duch epoki PRL- u, wyjątkowa architektura i indywidualny, silny charakter. Nowa Huta to nie tylko lekcja historii, ale przede wszystkim niespożyta energia jej mieszkańców

Podróże - - Pierwsza Strona - TEKST MAŁGORZATA STRASZEWSKA

Nowa Huta – tam, gdzie ludziom się chce bardziej niż gdziekolwiek indziej

Tu nikt nie mieszka przy ulicy, tylko na osiedlu – przypominam sobie słowa koleżanki, gdy wysiadam z autobusu przy socrealistycznym gmachu Teatru Ludowego. Potrzebuję chwili, by odnaleźć się w przestrzeni. Tutejsze adresy podawane są jako osiedla i oznaczają kwartały. Nazwy ulic nie stanowią wskazówki – wielu mieszkańców nie zwraca na nie uwagi. Po jednej stronie mam Osiedle Teatralne, a po drugiej Osiedle Górali, stoję natomiast przy ulicy Obrońców Krzyża. Przywiodła mnie tutaj ciekawość. Zdałam sobie sprawę, że w trakcie studiów w Krakowie pojawiłam się tu może dwa lub trzy razy. Wtedy nikt do Nowej Huty nie przyjeżdżał. Wydawała się odległa i tajemnicza, miała łatkę niebezpiecznej okolicy. Pierwsze skojarzenie było jedno – relikt komunistycznej przeszłości. Zapamiętałam imponujący plac Centralny, kultową restaurację Stylową i szerokie ulice. A także dużo, dużo zieleni i spacery „tunelami” z drzew. Inny świat, który w żaden sposób nie łączył się z zachodnią częścią miasta. Zresztą do dzisiaj jeździ się stąd „do Krakowa”, a wyprawa „do centrum” bynajmniej nie oznacza kierowania się na Rynek Główny, tylko na plac Centralny. W ciągu ostatnich lat coś zaczęło się zmieniać. Dochodziły mnie słuchy, że krakowscy znajomi lubią tu przyjeżdżać, że coraz więcej osób się przeprowadza. Wschodnia część Krakowa zwana Nową Hutą obejmuje obecnie pięć dzielnic, gdzie żyje łącznie 300 tysięcy osób – więcej niż w Toruniu czy Częstochowie. Wygląda zresztą na to, że to mieszkańcy są główną siłą napędową tego miejsca. – Bo tutaj ludziom się chce – odpowiada bez wahania moja znajoma na pytanie, co najbardziej ceni w życiu w Nowej Hucie. – Bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Korowód i Nowohucianka. Bez wątpienia „chce się” pracownikom Ośrodka Kultury im. C. K. Norwida, który działa na rzecz Nowej Huty od lat 50. ubiegłego wieku – społecznie, edukacyjnie, a wreszcie ekologicznie. W jego siedzibie mieści się również Sfinks – jedyne w okolicy kino studyjne, w którym przed filmem zamiast reklam obejrzymy Nowohucką Kronikę Filmową ( www.kronika.com.pl). W zeszłym roku ośrodek zorganizował akcję „Korowód Nowohucki”, prezentującą 20 postaci związanych z historią miejsca – od legendarnej księżniczki Wandy, przez Piękną Zośkę, zamordowaną przez zazdrosnego męża muzę młodopolskich malarzy, po Tadeusza Ptaszyckiego, głównego projektanta Nowej Huty. Bohaterowie, wybrani przez mieszkańców, pojawili się na plakatach, w filmie animowanym, a wreszcie w grze planszowej. Finałem akcji był uroczysty pochód postaci, w które wcielili się aktorzy Teatru Ludowego. Niewykluczone, że Korowód

Monument, zwany King Kongiem, był obiektem licznych protestów. Dziś Lenina można spotkać w parku osobliwości pod Sztokholmem

przejdzie w przyszłym roku – póki co, wciąż w nowohuckich kawiarniach odbywają się planszówkowe rozgrywki. Tegoroczną akcją ośrodka Norwida jest „Alternatywny przewodnik po Nowej Hucie”. – Chcemy zachęcić mieszkańców do odkrywania nieoczywistych miejsc – mówi animator Jarosław Klaś. – Zależy nam, by pokazać, że Huta to nie tylko kombinat, socjalizm i PRL. Zaplanowaliśmy 10 tematycznych spacerów prowadzonych przez lokalnych aktywistów. W grudniu ukaże się bezpłatny przewodnik w formie papierowej i elektronicznej. Wśród pieszych wycieczek pojawiły się np. „Kapliczki i stare wiejskie chałupy” ze społecznym opiekunem zabytków Antonim Łapajerskim, „Tropem rzeźbiarzy wizjonerów” – plenerowe dzieła sztuki prezentowane przez malarkę Joannę Styrylską-gałyżyn, a wreszcie „Śladami trzech wojen” z Tomaszem Mierzwą z Małopolskiego Towarzystwa Miłośników Historii Rawelin pokazującym militarne obiekty również z czasów I wojny światowej. My natomiast ruszamy na przechadzkę po najbliższej okolicy, czyli sercu „idealnego miasta socjalistycznego”. Jego budowa ruszyła decyzją Józefa Stalina w 1949 r. Powodem było powstanie wielkiego kombinatu metalurgicznego na terenie wywłaszczonych wsi. Ponadstutysięczna robotnicza Nowa Huta miała stanowić przeciwwagę dla inteligenckiego, konserwatywnego Krakowa. Choć w 1951 r. została włączona jako dzielnica, do dzisiaj zachowała swój odrębny charakter. Idziemy Aleją Róż – reprezentacyjnym deptakiem, gdzie w 1973 r. stanął pomnik Lenina. Monument, nazywany King Kongiem, był obiektem licznych protestów – raz ktoś postawił pod nim rower, obuwie i karteczkę z napisem: „Masz tu rower, stare buty, wyp...j z Nowej Huty”. Został zdemontowany w grudniu 1989 r. i wkrótce trafił do kolekcji szwedzkiego milionera Biga Bengta. Dziś można go podziwiać w parku osobliwości High Chaparall pod Sztokholmem. Zaglądamy do przylegającego do alei parku Ratuszowego, mieszczącego się w rejonie niewybudowanego ratusza (przestał być potrzebny w związku z przyłączeniem Nowej Huty do Krakowa). Mijamy charakterystyczną betonową rzeźbę zwaną potocznie Rybą. W jednej z alejek starsi panowie grają w szachy przy kamiennych stołach. Zaglądamy do podwórek, gdzie suszy się pranie – w budynkach nie ma bowiem balkonów. Dostrzegam, że zabudowa Nowej Huty oparta jest na koncepcji „jednostki sąsiedzkiej”. Każdy kwartał grupuje kilka tysięcy mieszkańców, którzy w obrębie swojego osiedla mają wszystko, co potrzebne do życia: szkołę, sklepy, punkty gastronomiczne. Wstępujemy też do sklepu Unicut ( www.madeinnh.pl) z ubraniami tworzonymi przy współpracy ze znanymi krakowskimi artystami. Znakiem firmowym jest kolekcja inspirowana Nową Hutą. Pamiętam popularny T-shirt z napisem: „Możesz wyrwać dziewczynę z Huty, ale Huty z dziewczyny nie wyrwiesz”. Teraz widzę na wieszaku „Dziewczynę z dobrej dzielnicy”. Wreszcie czas na obiad. Koleżanka zabiera mnie w podróż w czasie do baru mlecznego Centralny. Jedzenie, wydawane w ekspresowym tempie, jest świeże i przepyszne! Pani z zapałem szorująca podłogę głośno zwraca mi uwagę, gdy chcę zrobić zdjęcie. Szkoda, bo wnętrze lokalu jest żywcem wyjęte z lat 60. ubiegłego wieku. – Teraz musimy zapolować na Nowohuciankę! – ogłasza Agnieszka.

Na poszukiwania wybieramy się do klubu Kombinator. Mieści się on tuż przy słynnym teatrze Łaźnia Nowa, zajmującym dawne warsztaty zespołu szkół mechanicznych. Nowohucianka tylko z pozoru jest zwykłą butelkowaną wodą mineralną. Można ją kupić w nowohuckich barach i kawiarniach. Za jej produkcję odpowiada stowarzyszenie B1, które w ramach żartobliwego protestu przeciw przywilejom przysługującym kurortom, choć występuje w nich wysokie zanieczyszczenie powietrza (np. Rabce), rzuciło hasło „Nowa Huta Zdrój” i pomysł, by dzielnica stała się uzdrowi- skiem. Dochód ze sprzedaży wody, która w rzeczywistości pochodzi z Krynicy-Zdroju, ma być przeznaczony na rozpoczęcie eksploatacji źródeł na terenie Nowej Huty.

Starsza siostra. Serce dzielnicy bije na placu Centralnym. Nie leży on jednak w jej środku, tylko na południu, przy rozciągających się w kierunku Wisły Łąkach Nowohuckich – jedynym na terenie Krakowa użytku ekologicznym o powierzchni niemal 60 ha. Główną osią symetrycznego pięcioboku jest linia Alei Róż, a pod kątem 45 stopni rozchodzą się

Jakbym przeniosła się w czasie. Wyposażenie schronu zachowało się w nienaruszonym stanie. Wszystkiego można dotknąć

dwie aleje, z których wschodnia wiedzie wprost do bram kombinatu. – To wzorcowy przegląd polskiej architektury od lat 50. do 90., naturalna wystawa – mówi historyk Maciej Miezian, z którym spotykam się nazajutrz w niewielkim muzeum Dzieje Nowej Huty. Jest autorem pierwszego przewodnika po okolicy. – Odkąd pojawiły się tu zorganizowane wycieczki, często słyszę swoje własne słowa – śmieje się, a ja przypominam sobie fragment: „Powiedzmy sobie szczerze, mieszkać w Nowej Hucie to jak jeździć rolls-royce’em pośród trabantów i maluchów”. – Potocznie mówi się o Hucie, że to młodsza siostra Krakowa, a jest dokładnie odwrotnie! To jeden z najdłużej nieprzerwanie zamieszkanych terenów w tej części Europy – opowiada. Rzeczywiście, Nowa Huta to nakładające się na siebie warstwy. Socjalistyczne miasto jest tylko jedną z nich. Są tu choćby osady celtyckie, kopiec Wandy, który według legendy jest grobem córki założyciela Krakowa, czy zabytkowe dworki – w siedzibie jednego z nich, w Branicach, mieści się muzeum archeologiczne.

Wehikuł czasu. Z muzeum udaję się do współczesności, czyli popularnego sklepu Huta Piwa ( www.hutapiwa.pl). – Kocham piwo i Nową Hutę, więc postanowiłem to połączyć – mówi właściciel Andrzej Kuglin, gdy pytam o serię trunków o nazwach tutejszych osiedli. – Celowo wypuszczam moje nowohuckie piwa w niewielkiej ilości. Trafiają tylko do kilku miejsc, za to w strategicznych punktach, np. do klubu Forum Przestrze- nie. Ludzi intrygują te nazwy, dopytują się i później odwiedzają dane osiedle. I o to mi chodzi! A wybór nazw jest subiektywny, np. Osiedle Urocze jest lekkie i świeże, Zielone to popularny w Irlandii stout, a Kolorowe zrobiłem dokładnie pod mój gust. W lodówce widzę butelki Nowohucianki. – Uwielbiam Adama Grzankę (znany satyryk działający w stowarzyszeniu B1), jego poczucie humoru i to, co robi dla Huty. Tu jest tylu zapaleńców! – mówi pan Andrzej. – Dzięki nim ciągle coś fajnego się dzieje. Choćby stowarzyszenie Rawelin organizuje zwiedzanie schronów pod kombinatem: autentycznie można przenieść się w czasie! Następnego dnia pada deszcz, więc to dobra okazja, by zejść pod ziemię. Najpierw udaję się do Muzeum PRL-U, gdzie w schronie pod dawnym kinem Światowid oglądam wystawę „Atomowa groza”. Kryjówki, których pod Nową Hutą jest ponad dwie setki, obrosły legendą do tego stopnia, że wciąż krążą opowieści o podziemnym mieście. W ich scenerii rozgrywa się powieść „Dzielnica obiecana” Pawła Majki o świecie po wojnie nuklearnej. W rzeczywisto- ści schrony nie są ze sobą połączone, nie są też atomowe, tylko przeciwlotnicze – choć według władz PRL miały chronić przed atakiem nuklearnym. Później aż dwie i pół godziny spędzam pod imponującymi budynkami centrum administracyjnego kombinatu. Rzeczywiście, tak jak mówił pan Andrzej, przenoszę się w czasie. Wyposażenie schronu przeznaczonego dla zarządu kombinatu zachowało się w prawie nienaruszonym stanie – znajduje się tu m.in. centrala telefoniczna. Wszystkiego można dotknąć, a nawet włączyć alarmy i sygnalizację. – Działamy na terenie całego Krakowa, ale mi najbliższa jest Huta, bo stąd pochodzę – mówi Tomasz Mierzwa ze stowarzyszenia Rawelin opiekującego się schronami. – Zależy mi na całościowym pokazywaniu historii, chcę odczarować krążące wokół niej mity. Choćby łatkę niebezpiecznej dzielnicy. Wie pani, że statystyki mówią co innego? A co do tego, że jesteśmy ludźmi czynu – coś w tym jest: kiedyś zmuszał nas do tego system, a teraz sami bierzemy sprawy w swoje ręce. I nie oglądamy się na nikogo. r

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.