KONSTANCIŃSKA TRASA DLA KAŻDEGO. PRZEDSMAK FINAŁU

O TRASIE W KONSTANCINIE-JEZIORNIE OPOWIADA MAREK GRONOWSKI, KOORDYNATOR TRAS LOTTO POLAND BIKE MARATHON

Poland Bike Magazyn Rowerowy - - NEWS -

Pointerwałowej trasie na mareckich szlakach pora na nieco bardziej „lajtową” trasę na Mazowszu. Chwila oddechu będzie jak najbardziej wskazana jako, że w kolejny weekend znowu mocne wyzwanie – finał sezonu w Wawrze. Stosunkowo łatwy etap ze startem w Parku Zdrojowym w Konstancinie-Jeziornie, ale mimo to uzyskuje dość wysokie oceny wśród zawodników. Pewnie duża w tym zasługa przepięknej lokalizacji, ale sama trasa też jest dosyć zróżnicowana i przez to atrakcyjna.

PARK ZDROJOWY

Kolarskie miasteczko tak, jak przed rokiem będzie usytuowane na terenie Parku Zdrojowego w samym sercu uzdrowiska Konstancin-Jeziorna. Tym razem tuż obok dworku „Hugonówka”, w pobliżu tężni. Tam też znajdą się start i meta wszystkich dystansów wyścigu. Na trasie tylko drobne korekty (spowodowane m.in. erozją brzegów Wisły), większa zmiana dotyczy kierunku startu i pierwszych kilometrów przejazdu.

STARTUJEMY!

Inaczej niż w roku ubiegłym, ruszamy w kierunku zachodnim (a nie na południe) i udajemy się wzdłuż rzeczki Jeziorka w stronę tzw. „Cegielni”. Tutaj po prawie 3 km od startu kończy się utwardzona nawierzchnia, a po kolejnym kilometrze docieramy do Chojnowskiego Parku Krajobrazowego. Od tego momentu trasa wiedzie zielonym szlakiem do tzw. Górek Czarnowskich – to pierwsza okazja, aby na dobre podzielić peleton. Chwilę później przeprawa przez niewielki strumyk i Szlakiem Rezerwatów Przyrody docieramy do Słomczyna. Na 16 km pierwszy bufet, a 2 km dalej następuje rozjazd dystansów Mini/Max.

TRASA MINI

Od tego miejsca Mini meandrując lokalnymi dróżkami między rozległymi sadami po nadrzecznych łęgach i polderach dojeżdża do Wisły. Następnie ścieżkami i dróżkami wzdłuż wałów (najpierw wiślanych, a później lokalnej rzeczki Jeziorki) wraca w kierunku Konstancina. Od wysokości Bielawy jedziemy starym nasypem kolejowym, następnie znowu wałem wzdłuż Jeziorki, a po drodze przeskakujemy kolejno ul. Mirkowską, a następnie Warszawską. Stąd do mety już tylko około kilometra, najpierw ścieżką wzdłuż wału, a po przejeździe przez mostek finiszowa prosta do mety.

TRASA MAX

Dystans Max zaraz po rozjeździe również zmierza w stronę wiślanego wału, ale kieruje się na południe. Pierwsza połowa pętli Max jest dość prosta technicznie, jeśli nie liczyć sekcji nadwiślańskich ścieżek. Na pozór dość łatwe, ale kumulacja nagłych zakrętów, krótkich zjazdów i podjazdów, do tego napięta koncentracja powodują, że daje nieźle w kość nawet mocnym zawodnikom. Od ok. 25 km (po dotarciu do miejscowości Brześce) trudności zaczyna powoli przybywać. W miejscowości Moczydłów długi (niemal górski) podjazd, a następnie zaczynają się tzw. „puszczańskie klimaty”. Na początek kręty singiel między bagiennymi trawami, a później na przemian jedziemy duktami leśnymi oraz ścieżkami wijącymi się wśród zarośli. W międzyczasie okrążamy Górę Łubna, gdzie teren jest nieco pofałdowany. Na drugiej połówce Maxa teren będzie cięższy, a wysiłek znacznie większy. Będzie bardziej interwałowo ze względu na częste zmiany kierunku jazdy oraz nawierzchni - trochę techniki po ścieżkach wśród leśnych ostępów, dukty po igliwiu oraz szybkie szutry. Znajdą się też miejsca z niewielkimi podjazdami. Na około 41 km swojej trasy (w okolicy Rezerwatu Obory) runda Max ponownie spotka się ze szlakiem Mini, na 43 km zawodnicy zaliczą drugi bufet, a następnie pojadą do mety tą samą drogą, co krótszy dystans. Połamania kół!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.